Jarosław Kaczyński otwiera kolejne wystawy (tu w 2012 r. w Krakowie) i odsłania kolejne pomniki, ale nie realizuje politycznej doktryny swojego brata.
Jarosław Kaczyński otwiera kolejne wystawy (tu w 2012 r. w Krakowie) i odsłania kolejne pomniki, ale nie realizuje politycznej doktryny swojego brata. Fot. Mateusz Skwarczek / AG

Gdyby Lech Kaczyński nie był Lechem Kaczyńskim, dzisiejsze PiS zrobiłoby z niego wroga. Bo partia rządząca krok po kroku depcze kolejne elementy dziedzictwa zmarłego prezydenta. Wydaje też brutalną wojnę ludziom, których on mianował na stanowiska. PiS chce stawiać Lechowi Kaczyńskiemu pomniki, ale niekoniecznie chce go słuchać.

REKLAMA
Jarosław Kaczyński ogłosił w Sejmie powstanie społecznego komitetu budowy pomników: pierwszego upamiętniającego Lecha Kaczyńskiego, drugiego wszystkie ofiary katastrofy smoleńskiej. Za tło robili mu milczący marszałkowie Sejmu i Senatu, ich zastępcy, a także dwóch ministrów.
Cień Lecha Kaczyńskiego
Trudno o lepszy dowód słabości państwa, niż sprowadzenie formalnie najważniejszych osób w państwie do roli tła Jarosława Kaczyńskiego. Na tym zdjęciu równie dobrze mogliby znaleźć się Beata Szydło, która po 6-minutowej naganie wyjechała z Nowogrodzkiej, czy Andrzej Duda, którego Prezes ośmieszył 10 kwietnia, anulując jego słowa o potrzebie porozumienia. Obecny prezydent jest cieniem poprzedniego prezydenta ze swojej partii.
Trudno o bardziej jaskrawy przykład niszczenia dziedzictwa Lecha Kaczyńskiego. Bo o ile słabo radził sobie w politycznym rzemiośle, to był dobrym prawnikiem, który dobrze diagnozował słabości systemu. Nie umiał ich naprawić, ale mówił o nich i starał się namawiać polityków, by pomogli mu w ich zwalczaniu. – PiS w swego patrona wierzy, ale go nie słucha – ocenił Andrzej Stankiewicz w "Rzeczpospolitej".
Ludzie Lecha Kaczyńskiego
Bo Lech Kaczyński zapewne nie pozwoliłby na takie traktowanie Trybunału Konstytucyjnego. Pewnie nie wysłałby podsekretarza stanu na doroczne Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK, a przyszedłby tam sam. Na pewno nie przyjmowałby po nocy ślubowania sędziów. Pewnie nie robiłby tego publicznie, nie krytykowałby otwarcie linii PiS, ale próbowałby namówić swojego brata do łagodzenia sporu, a nie jego zaostrzania.
Wszak prezydent Kaczyński jako były minister sprawiedliwości rozumiał, że potrzebujemy sprawniej działającego sądownictwa. tymczasem działania PiS prowadzą nie tylko do całkowitego zdemolowania zaufania do kolejnych instytucji sądowniczych, ale wręcz do powstania dualizmu prawnego. Prezydent Kaczyński na pewno nie uderzałby tak w prezesa Andrzeja Rzeplińskiego. Wszak sam w 2007 roku powołał go na sędziego.
Lech Kaczyński
wypowiedź z 4 listopada 2006 roku

Jest również rzeczą normalną, że orzecznictwo Pań i Panów sędziów może być przedmiotem dyskusji. Ale nie zmienia to faktu, że ta dyskusja, szczególnie po wydaniu orzeczenia, ma jedynie teoretyczny charakter, ponieważ zgodnie z naszą Konstytucją orzeczenie takie ma moc powszechnie obowiązującą Czytaj więcej

Prezydent w Trybunale
W podobnym duchu wypowiada się Jerzy Stępień, którego Lech Kaczyński – zresztą przy spory protestach – powołał na stanowisko prezesa Trybunału. Dzisiaj, kiedy Stępień krytykuje PiS za niszczenie Trybunału, sam jest przez PiS niszczony. W 2007 roku prezes Stępień był gospodarzem Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK, na którym przemawiał prezydent Kaczyński.
Lech Kaczyński
wypowiedź z 3 kwietnia 2007 roku

Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego są ostateczne i powszechnie obowiązujące - nie będą jednak miały odpowiedniej siły oddziaływania, jeśli nadal występować będą problemy z ich realizacją. (...) Z ubolewaniem trzeba odnotować, że niewykonywanie orzeczeń Trybunału w ostatnich latach się nasiliło. (...) Liczę, że najbliższa przyszłość położy kres tej niedobrej tendencji. Czytaj więcej

Nominat Kaczyńskiego
Ale nie tylko w sprawie Trybunału Konstytucyjnego drogi Lecha Kaczyńskiego i dzisiejszego PiS by się rozjechały. Jedną z ostatnich decyzji podjętych przez prezydenta przed tragiczną śmiercią w Smoleńsku było powołanie Andrzeja Seremeta na stanowisko Prokuratora Generalnego. – Skorzystałem ze swego prawa i myślę, że dokonałem wyboru bardzo słusznego – mówił 6 marca. Co więcej, Seremeta wychwalał też Andrzej Duda, wtedy minister w Kancelarii Prezydenta.
Prezydent.pl
Archiwum Lecha Kaczyńskiego

Minister w Kancelarii Prezydenta Andrzej Duda powiedział natomiast, że powołany w sobotę prokurator generalny będzie w sposób właściwy wykonywał zapisy ustawy i będzie potrafił sformować nową postać prokuratury. - Przymioty osobiste prokuratora Seremeta jako człowieka i sędziego z doskonałymi kwalifikacjami i opiniami ugruntowały prezydenta, że to będzie dobry wybór - dodał prezydencki minister. Czytaj więcej

"Kolesie" prezydenta
Także Małgorzata Gersdorf, dzisiaj I Prezes Sądu Najwyższego, który rzeczniczka PiS nazwała "kolesiami", została do tego sądu powołana przez Lecha Kaczyńskiego. Zrobił to w lipcu 2008 roku na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa. Oczywiście nie można na tej podstawie sądzić, że Lech Kaczyński poparłby stanowisko sędziów Sądu Najwyższego. Jednak trudno sobie wyobrazić, by tolerował takie obniżanie autorytetu tego sądu przez członków swojego obozu.
logo
Pomniki i akademie
Z Lechem Kaczyńskim blisko współpracowali także prof. Jadwiga Staniszkis czy prof. Ryszard Bugaj, którzy dzisiaj krytykują poczynania PiS. Reakcja? Zamiast prób przekonania i wyciągnięcia wniosków z ich krytyki, bagatelizowanie w stylu "a, na starość im się odmieniło".
Bo Lech Kaczyński słuchał ekspertów, otaczał się naukowcami, w prezydenckim ośrodku w Lucieniu organizował seminaria z ich udziałem. Andrzej Duda, który niedawno odsłaniał tablicę upamiętniającą pierwsze z tych spotkań, na opinię autorytetów prawniczych nie zważa.
Ale to nie przeszkodzi PiS-owi organizować kolejnych akademii ku czci zmarłego prezydenta. Dokładnie takich, jakie organizowano po śmierci Jana Pawła II. To nie przeszkodzi stawiać kolejnych pomników, tuż obok pomników Jana Pawła II. Bo wygodniej jest stawiać komuś pomniki, niż realizować jego przesłanie.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl