
Rok 1997 zmienił w rodzinie Chajzerów dosłownie wszystko. Filip miał wówczas dopiero 13 lat, a jego ojciec kojarzył się widzom z poważnym, newsowym dziennikarstwem. Wyrzucony z Telewizji Polskiej Zygmunt Chajzer niespodziewanie wygrał casting na prowadzącego "Idź na całość", co uczyniło z niego gwiazdę mediów.
REKLAMA
Na program szybko zaczęto mówić "Zemsta Chajzera", bo udało mu się dokonać czegoś, co w tych czasach wydawało się niemożliwe – oglądalność jego teleturnieju wyprzedziła najpopularniejszy program informacyjny w Polsce – "Wiadomości".
Był to czas, kiedy z taśmy montażowej w warszawskiej FSO zjechał pierwszy egzemplarz Poloneza Atu, Polskę nawiedziła powódź tysiąclecia, a Anita Lipnicka królowała na listach przebojów z piosenką "I wszystko się może zdarzyć". Ale to, co wydarzyło się w rodzinie Chajzerów zaważyło na przyszłości zawodowej obu dziennikarzy.
Filip też został gwiazdą
Program dał Zygmuntowi Chajzerowi niezwykłą popularność. – To była ogromna zmiana w naszym życiu – wspomina Filip Chajzer. 6 września 1997 ukazał się pierwszy odcinek "Idź na całość" w Polsacie, a program okazał się gigantycznym sukcesem.
Program dał Zygmuntowi Chajzerowi niezwykłą popularność. – To była ogromna zmiana w naszym życiu – wspomina Filip Chajzer. 6 września 1997 ukazał się pierwszy odcinek "Idź na całość" w Polsacie, a program okazał się gigantycznym sukcesem.
– Ojciec kojarzył mi się wówczas stricte "dziennikarsko". Tymczasem program przebił oglądalnością "Wiadomości", co w tamtych czasach było nie do pomyślenia. To był "top of the top"! Ojciec, którego wyrzucono z redakcji zaczął je przebijać swoim programem. Na rynku medialnym mówiono nawet, że to "Zemsta Chajzera". Tak rzeczywiście było – mówi naTemat Filip Chajzer.
Już po niespełna miesiącu program oglądało przeszło 9 mln, a w styczniu 1998 aż 10,6 mln osób. Zygmunt Chajzer stał się jedną z największych gwiazd polskiej telewizji (o ile nie największą w tym okresie). Odbiło się to również na prywatnym życiu Chajzerów i ograniczeniem prywatności. – Pewnie nie będzie wielkim zaskoczeniem, jaką ksywę dostawałem w każdej, kolejnej szkole, czyli Zonk albo Vizir – wspomina Filip.
Tą samą ksywkę otrzymał też sam prowadzący "Idź na całość". – Do dziś wołają za mną Zygi-Zonk – mówi Zygmunt Chajzer, który przez ostatnie lata działalności zawodowej często nawiązywał do słynnego teleturnieju. W radiu zet pojawiła się choćby loteria "Graj o całość". – Gdy ten program ruszał, pokolenie urodzone w latach 80-tych to były dzieciaki. Dziś to 30-latkowie, a program dalej tkwi w ich świadomości – słyszymy od prowadzącego.
Nie jest przypadkiem, że działalność dziennikarska Filipa Chajzera okraszona jest dużą dawką humoru. – W dzieciństwie obserwowałem ojca. Gdy nauczycielka zapytała mnie, co chciałbym robić w życiu, powiedziałem: chciałbym prowadzić programy – słyszę od Filipa. Dziennikarz "Dzień dobry TVN" przyznaje jednak, że nie było łatwo być gwiazdą podwórka, bo "Idź na całość" oglądali wtedy dosłownie wszyscy.
Powrót do "Idź na całość" nie było pomysłem Zygmunta Chajzera, choć przez lata marzył o powrocie programu. – Gdy rozmawiałem z ojcem o pracy, radiu i pomysłach na program, on niezmiennie powtarzał gdyby to "Idź na całość" wróciło, to byłby hit... Tak sobie myślę, że on wymarzył ten powrót. Bardzo trzymam za niego kciuki – mówi Filip Chajzer. Jego zdaniem, pokolenie dzisiejszych trzydziestoparolatków tęskni za "niczym niepohamowaną" i beztroską rozrywką, która jednocześnie byłaby wolna od chamstwa.
Jego ojciec przyznaje jednak, że trudno będzie osiągnąć tak wielki sukces, jak przed laty. Siłą programu były emocje i duże nagrody. – Nie było wielkich wymagań, aby te nagrody zdobywać. Nie trzeba było znakomicie tańczyć, czy śpiewać, a jedynie podejmować dobre i rozsądne decyzje – mówi prowadzący. Do tego oczywiście trzeba mieć też szczęście. Jeśli go brakowało, można wygrać kota w worku. Dosłownie – słowo "Zonk", które było imieniem maskotki programu (wszyscy jej pragnęli!) przeszło do języka codziennego i funkcjonuje w nim do dziś.
Ale czy formuła, która sprawdziła się w latach 1997-2001 będzie nadal interesująca dla widzów? Wiele się zmieniło, a w telewizji uprawia się seks na żywo, a nawet rodzi dzieci. Chajzer przypomina jednak, że amerykańska wersja "Idź na całość" emitowana jest od 1963 roku, a ponad 20 lat prowadził go ten sam prowadzący – Monty Hall.
– Będziemy wzorować się na formule amerykańskiej. Jest bardzo kolorowa, ludzie się przebierają, skaczą z radości. Program jest na ogromnym spontanie, a i nagrody są super – zachwala Zygmunt Chajzer. Zdaniem prowadzącego, programy typu "Warsaw Shore" tracą rację bytu. – One mogą odnieść chwilowy sukces, na zasadzie szoku. Na dłuższą metę nie chcemy oglądać czegoś takiego – mówi. Jego zdaniem, większą siłę rażenia mają programy budujące pozytywne emocje.
Chajzer przygląda się też innym wielkim powrotom, które obserwujemy obecnie w Telewizji Publicznej. – Z ciekawości obejrzałem Sondę 2, ale formuły Kurek – Kamiński nie da się powtórzyć. Chociaż prowadzący Sondę 2 jest fajny, robi to zawodowo i sympatycznie – mówi. Fajnym programem, zdaniem Chajzera była też "Wielka Gra", która jak na razie nie wraca na antenę.
– Chętnie go oglądałem, choć często nie miałem zielonego pojęcia, jakie są odpowiedzi. Ale to był właśnie walor poznawczy i edukacyjny tej produkcji. Ludzie przeżywali emocje razem z bohaterem – to samo jest w "Idź na całość" – mówi.
Większość widzów próbuje odgadnąć, gdzie ukrywa się ta największa nagroda. Często bywało, że jedyną osobą, która nie potrafiła tego zgadnąć, był uczestnik.
Ale widzowie oglądali program również z uwagi na prowadzącego. W wrześniu 2000 roku Polsat zmienił prowadzącego na Krzysztofa Tyńca, ale oglądalność była katastrofalna – program szybko zniknął z anteny.
Formuła programu pozostanie w zasadniczym stopniu taka sama. – Nie będziemy bazować na wiedzy uczestników, ani sprawdzać ich talentów. Będziemy oferować nagrody i sprawdzać zdolność przewidywania – mówi Zygmunt Chajzer. Program pojawi się na antenie tv4 na jesieni.
Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl
