W laboratorium w Policach prawdopodobnie doszło do pomyłki.
W laboratorium w Policach prawdopodobnie doszło do pomyłki. Fot.Prylarer/ Pixabay.com

W 2014 roku lekarz pracujący w Klinice Medycyny Rozrodu i Ginekologii w Policach prawdopodobnie pomylił się przy zabiegu zapłodnienia in vitro. W rezultacie będąca ofiarą tego błędu kobieta urodziła nie swoje dziecko. Teraz sprawę tę rozstrzygnie Okręgowy Sąd Lekarski we Wrocławiu.

REKLAMA
Sprawa wyszła na jaw, kiedy po porodzie dokazało się, że dziecko 30-letniej kobiety ma liczne wady genetyczne. Dziewczynkę poddano badaniom DNA, które wykazały, że pomiędzy nią a matką nie ma pokrewieństwa. Jeden z lekarzy wyznał wówczas, że podczas zabiegu najprawdopodobniej pomylono komórki jajowe. Okazało się, że nasienie męża pacjentki zostało połączone z komórką jajową innej kobiety.
Obecnie zajmujący się tą sprawą śledczy czekają na opinię biegłych. Tymczasem sąd podjął decyzję o wyłączeniu jawności procesu, tłumacząc ją troską o interes prywatny pokrzywdzonych.
Przed rozpoczęciem procesu mówiło się, że w Policach doszło do „błędu organizacyjnego”, ponieważ procedury stosowane w klinice były zbyt ogólne. Jak pisaliśmy na początku zeszłego roku, Prof. Stanisław Radowicki, konsultant krajowy w dziedzinie położnictwa i ginekologii, powiedział, że prawdopodobnie miał miejsce „błąd techniczny, mający znamiona błędu medycznego”.
Z ustaleń dziennikarzy wynika, że 30-latka korzystała już wcześniej z metody in vitro, ale poprzednie próby zakończyły się niepowodzeniem. Dlatego okręgowy rzecznik odpowiedzialności zawodowej prof. Jacek Różański sprawdzał, czy doszło do przypadkowej pomyłki, czy też ktoś świadomie podmienił komórki jajowe, by „pomóc” kobiecie.
źródło:TVN24