
Andrzej Rzepliński, prezes Trybunału Konstytucyjnego, przyznał właśnie, że jest chroniony przez policję. Nie boi się o swoje życie, ale woli dmuchać na zimne – bo „wszystko się może zdarzyć, jak w przypadku Blidy”.
REKLAMA
Sędzia TK był gościem Moniki Olejnik i odpowiadał na pytania dotyczące sytuacji, w jakiej się znalazł. Wydając krytyczne orzeczenie o ustawie "naprawczej" Trybunału, podpadł ekipie rządzącej i jej zwolennikom. Zdając sobie sprawę z tego, jakie reakcje wywołał, postanowił się zabezpieczyć.
– Wszystko jest możliwe. Jest możliwe również to, że nagle przejdzie mnie samochód. Jestem dyskretnie pilnowany przez policję – powiedział Rzepliński w Radiu Zet. – Czasem nie ma zlecenia, ale jak w przypadku Barbary Blidy są wariaci, którzy czują się upoważnieni do czegoś – dodał. Zaznaczył też, że gdyby się bał, nie mógłby być sędzią.
Przypomnijmy – Trybunał Konstytucyjny uznał, że przyjęta w grudniu ustawa regulująca jego prace jest niezgodna z ustawą zasadniczą. Oznacza to, iż nie będzie orzekać na jej podstawie. Beata Szydło nie zdecydowała się opublikować takiego wyroku, ale Partia Razem już tak – wyświetlając jego treść na budynku Kancelarii Premiera. Demonstrację popiera Rzepliński, który – jak pisaliśmy – nie ma zamiaru iść na kompromisy z rządem.
źródło: radiozet.pl
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
