http://www.facebook.com/JuniorBrandManager

Na podbicie sieci dała sobie krótki deadline. W nieco ponad miesiąc zebrała przeszło 13 000 wiernych fanów, którzy aktywnie komentują i lajkują jej wypowiedzi. Niekompetencja Brand Managerów robi furorę w sieci.

REKLAMA
Junior Brand Manager przesyła logo w pliku *.doc. Prosi o przełożenie tekstu „Lorem ipsum” na polski. Nie widzi różnicy między Art Directorem a grafikiem. Na pytanie: „Z jakiego Windowsa Pani korzysta?” z powagą odpowiada „Z Windows Media Player”. W tych małych faux pas nie byłoby może nic złego, gdyby nie była to podstawowa wiedza, jaką powinien posiadać Junior Brand Manager.

Brand Manager czuwa nad wizerunkiem i kierunkiem rozwoju marki. Podstawowym obowiązkiem osoby na tym stanowisku jest współpraca z agencjami reklamowymi i PR-owymi, bądź koordynowanie pracy swojego własnego zespołu kreatywnego. Wymaga się od niej profesjonalizmu, znajomości branży, kreatywności, wyobraźni i zaangażowania.
Facebookowej postaci Junior Brand Managera nie można odmówić jedynie tej ostatniej cechy. Fikcyjna postać jest pełna optymizmu, czarująca i pewna swojej pozycji. Wprawne oko designera oraz ucho doświadczonego copywritera nie da się jednak nabrać na powierzchowny profesjonalizm. Niekompetencja wychodzi na jaw w braku znajomości fachowego słownictwa, nieznajomości podstawowych narzędzi pracy, nieumiejętności jasnego stawiania wymagań. Ba! Kuleje nawet sprawna obsługa komputera i sprawne poruszanie się po sieci. W przypadku tego konkretnego meme śmiało można stwierdzić, że zastosowana satyra jest co prawda krzywym zwierciadłem, w którym odbijają się jednak rzeczywiste wady i sytuacje. Potwierdzeniem tej tezy będą uśmiechy osób, wywołane jednym z poniższych obrazków. Znamy skądś te sytuacje, czyż nie?

Scenariusz pisze życie
Nad postacią pani Junior Brand Manager można się zarówno zaśmiać, jak i zapłakać, ponieważ zachowania tej fikcyjnej postaci nie są wyłącznie wytworem wyobraźni założycieli profilu. Wyjątkowa aktywność fanów Junior Brand Managera, którzy na potęgę lajkują jej statusy, przesyłają je znajomym i w komentarzach podrzucają historie znane im z autopsji, nie bierze się znikąd. O swojej inspiracji, czyli nagminnej niekompetencji realnych Junior Brand Managerów, opowiadają założyciele likepage’a – Patryk Bryliński i Dima Słupczyński, z zawodu Art Directorzy z niemałym doświadczeniem.
Skąd wziął się pomysł na JBM ?
Patryk: Junior Brand Manager wymyślił się sam. Po kilku latach w branży po prostu się zmaterializował z maili, telefonów i spotkań z klientami. Teraz żyje i jak gollum krąży po agencjach strasząc niegrzecznych kreatywnych :) A totalnie serio, to z życia się wziął. Proste.
Dima: Junior Brand Manager jest wszechobecny. Dotychczas straszył ze słuchawki telefonu i z e-maili z poprawkami. Teraz zwizualizował się w sieci i każdy może zobaczyć jego uśmiechniętą twarz.
Czy osoba, która stała się inspiracją, istnieje naprawdę?
P: Nawet nie jedna.
D: Uśmiechnięta pani ze zdjęcia to symbol wszystkich tych osób z "markietingu", które odpowiedzialne są za kontakty z agencjami reklamowymi, a nie mają przy tym żadnego przygotowania merytorycznego. Zawodu uczą się de facto w pracy, z kontaktów z ludźmi z agencji. O tyle ciekawa to nauka, że można pomiatać nauczycielem, obrażać go swoją indolencją oraz szantażować zerwaniem kontaktów i niezapłaceniem za lekcje.
Czy często zdarza się Wam w Waszej pracy spotykać z tego typu niekompetencją?
P: Tak, dlatego powstał JBM. Gdyby zjawisko nie było powszechne, nikt by tej strony nie polubił.
D: Tak - często, w bardzo różnych formach. Niekompetencja ma różne oblicza. Można mieć świetne przygotowanie merytoryczne, lecz ulegać przy tym zwyczajnym ludzkim emocjom. "Moja racja jest mojsza", a wy jesteście jedynie narzędziem do uzyskania (mojej marki, czyli mojego) sukcesu.
Jaki był cel założenia likepage?
P: Celem było odstresowanie się i upuszczenie tego, co się przez kilka lat nazbierało. Teraz klaruje się jakiś cel, ale to na razie tajemnica :)
D: Ludzie myślą, że stoi za tym jakaś przemyślana akcja firmy - dajmy na to - headhunterskiej. W końcu JBM w dowcipny sposób łączy ludzi z branży usługowej. Nie tylko artów i copywriterów, ale także informatyków, programistów, producentów gadżetów, czy nawet architektów. Wszystkich tych, którzy swoją kreatywną pracę wykonują dla kogoś, kto do tej kreatywności nie jest przekonany.
Prawda jest jednak taka, że fanpage powstał jedynie w celach terapeutycznych, miał być wentylem przez który uchodzi wpompowana tam siłą przez klientów złość na głupotę i ignorancję. Z odzewu jednak, z jakim się spotkał w branży widzimy, że z czasem przerodzi się w coś większego. Coś, co będzie służyło obu stronom relacji zleceniodawca-zleceniobiorca. Mamy kilka pomysłów na rozwój, ale zaprezentujemy je dopiero po debriefingu. I żeby była jasność - nie robimy tego dla kasy:)
Wykreowaliście postać, która teraz tysiącom ludzi kojarzy się z zabawną niekompetencją. Skąd wzięliście twarz uroczej Junior Brand Manager?

P: Ze stocku.
D: Ale mamy wykupione prawa ;-)