
Gdyby Lech Kaczyński nie był Lechem Kaczyńskim, dzisiejsze PiS zrobiłoby z niego wroga. Bo partia rządząca krok po kroku depcze kolejne elementy dziedzictwa zmarłego prezydenta. Wydaje też brutalną wojnę ludziom, których on mianował na stanowiska. PiS chce stawiać Lechowi Kaczyńskiemu pomniki, ale niekoniecznie chce go słuchać.
Trudno o lepszy dowód słabości państwa, niż sprowadzenie formalnie najważniejszych osób w państwie do roli tła Jarosława Kaczyńskiego. Na tym zdjęciu równie dobrze mogliby znaleźć się Beata Szydło, która po 6-minutowej naganie wyjechała z Nowogrodzkiej, czy Andrzej Duda, którego Prezes ośmieszył 10 kwietnia, anulując jego słowa o potrzebie porozumienia. Obecny prezydent jest cieniem poprzedniego prezydenta ze swojej partii.
Bo Lech Kaczyński zapewne nie pozwoliłby na takie traktowanie Trybunału Konstytucyjnego. Pewnie nie wysłałby podsekretarza stanu na doroczne Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK, a przyszedłby tam sam. Na pewno nie przyjmowałby po nocy ślubowania sędziów. Pewnie nie robiłby tego publicznie, nie krytykowałby otwarcie linii PiS, ale próbowałby namówić swojego brata do łagodzenia sporu, a nie jego zaostrzania.
Jest również rzeczą normalną, że orzecznictwo Pań i Panów sędziów może być przedmiotem dyskusji. Ale nie zmienia to faktu, że ta dyskusja, szczególnie po wydaniu orzeczenia, ma jedynie teoretyczny charakter, ponieważ zgodnie z naszą Konstytucją orzeczenie takie ma moc powszechnie obowiązującą Czytaj więcej
W podobnym duchu wypowiada się Jerzy Stępień, którego Lech Kaczyński – zresztą przy spory protestach – powołał na stanowisko prezesa Trybunału. Dzisiaj, kiedy Stępień krytykuje PiS za niszczenie Trybunału, sam jest przez PiS niszczony. W 2007 roku prezes Stępień był gospodarzem Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK, na którym przemawiał prezydent Kaczyński.
Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego są ostateczne i powszechnie obowiązujące - nie będą jednak miały odpowiedniej siły oddziaływania, jeśli nadal występować będą problemy z ich realizacją. (...) Z ubolewaniem trzeba odnotować, że niewykonywanie orzeczeń Trybunału w ostatnich latach się nasiliło. (...) Liczę, że najbliższa przyszłość położy kres tej niedobrej tendencji. Czytaj więcej
Ale nie tylko w sprawie Trybunału Konstytucyjnego drogi Lecha Kaczyńskiego i dzisiejszego PiS by się rozjechały. Jedną z ostatnich decyzji podjętych przez prezydenta przed tragiczną śmiercią w Smoleńsku było powołanie Andrzeja Seremeta na stanowisko Prokuratora Generalnego. – Skorzystałem ze swego prawa i myślę, że dokonałem wyboru bardzo słusznego – mówił 6 marca. Co więcej, Seremeta wychwalał też Andrzej Duda, wtedy minister w Kancelarii Prezydenta.
Minister w Kancelarii Prezydenta Andrzej Duda powiedział natomiast, że powołany w sobotę prokurator generalny będzie w sposób właściwy wykonywał zapisy ustawy i będzie potrafił sformować nową postać prokuratury. - Przymioty osobiste prokuratora Seremeta jako człowieka i sędziego z doskonałymi kwalifikacjami i opiniami ugruntowały prezydenta, że to będzie dobry wybór - dodał prezydencki minister. Czytaj więcej
Także Małgorzata Gersdorf, dzisiaj I Prezes Sądu Najwyższego, który rzeczniczka PiS nazwała "kolesiami", została do tego sądu powołana przez Lecha Kaczyńskiego. Zrobił to w lipcu 2008 roku na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa. Oczywiście nie można na tej podstawie sądzić, że Lech Kaczyński poparłby stanowisko sędziów Sądu Najwyższego. Jednak trudno sobie wyobrazić, by tolerował takie obniżanie autorytetu tego sądu przez członków swojego obozu.
Z Lechem Kaczyńskim blisko współpracowali także prof. Jadwiga Staniszkis czy prof. Ryszard Bugaj, którzy dzisiaj krytykują poczynania PiS. Reakcja? Zamiast prób przekonania i wyciągnięcia wniosków z ich krytyki, bagatelizowanie w stylu "a, na starość im się odmieniło".
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
