
Przyjmij uchodźcę do domu, dostaniesz pieniądze – ruszyła polska wersja niemieckiego serwisu zachęcającego do dobrowolnego przyjmowania w domach uchodźców, którzy przybyli do Europy, a nie mają się gdzie podziać.
Tymczasem jak przekonują przedstawicie Refugees Welcome Polska każdy z sympatyków akcji może już teraz przyjąć uchodźców we własnym domu. – Polska nie jest otoczona kordonem i nie oszukujmy się uchodźcy już tutaj dotarli. Jednak nie w liczbie osób, które byłyby zauważalne na ulicy. Możemy im pomóc w aklimatyzacji w naszym kraju przyjmując pod własny dach – mówi dalej Jaworowska. Poza inspiracją działalnością Flüchtlinge Willkommen zaprzecza jednak innym powiązaniom z niemieckim serwisem. Inna sprawa, że polska strona to jeden do jednego wizualizacja właśnie tego serwisu.
Jak działa ten serwis? Poprzez stronę internetową można zgłosić wolne mieszkanie czy pokój. Z kolei wolontariusze Refugees Welcome Polska postarają się znaleźć lokatora - zazwyczaj uchodźcę, który chce pozostać w naszym kraju.
Przy odrobinie szczęścia szybko znajdziemy kogoś, kto do Ciebie pasuje i skontaktujemy Was ze sobą nawzajem tak, żebyście mogli się bliżej poznać. Cały proces składa się z szeregu spotkań, zarówno Twoich z wolontariuszem, jak i z uchodźcą, dzięki czemu możemy odpowiedzieć na jak najwięcej wątpliwości i bez obaw wypełnić formalności. Jeśli obie strony będą zadowolone – uchodźca będzie mógł się wprowadzić.
Jeśli chodzi o opłacanie czynszu, pomysłów i opcji jest wiele. Jednym z możliwych sposobów są mikro-darowizny: kilka osób przelewa Ci co miesiąc małe sumy, które składają się na całą kwotę czynszu. Rozsyłamy prośby drogą mailową do naszych i do Twoich przyjaciół i znajomych, i w ciągu kilku tygodni powinniśmy zebrać środki na opłacenie czynszu za pierwsze kilka miesięcy. O siatkę wpłacającą mikro darowizny trzeba jednak dbać samemu. Darowizny wynoszą na ogół od 10 do 200 złotych miesięcznie, otrzymujesz je na swoje konto bankowe. Inną opcją jest skorzystanie z crowdfundingu na zaufanym portalu internetowym.
Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl
