Burgery przygotowuje się rękami, więc płeć pracownika jest bez znaczenia. Przynajmniej teoretycznie.
Burgery przygotowuje się rękami, więc płeć pracownika jest bez znaczenia. Przynajmniej teoretycznie. fot. facebook.com

"Jeśli jesteś zaradnym, pracowitym i zorganizowanym chłopakiem, szukasz zajęcia na stałe oraz chciałbyś spróbować swoich sił w branży gastronomicznej, to ta praca jest dla Ciebie" – tak pracowników szuka na Facebooku jedna ze znanych burgerowni na warszawskim Żoliborzu. Znajoma, która przesłała mi ogłoszenie, jest oburzona – przecież to zakazana prawem dyskryminacja ze względu na płeć. Postanawiam zadzwonić do właściciela udając, że chcę podjąć pracę „dla chłopaka", mimo że jestem kobietą.

REKLAMA
Piątkowe popołudnie. Do właściciela burgerowni nie jest łatwo się dodzwonić – cały czas zajęte. Wysyłam więc SMS-a: Dzień dobry, dzwoniłam do Pana kilka razy w związku z ogłoszeniem o pracę. Proszę o kontakt, Anna.
Rozmowa numer 1, czyli burgera robi się rękami
Właściciel oddzwania po kilkunastu minutach.
– Pani Aniu szanowna, dziękuję, że się pani odezwała, ale jest jedno „ale”.
– Jakie? – pytam.
– Jest pani kobietą – oświadcza.
– Ale w czym to przeszkadza? Przecież mam dwie ręce tak jak mężczyzna – tłumaczę.
Po drugiej stronie słuchawki odpowiada mi szczery śmiech.
– To bardzo dobrze. Ja nawet chciałbym popracować z kobietami. Ale to bardzo ciężka praca – mówi właściciel.
– Pielęgniarki i nauczycielki też mają ciężką pracę – argumentuję. Przy harówce pielęgniarki burgerownia to sanatorium.
– Już od kilku lat mamy ze wspólniczką założenie, że zatrudniamy mężczyzn – tłumaczy cierpliwie właściciel. – Tu nie chodzi o żadną dyskryminację, po prostu to jest 9 godzin stania przy grillu i 2-3 godziny produkcji codziennie rano, noszenie skrzynek z oranżadą czy piwem. Uważamy, że to nie jest praca dla kobiety. Dlatego od początku istnienia burgerowni zatrudniamy tylko mężczyzn.
– Ale wie pan, nie wszystkie kobiety są małe i wiotkie – przekonuję dalej.
Znowu słyszę serdeczny śmiech w słuchawce.
– Są też silne i krzepkie kobiety – kontynuuję.
– A skąd pani właściwie jest? – pyta właściciel.
– Z Białołęki. To blisko do państwa – podsuwam kolejny argument za tym, by firma jednak wzięła pod uwagę kobietę.
– Musiałbym porozmawiać ze wspólniczką – zastanawia się na głos właściciel. – Ja doceniam pani chęci i w ogóle, ale czułbym się nie w porządku proponując tak ciężką pracę kobiecie – uzasadnia autentycznie zatroskanym głosem.
Kodeks Pracy
Dział pierwszy. Przepisy ogólne. Rozdział II. Podstawowe zasady prawa pracy

Art. 11.3. Jakakolwiek dyskryminacja w zatrudnieniu, bezpośrednia lub pośrednia, w szczególności ze względu na płeć, wiek, niepełnosprawność, rasę, religię, narodowość, przekonania polityczne, przynależność związkową, pochodzenie etniczne, wyznanie, orientację seksualną, a także ze względu na zatrudnienie na czas określony lub nieokreślony albo w pełnym lub w niepełnym wymiarze czasu pracy - jest niedopuszczalna. Czytaj więcej

Przychodzi moment na użycie najcięższej retorycznej amunicji.
– Kobiety są w wojsku, w policji, w straży pożarnej. W burgerowni też sobie chyba poradzimy? – zawieszam głos z nadzieją.
– Hm…, a ile ma pani lat? Czy ma pani dzieci? – zadaje pytania, których nie ma prawa postawić.
Gryzę się w język i odpowiadam tak, by dopasować się do jego oczekiwań.
– Trzydzieści. Nie mam – mówię szybko.
– I naprawdę chciałoby się pani pracować 12 godzin dziennie na nogach? – dziwi się.
– Chciałabym spróbować – mówię.
– Może rzeczywiście ma pani rację? Może rzeczywiście powinniśmy się otworzyć na kobiety – zastanawia się właściciel.
Kuję żelazo póki gorące.
– Przecież nie wszyscy mężczyźni się u państwa sprawdzili, prawda? – podsuwam.
– Żeby pani wiedziała! – ożywia się właściciel. Wie pani ilu się już nie sprawdziło? – pyta retorycznie. – O Jezu! Tylu ich było! – słychać, że poruszyłam czułą strunę.
– No widzi pan? A szuka pan tylko mężczyzn. To może warto dać szansę kobietom? Nie mówię, że konkretnie mnie, ale w ogóle? – pytam rozmówcę, a ten znowu wybucha serdecznym śmiechem.
Światełko w tunelu?
– No dobrze. Skonsultuję się ze wspólniczką i oddzwonię do pani – obiecuje. – Niech pani wyśle swoje CV na adres podany w ogłoszeniu – prosi.
Rozmowa numer 2, czyli tymczasowa odmowa
Oddzwania pół godziny później, ale nie ma dobrych wiadomości.
– Pani Aniu, rozmawiałem ze wspólniczką i jakoś nie chcemy dać pani szansy – mówi przepraszającym tonem. – Założyliśmy, że będziemy mieli wyłącznie męską ekipę. Ale proszę przesłać CV, może jak wspólniczka przejrzy, to zmieni zdanie. Powiem pani, że było całkiem blisko, gdy rozmawialiśmy, że może jednak warto uwzględnić też kobiety. Szczerze mówiąc, mamy tak mało zgłoszeń, że może zastanowimy się nad panią ponownie.
– Mało zgłoszeń od mężczyzn? – dopytuję.
– Można powiedzieć, że zero – przyznaje właściciel. Jest pani już trzecią kobietą, która dzwoni w związku z tym ogłoszeniem.
– O! – nie ukrywam przyjemnego zaskoczenia tym, że dwie kobiety zlekceważyły to, iż burgerownia poszukuje chłopaków.
Kodeks Pracy
Dział pierwszy. Przepisy ogólne. Rozdział IIa. Równe traktowanie w zatrudnieniu

Art. 18.3a. § 1. Pracownicy powinni być równo traktowani w zakresie nawiązania i rozwiązania stosunku pracy, warunków zatrudnienia, awansowania oraz dostępu do szkolenia w celu podnoszenia kwalifikacji zawodowych, w szczególności bez względu na płeć, wiek, niepełnosprawność, rasę, religię, narodowość, przekonania polityczne, przynależność związkową, pochodzenie etniczne, wyznanie, orientację seksualną, a także bez względu na zatrudnienie na czas określony lub nieokreślony albo w pełnym lub w niepełnym wymiarze czasu pracy. Czytaj więcej

– W tym momencie decyzja jest taka, że nie zatrudniamy kobiet, ale niech pani wyśle swoje CV, może się coś zmieni – mówi. – Kiedyś jak dawałem ogłoszenie na Gumtree czy OLX, to dostawałem kilkadziesiąt CV w ciągu godziny, a telefon się urywał. Teraz? Praktycznie nikt się nie zgłosił. A przecież każdemu daję umowę o pracę albo zlecenie. Doświadczeni pracownicy dostają 150-170 zł dniówki na rękę za 12 godzin pracy. Dajemy też pracownikom jedzenie i picie, więc nie wiem, dlaczego tak jest – dziwi się właściciel. – Będziemy więc myśleć i analizować. Niech pani będzie dobrej myśli, bo od 3 tygodni nie możemy nikogo znaleźć – pociesza mnie.
Rozmowa numer 3, czyli zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną
W weekend właściciel przysyła mi SMS-a z prośbą o kontakt. Oddzwaniam w poniedziałek rano. Cud się nie zdarzył – przez te dwa dni burgerowni nie zalały CV mężczyzn chętnych do podjęcia pracy. Dla mnie, kobiety zainteresowanej stanowiskiem, to dobra wiadomość – właściciel prosi, bym w ciągu najbliższych trzech dni przyszła na rozmowę kwalifikacyjną. Wygląda na to, że jestem ostatnią deską ratunku i muszę mu powiedzieć, że tylko wcieliłam się w rolę kobiety poszukującej pracy.
Właściciel przyjmuje wiadomość spokojnie, choć jest trochę rozczarowany. Rozmawialiśmy tylko trzy razy, ale zdążyłam go już polubić. Pytam, czy wie że w ogłoszeniach o pracę nie można jako kryterium zatrudnienia podawać płci pracownika.
Po drugiej stronie słuchawki szczere zdumienie. Właściciel powtarza, że praca w burgerowni jest ciężka, więc chodzi o zadbanie o kobiety. Prosi mnie jednak, bym przesłała mu link do przepisów, które zabraniają selekcjonowania pracowników ze względu na płeć. Obiecuję, że mu je prześlę, ale najpierw dzwonię do Krzysztofa Śmiszka z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego, współautora raportu "Równe traktowanie w zatrudnieniu. Przepisy a rzeczywistość" (2009).
– Dyskryminacja ze względu na płeć w ogłoszeniach o pracę jest tak powszechna, że aż przezroczysta – przyznaje Krzysztof Śmiszek. – Najczęściej dyskryminowane w ten sposób są kandydatki i kandydaci szukający zatrudnienia w branży usług, w sprzedaży, księgowości, pracy biurowej, gastronomii. A przecież od ponad 10 lat mamy przepisy, które zabraniają dyskryminacji – mówi Śmiszek.
– Może niezbyt dobre? – pytam. – Nie. Przepisy są dobre – odpowiada zdecydowanie Śmiszek. Problem w tym, że nie są egzekwowane, czyli istnieją jedynie teoretycznie. Mimo że Państwowa Inspekcja Pracy kieruje do sądu kilkaset spraw rocznie związanych z dyskryminacją ze względu na płeć, to sądy oddalają wnioski o ukaranie pracodawców grzywną, bo nie ma konkretnych osób, znanych z imienia i nazwiska, które są poszkodowane tym, że ich płeć jest wykluczona z oferty pracy. Z kolei my, jako obywatele nie wierzymy, że możemy przeciwdziałać tego typu praktykom, nie kierujemy dyskryminacji w tych ogłoszeniach do sądu. Błędne koło się zamyka – mówi prawnik.
– A co z argumentem, że to ciężka praca? – dopytuję. – To nie jest żaden argument. To pracownik lub pracownica mierzy swoje siły podejmując decyzję o tym, że odpowie na ogłoszenie o pracę – podsumowuje Śmiszek.
Właściciel burgerowni nie wyklucza, że jednak zatrudni kobietę.

Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl