Może mniej znane niż Beyonce, ale równie ważne.
Może mniej znane niż Beyonce, ale równie ważne. Fot. materiały prasowe/ fot screen youtube.com

Niespodziewany album Beyonce "Lemonade" wywołał histerię. O sensie jej piosenek rozpisują się illuminaci, socjologowie, feministki. Artystka ponoć poruszyła czułą strunę, dotknęła kobiecej natury, wyśpiewała rzeczy, o których wcześniej było cicho. Bujda. Oto twórczynie, które krzyczały o naszych sprawach, zanim Beyonce zaczęła wyciskać swoje cytryny.

REKLAMA
Tori Amos
logo
Boys for Pele. Fot. Materiały prasowe
A dokładnie Myra Ellen Amos w latach 90. nie przebierała w słowach. Potomkini Indian z plemienia Cherokee i imigrantów z Irlandii dorastała w religijnym domu – ojciec był pastorem metodystów. Początek jej kariery jest zdecydowanym odcięciem się od świętoszkowatych zasad. W "Icicle" śpiewa o akcie kobiecej masturbacji, w "God" sugeruje, że stwórca ewidentnie potrzebuje kobiecej opieki.
Kobiecość jest dla Amos siłą napędową – ta dobra, ciepła, zwykle schowana pod postacią starej, mądrej kobiety. Ale też ta agresywna zwalczająca przedstawicielki swojej płci, jak w "Cornflake Girl" czy "The Waitress", w którym śpiewa o okrucieństwach, jakie dziewczyny są w stanie sobie zadawać.
Amos poświęca też dużo miejsca przemocy seksualnej. Jednym z najbardziej przejmujących utworów w jej karierze jest "Me and a Gun", w którym a capella opowiada o gwałcie. Jedną z najmocniejszych płyt jest "Boys for Pele" – powstała po ciężkim rozstaniu. Na placu boju zostaje kobieta, na zgliszczach, brudnym materacu, która spaliła wszystko wokół. Jest cała w pyle, z dubeltówką w dłoni i naręczem upolowanych ptaków. Wystarczy spojrzeć na jej minę na okładce: możesz mi nagwizdać, ja już swoje wiem.
Amos patrzy dalej niż jej własne własne emocje, chociaż wszystko, o czym opowiada jest przez nie filtrowane. Macierzyństwo, doświadczenia życiowe – to wszystko stępiło pazury wokalistce. Jedni fani mają jej za złe wygaszenie buntu, inni patrzą na to, jak na naturalną ścieżkę rozwoju. Z anarchistycznej bojowniczki zmieniła się w kobietę uzbrojoną w wiedzę, mądrość, świadomość własnego ciała i swojej płci. Gdy nikt już nie rozumie, ona na pewno nie zawiedzie. Sprawdzone info.

Julia Marcell
logo
Konwersja z pikseli do DNA. Fot. Materiały prasowe
Chyba nikt nie jest w stanie opisać tak dobrze dziewczęcości, bez trywializowania i wtórnej infantylizacji dorosłych kobiet jak Julia na płycie "June".
Unikalna jest płyta "Sentiments" – powrót do liceum, kiedy wbrew oczekiwaniom rodziców i nauczycieli, temperament dziewczyn nie mieścił się w wyprasowane mundurki i wyobrażenia całego środowiska. Pierwsze miłości nie były tak niewinne, jak w "Ani z Zielonego Wzgórza", a w szklankach zamiast lemoniady pływał Jack Daniels. I ten powrót trwa wiecznie, mundurki wciąż gdzieś kurzą się w naszej głowie i niezależnie od tego, ile byśmy osiągnęły, wciąż jest ten strach, jak oceniłby nas najsurowszy nauczyciel i czy najpopularniejsza dziewczyna w szkole chciałaby być naszą przyjaciółką.
Najnowsze "Proxy" to konwersja uczuć. Z świata rzeczywistego do komputerowej pikselozy i na odwrót, ze świata gigabajtów zasysana szybkim łączem do żywych organizmów. Kobieta ze smartfonem, miłość wyrażona w historii przeglądarki, życie zapisane na fejsbukowym feedzie. Z jednej strony poczucie nieśmiertelności i szansa na nią na twardych dyskach, z drugiej smartfon jako żywy, kruchy organizm. Brzmi to jak najtańsza recenzja na niskiej jakości książce, ale jeśli trudno ci zrozumieć rzeczywistość, to z Julią będzie łatwiej. Nie to, że zrozumiesz, ale poczujesz się mniej osamotniona w swoim pogubieniu.
Stevie Nicks
logo
Na tej płycie Stevie rozlicza się z dawną miłością. Fot. Materiały prasowe
Zupełnie inna bajka niż dwie poprzednie wykonawczynie. Stevie znana jest przede wszystkim z Fleetwood Mac. To zabawne, bo chyba najbardziej charakterystyczny głos grupy został włączony do składu na doczepkę. Mick Fleetwood chciał w swojej grupie tylko chłopaka Stevie – Lindseya Buckinghama – jednak ten powiedział, że chętnie, ale tylko z Nicks przy boku. I tak powstał legendarny skład z dwiema różnymi jak ogień i woda wokalistkami – Christine McVie i Nicks.
Nicks para się białą magią. A przynajmniej takie jest podejrzenie. Widzą to nie tylko jej fani i fanki, lecz także m.in. twórcy serialu "American Horror Story", w którym wokalistka wystąpiła w jednym z sezonów i grała właśnie wiedźmę.
Stevie jest mistrzynią autoafirmacji. W jej utworach jest jej życie, jej romanse i rozstania, jej miłości i jej przemijanie. Są papierowe kwiaty, hippisowskie spódnice, wstążki, atłasy czyli cały anturaż charakterystyczny dla młodych dziewczyn. I mimo że same już średnio wierzymy w białą magię, a cygańską estetykę zamieniłyśmy na modny minimalizm, to Stevie wciąż dobrze w tej stylistyce.
Jedną z najważniejszych płyt, na której poszczególni członkowie zespołu rozliczają się ze swoich miłości, zdrad i kłamstw – a wszystko w pięcioosobowym zespole – jest krążek "Rumours". Jednym z najważniejszych wątków płyty jest rozstanie Stevie i Lindsaya. Ona zadedykowała mu nostalgiczne "Dreams" on jej dość wściekłe "You Can Go Your Own Way" za co Stevie się obraziła. Ta pierwsza i chyba nigdy nieskończona miłość jest jedną z jej najważniejszych artystycznych inspiracji – słychać ją też w "Silver Springs", "Chain" czy jednej z najpiękniejszych kompozycji, które wykonuje czyli "Landslide." To jedna z najbardziej poruszających piosenek o przemijaniu – świadomym, godnym.
Ważną dla babskiej solidarności jest piosenka "Sara", ponoć o przyjaciółce, z którą odszedł facet Stevie. W utworze wokalistka zapewnia Saraę o swojej przyjaźni.
Analizowanie kobiecości, szukanie żeńskiej siły, redefiniowanie relacji w związkach to zadanie dla wybitnych tłumaczek babskiej duszy. To oczywiście nie tylko opisane przeze mnie trzy wokalistki. To też bezapelacyjnie Kate Bush, PJ Harvey, Marianne Faithfull, Joni Mitchell. Więc na pewno nie nie tylko "Lemonade". Choć koniec końców, trzeba przyznać, że i Beyonce swoim kwaśnym napojem zapewniła sobie miejsce w panteonie twórczyń – siostrzanych dusz.

Napisz do autorki:agata.komosa@natemat.pl