
Felcsút to mała miejscowość około 80 km od Budapesztu, w której wychował się obecny premier Viktor Orbán. I która, jak mówią na Węgrzech, mocno się w ostatnich latach wzbogaciła. Niektóre media wręcz pisały o cudzie, bo nagle w Felcsút powstała nowa szkoła średnia, akademia piłki nożnej ze stadionem, hotel oraz wiele innych inwestycji (wspominano nawet o lotnisku). Teraz doszła kolejna. Nomen omen – linia kolejowa, której uroczystego otwarcia osobiście dokonał Viktor Orbán.
REKLAMA
To kolej wąskotorowa, jej długość to zaledwie niecałe 6 kilometrów. Ale łączy dwie miejscowości, z którymi Viktor Orbán rodzinnie jest związany. Koszt inwestycji, z funduszy UE, to około 2 mln euro. "Dlaczego musieliśmy wybudować tory kolejowe na trasie Felcsút-Alcsútdoboz? Szanowni Państwo, odpowiedź jest prosta – ponieważ komuniści je usunęli. Gdyby tego nie zrobili, nie musielibyśmy ich kłaść" – skwitował podczas wielkiego otwarcia. Faktycznie, wytłumaczenie wyjątkowo proste i trudno z nim dyskutować....
Otwarcie jest z pompą i media pokazują potem, jak do pociągu wsiadają dziesiątki dzieci ubranych na galowo, jak dołącza do nich premier, jak razem jadą pociągiem i jak machają wszystkim przez szybę.
A na stacji kolejowej Orbán chwali się, że nigdy na Węgrzech nie było tylu inwestycji co teraz. Kraj się buduje, rośnie w siłę. Ale oczywiście są cyniczni rodacy, którzy to podważają. Atakują, jak mówi, wszystko, co jest budowane, tworzone, każdą rzecz, która pcha kraj do przodu. "Odpowiedzmy na pytanie: Czy cynizm coś kiedyś zbudował? Czy pchnął świat do przodu? Oczywiście nie " – mówił. Jeszcze dodał, że "oni", czyli jego ekipa, kładą tory", ale "cynizm biegnie tym niewłaściwym". Czy coś nam to przypomina?
napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl
