
"Wiadomości" po przejęciu przez nową władzę nie są tym samym, co kiedyś. O "dobrej zmianie" świadczą pełna kontrola materiałów i przemilczanie faktów niewygodnych dla PiS. A stoi za nimi Marzena Paczuska, której bliżej dziś do dyktatora niż dziennikarki.
REKLAMA
Krzyki i przekleństwa to znaki rozpoznawcze "Paczki" – szefowej Agencji Informacji TVP. Jest nerwowa i zimna, lubi dominować, tłumaczy "Wyborczej" jej były współpracownik. Inny rozmówca, zwolniony z TVP dyrektor, dorzuca, że mając pod sobą nową ekipę, może ją kształtować, jak tylko chce, nie dając nikomu kredytu zaufania. – Od 12 stycznia tylko jednego dnia nie było jej w pracy. Nawet jak umarła jej mama, zatrzymała się tylko na jakieś 10 minut – cytuje mężczyznę gazeta – Zazwyczaj chodzi po redakcji z zapalonym papierosem i słuchawkami w uszach. Jedni utrzymują, że słucha na okrągło radia, by wiedzieć, co się dzieje. Inni, że rozmawia z szefami przez telefon.
Nieprzyjemna atmosfera to kij na reporterów, marchewką jest wynagrodzenie – 10 - 20 tys. złotych miesięcznie. Twardą ręką Paczuska uczy, co jest dobre, a co złe. Zaczyna od tekstów, wszystkie czyta osobiście, co wcześniej było działką wydawców. – Przerabia je na swoje (…) Na antenę idzie tylko to, co czytała i widziała – zaznacza były kolega szefowej "Wiadomości". Czy ktoś oponuje? Nie, bo skoro przyjął etat po czystce, "wie, czego się od niego oczekuje". W zamian robi karierę.
Jeśli kogoś zastanawia się, dlaczego brakuje relacji live, odpowiedź brzmi: Nowi polityczni reporterzy nie umieją ich robić. Zresztą te byłyby niebezpieczne. Materiał na żywo jest trudny do zmanipulowania. A program opiera się właśnie na manipulacji lub, jak ironizuje zwolniony dyrektor, magicznym myśleniu. – Jak "Wiadomości" o tym nie powiedziały, to tego nie było – wyjaśnia. Paczuska żyje jeszcze w przekonaniu, że dojdzie do wewnętrznego sabotażu, więc minimalizuje ryzyko. – Obowiązują już zasady nazewnictwa rodem z Nowogrodzkiej. Czasami wprost blokuje się informacje niekorzystne dla PiS – można się dowiedzieć.
Na antenie nie padnie np., że Gowin nazwał lidera KOD "resortowym wnukiem", za to Polacy dowiedzą się, iż rząd spełnia obietnice i pracuje lepiej od PO, prezydent nie łamie konstytucji, a opozycja wygłasza "opinie". Rezultat? Oglądalność "Wiadomości" systematycznie spada. W marcu 2015 oglądało je średnio 3,8 mln osób, rok później pół miliona mniej, o czym pisaliśmy.
źródło: wyborcza.pl
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
