
Już prawie całkowicie rozwiane zostały we wtorek nadzieje miłośników teorii spiskowych, którzy niezłomnie przekonywali, że incydent drogowy z udziałem prezydenta był zamachem. Eksperci z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Głównej Policji nie znaleźli na prezydenckim BMW żadnych śladów materiałów wybuchowych, ani urządzeń, które mogłyby do zniszczenia opony doprowadzić.
REKLAMA
Do ostatecznego upadku spekulacji o zamachu na głowę państwa potrzeba jeszcze tylko wyników, które przygotowują biegli z zakresu badania wypadków drogowych oraz mechanoskopii. Chemicy z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego KGP są pewni, że "oddziaływania wybuchu ładunku skondensowanego materiału wybuchowego lub uszkodzeń mogących być skutkiem działania agresywnych środków chemicznych, takich jak rozpuszczalniki lub substancje żrące" na limuzynie, którą wieziono Andrzeja Dudę nie ma.
I wówczas spiskowe teorie nie powinny znaleźć potwierdzenia. Chyba, że za spisek ktoś zechce uznać nieodpowiedzialne działania Biura Ochrony Rządu, które kilka dni temu ujawnił dziennik "Rzeczpospolita". Przypomnijmy, że ustalono, iż prezydencka limuzyna przez wiele tygodni stała w garażu BOR czekając na nowe ogumienie, gdyż 20 stycznia podczas pobytu prezydenta Andrzeja Dudy w Krakowie również zniszczona została jedna opona.
I BMW 7 high security powinno zostać tam tak długo, aż producent dostarczy nowe opony, ale z czasem pojawiła się "pilna potrzeba" użycia tego auta i w BOR zdecydowano o zdobyciu potrzebnej opony z... magazynu części wycofanych z eksploatacji. Z tego miejsca rzeczy zazwyczaj trafiają na śmietnik, ale tym razem funkcjonariusze część przeznaczoną do zutylizowania postanowili założyć w limuzynie, którą 4 marca z zawrotną prędkości mknęli z prezydentem na wyjazd w górzysty teren.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
źródło: Gazeta.pl
