
Omar Souleyman - muzyk naszych czasów. Połączenie świata arabskiego z hipsterskim zachodem. Zachwyca swoją wrażliwością, porywa tłumy do zabawy. Jest skromny i zachowuje się, jakby nie wiedział, dlaczego jest idolem ludzi spoza swojego kręgu kulturowego.
REKLAMA
Omar Souleyman jest sunnitą, ma 50 lat, pochodzi z wioski Tell Tamer, która leży w północno-wschodniej Syrii. Jest gwiazdorem, ale niczym nie różni się od ludzi, których można spotkać na syryjskich ulicach. Ubrany w tradycyjny jelab, z papierosem w ustach.
Kiedy warszawski klub Miłość ogłosił, że w maju odbędzie się jego polski koncert, natychmiast przycisk „wezmę udział” wcisnęło ponad 1000 osób.
Zwykle w takich momentach, w artykułach sylwetkowych, pojawia się pytanie: na czym polega jego fenomen? Odpowiedź jest prosta. Omar Souleyman jest kwintesencją naszych czasów. Połączenia wschodu z zachodem, kultury arabskiej i europejskiej, tradycji z nowoczesnością, wzruszenia z zachwytem.
Karierę zaczął w 1994 roku. Wtedy prawdopodobnie myślał, że nie zajdzie dalej i nie odniesie większego sukcesu niż ten, dzięki któremu zapraszany był na wesela. Nie spodziewał się, że dwadzieścia lat później wystąpi na gali Nobla w Oslo, a trzy lata później Polacy tak bardzo ucieszą się na wieść o jego występie. Omar jest człowiekiem pracowitym. W Syrii nagrał... około 500 albumów, choć to głównie zapisy jego weselnych występów.
Kiedy w 2006 roku zainteresował się nim kolektyw Sublime Frequencies z Seattle, którego członkowie podróżowali po świecie w poszukiwaniu lokalnych artystów folkowych, zyskał międzynarodową sławę.
Po pięciu latach od podpisania kontraktu na pierwszą płytę, Omar Suleyman wystąpił na jednym z najważniejszych festiwali na świecie - Glastonbury. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie i niespodziewanie. Ta historia omal nie mieści się w głowie.
Zaraz potem został dostrzeżony przez kompozytora i producenta muzyki elektronicznej Daniela Victora Snaitha, znanego pod pseudonimem Caribou. Snaith zaprosił go do występu na festiwalu ATP Nightmare Before Christmas. Omar został częścią świata muzyki elektronicznej na najwyższym poziomie.
Można wyliczać jego sukcesy, z których nie wiadomo, czy tak do końca zdaje sobie sprawę. Na przykład jest autorem trzech remiksów, które wykonał dla Björk na jej płytę „Biophilia”.
Przy poprzedniej płycie „Wenu Wenu”(2013) współpracował z producentem z Kieranem Hebdenem - gwiazdą muzyki elektronicznej, który występuje jako Four Tet. Płyta została wydana nakładem legendarnej wytwórni Ribbon Music, która skupia w sobie artystów takich jak Tricky, Hot Chip czy Franz Ferdinand.
W 2013 roku Omar zagrał podczas przyznania Pokojowej Nagrody Nobla w Oslo. Publiczność bawiła się tak dobrze, że wstała z foteli. Panowie i panie klaskali oraz przystępowali z nóżki na nóżkę. Omarowi towarzyszył klawiszowiec, a jego głos rozbrzmiewał w charakterystycznym zaśpiewie.
Ubrany był - jak zwykle - w tradycyjną jelabę, na głowie miał czerwoną arafatkę, na oczach charakterystyczne okulary przeciwsłoneczne. W 2015 roku do sprzedaży trafił jego album „Bahden Nami”, za którego produkcję odpowiada elektroniczny duet Modeselektor.
Omar Souleyman nie śpiewa po angielsku, tylko w dialekcie al-Hasakah. O swojej twórczości mówi – „Moja muzyka wywodzi się ze społeczności, do której przynależę - do Kurdów, Asyryjczyków, Arabów , nawet do Turków i Irakijczyków, bo oba państwa są tak blisko, zaraz za granicą.” Ironią jest to, że syryjskiego geniusza musieli odkryć zachodni artyści.
Sam artysta twierdzi, że nikim się nie inspiruje, po prostu śpiewa tak, jak został nauczony. Nazywa siebie prostym śpiewakiem weselnym. Omar Souleyman to połączenie tradycyjnej muzyki arabskiej z brudnym brzmieniem elektroniki.
Ma szalone teledyski, w których pojawiają się zaskakujące fotomontaże. A o czym śpiewa? Głównie o miłości. „Chodź do mnie, o piękna, oczarowałaś mnie swoją ciemną karnacją/ Możesz mnie mieć i moją miłość/ Powiedzieli mi, że weźmiemy ślub/ Nie mogę bez ciebie żyć/ Dla mnie jesteś jak woda i powietrze, którym oddychać/ Nie mogę bez ciebie przetrwać.” - śpiewa w piosence „Warni Warni”. Albo „czy zaśniesz w moich ramionach?/Zaśnij wtulona we mnie/ Twój pocałunek stopił moje usta” - wyznaje Omar jadąc samochodem przez Syrię z papierosem w ustach.
Ilu jest jeszcze takich artystów gdzieś na świecie, którzy tworzą zachwycającą muzykę? Omar Souleyman miał szczęście, że został odkryty, jednak gdyby nie „hipsterzy”, dalej śpiewałby na syryjskich weselach.
Napisz do autorki: barbara.kaczmarczyk@natemat.pl
