
"Komu potrzebne są kwalifikacje nauczycielskie, by uczyć w Afryce? Nie mnie! Mnie wystarczy kreda i optymizm!" – pisze Barbie Zbawicielka pod jednym ze swoich postów na Instagramie. Te słowa doskonale oddają tzw. wolnoturystykę uprawianą przez młodych ludzi z Zachodu. Spędzają letni okres w krajach trzeciego świata i wierzą w swoją zbawczą siłę.
REKLAMA
"Jezus. Przygody. Afryka. Dwa światy. Jedna miłość. Dzidzie. Piękno. Brak kwalifikacji. Powołanie. 20 młodych lat. Nie chodzi o mnie... chociaż, właściwie to jednak tak" – brzmi opis konta Barbie Zbawicielki. Stoją za nim dwie kobiety z doświadczeniem pracy w wolontariacie w krajach rozwijających się. Anonimowe autorki z ironią przyglądają się działaniom wolontariuszy stawiających sobie za cel ratowanie innych.
Instagramowy profil Barbie obserwuje ponad 35 tys. osób. Są tam fotografie na których Zbawicielka pozuje przy tablicy, adoptuje lwa czy po prostu wzrusza się pięknem Afryki i cierpieniem jej mieszkańców. "Oburzający jest brak dostępu do wysokich obcasów. Pora na następny krok w mojej misji. Od dziś, obcas po obcasie, będę zmieniała oblicze tego kontynentu!" – stwierdza pod jednym ze zdjęć. Co o niej wiadomo? Jest Amerykanką i prowadzi organizację charytatywną dostarczającą wodę pitną. Jak sama przekonuje, by to robić "zbiera łzę po łzie złamanych białych serc".
Satyryczne konto, zdaniem ekspertów, przedstawia rzeczywistość taką, jaka jest. Naiwni wolontariusze częściej bowiem szkodzą niż pomagają. Ich działania nazwano – słono opłacaną – wolnoturystyką. Rokrocznie chętni do ratowania najbiedniejszych wydają do 2 mld dolarów.
Afrykańską turystykę napędza rosnąca liczba sierot, których rodzice zmarli na AIDS. Dzieci trafiają pod opiekę przybyszy dających im potrzebną czułość. Ta jednak szybko się kończy – wolontariusze wyjeżdżają, zostawiając maluchy z syndromem zaburzonego przywiązania. A lokalne organizacje nie robią nic, by to zmienić, za jakiś czas przecież ktoś znów przyjedzie.
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
