
Reżimy, które Europa pożegnała ledwo ćwierć wieku temu, przyzwyczaiły nas do myślenia, że taka władza za wszelką cenę chce trzymać obywateli w granicach państwa. Ludzie tkwili więc w ojczyźnie, tylko kumulując w sobie gniew, który wreszcie władzę obalił. Nowe wschodnioeuropejskie autorytaryzmy tego błędu nie popełnią. Bo tego, że emigracja pomaga rozwiązać problemy z niezadowolonym społeczeństwem, świetnie uczy Viktor Orbán.
– Biedni imigranci szkodzą Europie – grzmiał węgierski premier, gdy inicjował swoją krucjatę przeciwko uciekinierom z Bliskiego Wschodu i Afryki. Viktor Orbán wiedział, co mówi, bo sam od lat jest "producentem" imigrantów. Tyle, że uciekający z ojczyzny Węgrzy to często ludzie całkiem zamożni i dobrze wykształceni, których na Zachodzie przyjmują z otwartymi ramionami.
Dotąd była jeszcze jedna znacząca różnica między emigracją Polaków i Węgrów. Z nad Wisły ucieka się oczywiście narzekając na biurokrację i brak "normalności". Jednak Polakami przede wszystkim kierowała chęć walki o jak najlepszą pracę i płacę. Natomiast wielu Węgrów ojczyznę opuściło głównie ze względów politycznych. Wyemigrowali dlatego, że po prostu nie zdzierżyli życia w kraju, w którym tępione są wszelkie przejawy inności, a karierę trudno zrobić nie wchodząc w światek Fideszu.
Węgrzy są do ojczyzny przywiązani równie mocno, co Polacy, ale są granice wytrzymałości. Dla nas przekroczeniem ich było to, co rząd nazwał "rewolucją moralną". No i pogłębiające się upartyjnienie absolutnie wszystkiego. Ja jestem PR-owcem, a mój mąż przedsiębiorcą i na Węgrzech na robienie normalnej kariery nie mielibyśmy dziś szans bez przymilania się do ludzi z Fideszu. Woleliśmy więc zacząć prawie od zera w Innsbrucku.
Na zrównanie przez Viktora Orbána pojęć partia i państwo utyskuje w rozmowie z naTemat także 35-letni Zalán – rodowity budapesztańczyk, ale od 4 lat mieszkaniec Niemiec. – Proszę zwrócić uwagę na to, gdzie są dzisiaj węgierskie elity. I nie mam tu na myśli elit państwowych, tylko twórców, publicystów, czy naukowców. Niby obracają się w węgierskiej sferze publicznej, ale tak naprawdę większość dawno uciekła do Wiednia lub Berlina – stwierdza z rozgoryczeniem.
Edukacja tutaj leży od lat. W Polsce ludzie mogą uciekać masowo, bo macie miliony osób z wyższym wykształceniem. Na Węgrzech tak nie jest. Poza Budapesztem i kilkoma miejscowościami turystycznymi niezbyt powszechny jest angielski. Prędzej ludzie mówią trochę po niemiecku, który gdzieś tam się wciąż obraca w naszych domach. To dlatego mimo wszystko tak "mało" Węgrów w Wielkiej Brytanii, czy Irlandii...
W państwie, które polscy rządzący co chwila przywołują za wzór do naśladowania, nie chce się dłużej żyć nie tylko Nórze, Zalánowi i reszcie z ponad 500 tys. Węgrów żyjących już na emigracji. PKB wzrasta, bezrobocie spada, a Viktor Orbán dzielnie walczy z islamizacją Europy. Pomimo tego, ostatnie dane na temat gotowości Węgrów do emigracji pokazują, że między 2014 a 2015 rokiem odsetek myślących o ucieczce z kraju podwoił się.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
