logo

Oto filmy, które pomogą ci się zainspirować i wybrać wiosenną stylówkę. Jeśli nie wiesz, w co się ubrać, a szukasz pomysłu, tutaj możesz znaleźć odpowiedź. Wybraliśmy kilka mniej i bardziej znanych produkcji, które zastąpią wam stylistkę.

REKLAMA
„ The Runaways: Prawdziwa historia” reż. Floria Sigimondi (2010)
Historia pierwszego w historii rockowego girlsbandu, w którym zaczynała karierę 16-letnia Joan Jett, z nieznanych przyczyn nie doczekała się polskiej premiery kinowej. Poza wpadającą w ucho muzyką i popisem aktorskim młodych i niedocenianych aktorek – Kristen Stewart i Dakoty Fanning, film Włoszki wiernie portretuje modę końca lat 70. , stojącą w rozkroku między cekinowym disco i pre-punkową nonszalancją. Fryzury z grzywkami pod przysłowiowy garnek, koturny i dużo rozmazanej kredki do oczu robią wrażenie archaicznej nowoczesności. Z jednej strony bardzo współczesny uniseks, z drugiej niepochlebne dla lwiej części figur kroje, które dziś nie miałyby raczej szans na zdominowanie ulic.
„Nagle, ostatniego lata” reż. Joseph L. Mankiewicz (1959)
Elisabeth Taylor we wszystkich wczesnych filmach ubrana jest w zasadzie podobnie – w ekstremalnie obcisłe i mocno wydekoltowane sukienki eksponujące jej filigranową, ale proporcjonalną figurę. Rola pacjentki szpitala psychiatrycznego wymagała pewnego stonowania stylistycznego, co jednak tylko dodało jej strojom klasy. Na drugim biegunie mamy posągowe stylizacje stworzone dla Katharine Hepburn – golfy, woalki, powłóczyste ubrania w jasnych kolorach. Styl, który nie wiąże się do końca z żadną epoką w modzie, ale jest ponadczasowy i sprawia, że bezwiednie zaczynamy marzyć, że w wieku 52 lat będziemy miały tyle klasy, co Hepburn. Psychologiczną głębią zaskakuje z pozoru dziwna historia – oto majętna Violet obiecuje młodemu doktorowi psychiatrii pokaźną sumę w zamian za pozytywne zaopiniowanie zabiegu lobotomii na jej siostrzenicy. Co kryje się za tym żądaniem? Między innymi znakomity film z nieprzewidywalnym zakończeniem, które pod koniec lat 50. mogło szokować purytańskie społeczeństwo Stanów Zjednoczonych.
„Tylko kochankowie przeżyją” reż. Jim Jarmush (2013)
W swoim ostatnim filmie Jarmush hipnotyzuje orientalną muzyką, androginiczną, bielącą się w półmroku twarzą Tildy Swinton i groteskową historią. Rozpięta między Stanami, a Marokiem opowieść o miłości pary wampirów, zmęczonych długowiecznością, ale nie gotowych by umrzeć, to studium namiętności, melancholii i znużenia. Bohaterowie są współczesnymi Nomadami, co podkreśla ich wygląd – trochę tu praktycznej elegancji w stylu Isabel Marant, trochę przybrudzonego i wyciągniętego ekscentryka z dawnych męskich kolekcji Johna Galliano.
„ Wspaniała” reż. Régis Roinsard (2012)
Ciężko ostatnio o komedię romantyczną, która byłaby jednocześnie zabawna i romantyczna. „Wspaniała” jest od tej reguły wyjątkiem, dodatkowo wystylizowanym z wielkim wyczuciem (i nie mam tu na myśli tylko ubrań, ale też przemyślane kadry, które ucieszą wszystkich miłośników Wima Wendersa). Urocza opowieść o dziewczynie z prowincjonalnego, francuskiego miasteczka, która marzy o pracy stenotypistki – zajęciu w latach 50. ubiegłego wieku tyle nowoczesnym, co prestiżowym. Zatrudnia ją nerwowy agent ubezpieczeniowy (Romain Duris), jednak stawia warunek - Rose musi wziąć udział w konkursie pisania na maszynie na czas. Dodajmy, że nie jest to wymysł reżysera, takie zawody naprawdę się odbywały i cieszyły się niemałym powodzeniem. Film jest być może odrobinę cukierkowy i pokazuje powojenną Francję zza różowych okularów, ale ta stylizowana naiwność zachwyca. Podobnie jak wcięte w talii, rozkloszowane sukienki za kolano ochoczo zmieniane przez bohaterki.
„ Jak poślubić milionera” reż. Jean Negulesco (1953)
To nie będzie raczej Twój nowy, ulubiony film. Ale stare, amerykańskie komedie mają to do siebie, że po prostu miło się je ogląda i można to robić z równym powodzeniem z dziećmi, co ze znajomymi. A co dopiero, gdy na ekranie można zobaczyć jednocześnie Marilyn Monroe, Betty Grable i Lauren Bacall. Bohaterki są nowojorskimi modelkami, które zastawiają kolejne meble z wynajmowanego mieszkania, aby finansować kolejne stroje, fryzury i przyjęcia. Nie robią tego z próżności czy hedonizmu, lecz aby poznać idealnych kandydatów do zamążpójścia. Warunek jest jeden – mężczyzna ich życia musi mieć na rachunku bankowym co najmniej sześć cyfr. Głęboki ukłon należy się osobom odpowiedzialnym za kostiumy, które w „Jak poślubić milionera” nie są tylko zbiorem modnych ciuchów z epoki. Każda z bohaterek reprezentuje zupełnie inny styl – jedna jest elegancką snobką, druga podąża za trendami, trzecia to seksowna kokietka. A jeśli kiedyś mignęły Wam zdjęcia Monroe w okularach korekcyjnych, to najprawdopodobniej pochodziły właśnie z filmu Jeana Negulesco.
„Wrześniowy numer” reż. R.J. Cutler (2009)
Widzieliście pewnie film „Diabeł ubiera się u Prady”, gdzie Meryl Streep wcieliła się w rolę despotycznej redaktorki naczelnej magazynu o modzie, postaci wzorowanej na Annie Wintour. Dokument Cutlera pozwala nam podejrzeć okiem kamery pracę naczelnej amerykańskiego „Vogue'a” we własnej osobie i bez fabularnego filtra. Świat mody oglądany na edytorialach i wybiegach wydaje się być rodzajem idealnej rzeczywistości, bajką, gdzie kobiety są piękne, tajemnicze i efemeryczne bez wysiłku. Film pokazuje jak czasochłonna, a co ważniejsze zaplanowana w najdrobniejszych detalach jest praca nad każdym elementem magazynu. Seans obowiązkowy dla wszystkich, którzy kiedykolwiek marzyli o pracy w branży. Ciekawym doświadczeniem jest też przeniesienie się do świata mody anno domini 2009 – zarazem blisko i daleko. Trendy sprzed siedmiu lat nie wydają się jeszcze okropne czy śmieszne, ale z pewnością nie są to rzeczy do których oglądając film mogłybyśmy wzdychać.
„ Jestem miłością” reż. Luca Guadagnino (2009)
Tilda Swinton wie o co chodzi w modzie, mimo że raczej nie zobaczymy jej w zestawieniach najlepiej ubranych gwiazd. Nosi klasyki Lanvin, ale też offowe projekty Haider Ackermann, jest muzą i modelką marki Pringle of Scotland. Być może wyczucie stylu, który ma do zakomunikowania coś więcej poza 'jestem ładna/zgrabna/bogata' dostrzegają twórcy szukający niewymuszonej elegancji i 'tego czegoś'. Mało znany włoski film „Jestem miłością” opowiada o Emmie, kobiecie w średnim wieku na rozstaju dróg. Jej dzieci wyfruwają z rodzinnego gniazda, a ona przestaje dla siebie widzieć miejsce obok męża, z którym od dawna już nic jej nie łączy. W tle Włochy jak z pocztówki, mieszkania jak z katalogu, a także włoska elegancja – szlachetne materiały, klasyczne kroje, szerokie opaski, duże okulary przeciwsłoneczne i błyskające gdzieniegdzie designerskie dodatki. Słowem inkarnacja zasady „mniej znaczy więcej” z dopiskiem drobnym druczkiem mówiącym, że minimalizm karmi się jakością.
„ Coco i Strawiński” reż. Jan Kouen (2009)
Siedem lat temu sale kinowe przeżywały oblężenie widzów spragnionych historii francuskiej projektantki, nie był to jednak film Kouena, lecz „Coco avant Chanel” z Audrey Tautou. „Coco i Strawiński” to dzieło komplementarne do swojego popularniejszego równolatka. Wątek fabularny zostaje podjęty w zasadzie w momencie, w którym film Anne Fontaine się kończy. Bohaterka uporała się już ze śmiercią w wypadku samochodowym ukochanego Arthura „Boy'a” Capela i ugruntowała swoją pozycję modowego guru Paryża lat 20. Jako kobieta niemal czterdziestoletnia wikła się w romans z rosyjskim kompozytorem, Igorem Strawińskim, goszcząc w swojej wakacyjnej willi jego żonę i dzieci. Opowieść o późnej namiętności dwóch postaci, które stały się pierwszymi jaskółkami nowoczesnej mody i muzyki. Kostiumy i wnętrza tej zrealizowanej za niewielkie pieniądze fabuły biją na głowę dziesięciokrotnie droższy film z Audrey Tautou. Must-see dla wszystkich miłośników epoki i marki, a zwłaszcza kultowych perfum z numerem 5, których tworzeniu jest jednym z wiodących wątków.