
"Jeśli jesteś zaradnym, pracowitym i zorganizowanym chłopakiem, szukasz zajęcia na stałe oraz chciałbyś spróbować swoich sił w branży gastronomicznej, to ta praca jest dla Ciebie" – tak pracowników szuka na Facebooku jedna ze znanych burgerowni na warszawskim Żoliborzu. Znajoma, która przesłała mi ogłoszenie, jest oburzona – przecież to zakazana prawem dyskryminacja ze względu na płeć. Postanawiam zadzwonić do właściciela udając, że chcę podjąć pracę „dla chłopaka", mimo że jestem kobietą.
Właściciel oddzwania po kilkunastu minutach.
– Pani Aniu szanowna, dziękuję, że się pani odezwała, ale jest jedno „ale”.
– Jakie? – pytam.
– Jest pani kobietą – oświadcza.
– Ale w czym to przeszkadza? Przecież mam dwie ręce tak jak mężczyzna – tłumaczę.
– Pielęgniarki i nauczycielki też mają ciężką pracę – argumentuję. Przy harówce pielęgniarki burgerownia to sanatorium.
– Już od kilku lat mamy ze wspólniczką założenie, że zatrudniamy mężczyzn – tłumaczy cierpliwie właściciel. – Tu nie chodzi o żadną dyskryminację, po prostu to jest 9 godzin stania przy grillu i 2-3 godziny produkcji codziennie rano, noszenie skrzynek z oranżadą czy piwem. Uważamy, że to nie jest praca dla kobiety. Dlatego od początku istnienia burgerowni zatrudniamy tylko mężczyzn.
– Ale wie pan, nie wszystkie kobiety są małe i wiotkie – przekonuję dalej.
– Są też silne i krzepkie kobiety – kontynuuję.
– A skąd pani właściwie jest? – pyta właściciel.
– Z Białołęki. To blisko do państwa – podsuwam kolejny argument za tym, by firma jednak wzięła pod uwagę kobietę.
– Musiałbym porozmawiać ze wspólniczką – zastanawia się na głos właściciel. – Ja doceniam pani chęci i w ogóle, ale czułbym się nie w porządku proponując tak ciężką pracę kobiecie – uzasadnia autentycznie zatroskanym głosem.
Art. 11.3. Jakakolwiek dyskryminacja w zatrudnieniu, bezpośrednia lub pośrednia, w szczególności ze względu na płeć, wiek, niepełnosprawność, rasę, religię, narodowość, przekonania polityczne, przynależność związkową, pochodzenie etniczne, wyznanie, orientację seksualną, a także ze względu na zatrudnienie na czas określony lub nieokreślony albo w pełnym lub w niepełnym wymiarze czasu pracy - jest niedopuszczalna. Czytaj więcej
– Kobiety są w wojsku, w policji, w straży pożarnej. W burgerowni też sobie chyba poradzimy? – zawieszam głos z nadzieją.
– Hm…, a ile ma pani lat? Czy ma pani dzieci? – zadaje pytania, których nie ma prawa postawić.
– Trzydzieści. Nie mam – mówię szybko.
– I naprawdę chciałoby się pani pracować 12 godzin dziennie na nogach? – dziwi się.
– Chciałabym spróbować – mówię.
– Może rzeczywiście ma pani rację? Może rzeczywiście powinniśmy się otworzyć na kobiety – zastanawia się właściciel.
– Przecież nie wszyscy mężczyźni się u państwa sprawdzili, prawda? – podsuwam.
– Żeby pani wiedziała! – ożywia się właściciel. Wie pani ilu się już nie sprawdziło? – pyta retorycznie. – O Jezu! Tylu ich było! – słychać, że poruszyłam czułą strunę.
– No widzi pan? A szuka pan tylko mężczyzn. To może warto dać szansę kobietom? Nie mówię, że konkretnie mnie, ale w ogóle? – pytam rozmówcę, a ten znowu wybucha serdecznym śmiechem.
– No dobrze. Skonsultuję się ze wspólniczką i oddzwonię do pani – obiecuje. – Niech pani wyśle swoje CV na adres podany w ogłoszeniu – prosi.
Oddzwania pół godziny później, ale nie ma dobrych wiadomości.
– Można powiedzieć, że zero – przyznaje właściciel. Jest pani już trzecią kobietą, która dzwoni w związku z tym ogłoszeniem.
– O! – nie ukrywam przyjemnego zaskoczenia tym, że dwie kobiety zlekceważyły to, iż burgerownia poszukuje chłopaków.
Art. 18.3a. § 1. Pracownicy powinni być równo traktowani w zakresie nawiązania i rozwiązania stosunku pracy, warunków zatrudnienia, awansowania oraz dostępu do szkolenia w celu podnoszenia kwalifikacji zawodowych, w szczególności bez względu na płeć, wiek, niepełnosprawność, rasę, religię, narodowość, przekonania polityczne, przynależność związkową, pochodzenie etniczne, wyznanie, orientację seksualną, a także bez względu na zatrudnienie na czas określony lub nieokreślony albo w pełnym lub w niepełnym wymiarze czasu pracy. Czytaj więcej
W weekend właściciel przysyła mi SMS-a z prośbą o kontakt. Oddzwaniam w poniedziałek rano. Cud się nie zdarzył – przez te dwa dni burgerowni nie zalały CV mężczyzn chętnych do podjęcia pracy. Dla mnie, kobiety zainteresowanej stanowiskiem, to dobra wiadomość – właściciel prosi, bym w ciągu najbliższych trzech dni przyszła na rozmowę kwalifikacyjną. Wygląda na to, że jestem ostatnią deską ratunku i muszę mu powiedzieć, że tylko wcieliłam się w rolę kobiety poszukującej pracy.
Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl
