
Szef islandzkiego rządu ukrywał miliony w rajach podatkowych. Oszustwa nie akceptuje społeczeństwo i opozycja, które zażądały jego dymisji. I kiedy zdawało się, że premier ją złoży, ten – przy cichym poparciu rządu – nagle zmienił zdanie.
REKLAMA
Uwikłanie w aferę "Panama Papers", delikatnie mówiąc, niszczy wizerunek. Inne zdanie na ten temat ma Sigmundur Gunnlaugsson - premier Islandii. Nie obeszły go ani protesty z udziałem 10 proc. mieszkańców kraju, ani gniew politycznych rywali. Jeszcze w poniedziałek polityk straszył rząd rozwiązaniem parlamentu i nowymi wyborami. Podobno na próżno, bo kolejnego wieczora Islandczycy usłyszeli: "Gunnlaugsson rezygnuje, a zastąpi go partyjny kolega Olafur Ragnar Grimsson".
Nocą z wtorku na środę Richard Milne z "Financial Times" dowiedział się jednak, że żadnej dymisji nie będzie. Rząd wcale nie przekonał do niej premiera, a… zaproponował mu urlop. Na "czas nieokreślony" Grimmson będzie zaś tylko jego zastępcą. Co istotne, Gunnlaugson od 2007 roku nie informował o majątku w Panamie. Oficjalnie rozporządzała nim jego żona, której premier broni na Facebooku. "Jej udział w aferze jest nonsensem od początku do końca. Trudno jednak zapanować nad ludzką wyobraźnią" – twierdzi. Problem w tym, że wyborcy mu nie wierzą.
źródło: tvn24.pl
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
