W Brukseli wybuchły zamieszki antyislamskiej prawicy.
W Brukseli wybuchły zamieszki antyislamskiej prawicy. Fot. Zrzut ekranu z twitter.com/euronews

W niedzielę ulicami Brukseli miał przejść marsz "Nie dla strachu", podobny do tego, który przeszedł przez Paryż. W ostatniej chwili odwołano go z powodu obaw o bezpieczeństwo. Nie wygląda to dobrze, bo to jeszcze silniejsze pokazanie słabości Zachodu. Wykorzystała to belgijska skrajna prawica, która zorganizowała swój marsz, zakończony starciami z policją.

REKLAMA
Tragiczne zamachy w Brukseli miały wzbudzić strach w mieszkańcach Europy. Pokazać nam, że nigdzie nie możemy czuć się bezpieczni. Dlatego odpowiedzią miał być wielki marsz "Nie dla strachu", który miał pokazać, że mieszkańcy Brukseli są silni i nie poddają się terrorowi. Jednak marsz odwołano, bo władze stolicy Belgii bały się kolejnych zamachów.

To jeszcze dobitniej pokazuje rosnącą siłę terrorystów i słabość władz krajów Unii Europejskiej. Daje paliwo nie tylko terrorystom, ale też skrajnej prawicy, która chce znacznie ostrzejszych środków w walce nie tyle z terroryzmem, co z uchodźcami i imigrantami. Dlatego na ulicach, gdzie mieli protestować solidarni z ofiarami zamachów brukselczycy, pojawiła się skrajna prawica.
Kilkaset ubranych na czarno ludzi, głównie mężczyzn szło z antyimigranckimi transparentami i okrzykami. Jednak z czasem tłum stawał się coraz bardziej agresywny. Policja użyła armatek wodnych do rozpędzenia nielegalnej antyislamskiej demonstracji. Komentatorzy zwracają uwagę, że to nieprawdopodobne, że kilkuset osobom udało się wejść jednolitą grupą na silnie strzeżony plac Bourse, gdzie mieszkańcy miasta cały czas oddają hołd ofiarom.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl