
Państwa eurogrupy uchwaliły kolejną transzę pomocy dla Grecji. Zakłada ona między innymi zmniejszenie zadłużenia tego państwa ze 160 do 120 procent PKB i 130 mld euro pożyczki do 2014 roku. Komentatorzy i ekonomiści zareagowali wręcz euforycznie. Nie wszyscy. Wiceprezydent Centrum Adama Smitha, dr Andrzej Sadowski mówi, że to nie rozwiązanie problemów a odsunięcie ich w czasie.
REKLAMA
Czy osiągnięte wczoraj porozumienie europgrupy pomoże rozwiązać problemy tego kraju?
Zwiększy to tylko dramatycznie zadłużenie Grecji, przecież będą musieli te pieniądze oddać.
Ale pożyczka w wysokości 130 mld euro i redukcja wierzytelności o 107 mld euro to spora pomoc.
Redukcja redukcją, ale i tak nie ma większych szans na to, że spłacą swoje zobowiązania, chyba, że zmniejszyłoby się je prawie do zera. Ta tura pomocy to gra na czas przed wyborami we Francji. Pozwala też przygotować stopniowo do upadku Grecji niemiecki i francuski sektor bankowy, który jest bardzo mocno zaangażowany w tym kraju.
Jakie koszty poniosą te państwa, które złożyły się na pomoc dla Grecji?
Oczywiście zwiększenie zadłużenia. Przecież pożyczają te pieniądze rządy, które same są zadłużone. To próba, stosując terminologię medyczną, uporczywej terapii. Nawet część niemieckich polityków mówi, że drachma pozwoliłaby Grekom zwiększyć konkurencyjność i zmniejszyć zadłużenie. Grecki parlament podjął decyzję o zmniejszeniu zobowiązań emerytalnych o 20 procent. To dowód, że sztucznie podniesiono stopę życia dotacjami i wprowadzeniem obcej waluty. To tak, jakby Kubie narzucić dolara i liczyć, że będzie miała taki poziom życia jak USA.
