
– Oczekują ode mnie jako specjalisty uznania. Żebym przyklasnął: to świetnie, że przespała się pani z kilkoma mężczyznami w ciągu kilku dniu i nie pamięta imienia żadnego z nich, o numerze telefonu nawet nie wspominając. Nic, tylko pogratulować – tego właśnie oczekują – mówi "Newsweekowi" seksuolog i ginekolog dr Marek Marcyniak. I wraz z innymi cenionymi specjalistami przekonuje, że świat samców się skończył.
To kobieta miała być przecież tą, która nie zginie, zajdzie w ciążę, donosi, urodzi, przygotuje do życia. Dlatego natura wyposażyła ją lepiej niż mężczyznę, ma lepsze mechanizmy adaptacyjne. Mężczyzna jest tylko dawcą nasienia, ma siać. Gdy spełni swoją rolę, to właściwie można się bez niego obejść.
Jak te zmiany w obyczajowości pań odbijają się na mężczyznach? Na łamach tygodnika eksperci wskazują na męskie depresje, popadanie w samotność, oraz impotencję. Szczególną uwagę poświęcają też zjawisku ucieczki wielu mężczyzn w kult ciała i siły, czyli tzw. pakowanie. Seksuolodzy zdradzają, że coraz częściej trafiają do nich pacjenci, którzy mają problemy łóżkowe i ze względu na zbytnie skupianie się na ćwiczeniach i sztuczne wspomaganie muskulatury. Zdaniem ekspertów, wielu z nich na siłownię ucieka, by dzięki mięśniom ukryć brak poczucia męskości i pewności siebie.
Czy za ich kondycję psychiczną należy winić zyskujący od lat popularność feminizm? Warto tu przytoczyć słowa brytyjskiego dziennikarza Roberta Cramptona, który niedawno ogłosił, iż współcześni "prawdziwi mężczyźni" powinni odnajdywać się w roli feministów. – Zostałem feministą, bo kobiety, które cenię są feministkami a mężczyźni, którymi pogardzam, feminizmu nie cierpią – tłumaczył.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
