
Tak zwana afera #KijowskiGate wstrząsnęła w środowy wieczór polskim internetem. Powiązana rzekomo z Anonymous Poland grupa twierdzi, że przejęła dane z komputera należącego do lidera KOD Mateusza Kijowskiego. W plikach znajdują się m.in. dokumenty dotyczące jego rozwodu z pierwszą żoną, listy kontaktów, ale także... pornografia dziecięca.
REKLAMA
O ile jednak wspomniane dokumenty bez wątpienia pochodzą ze zbiorów Mateusza Kijowskiego, to żadna z treści pedofilskich - stanowczo podkreśla Kijowski w rozmowie z naTemat - nie należy do niego.
– Za pomocą tej skrzynki uzyskali dostęp do plików tworzących nasze strony internetowe, pościągali z nich dane oraz dodali własne obrzydliwości, które nigdy nie znajdowały się w żadnej z moich skrzynek mailowych, na żadnym z moich komputerów i w które nigdy nie zaglądałem ani nie ściągałem. (...) To wstrętna prowokacja, która ma zdyskredytować mnie i zapewne cały KOD. Natychmiast składam doniesienie do prokuratury – napisał Kijowski w oświadczeniu, opublikowanym na łamach naTemat.