
7 maja opozycje znowu przemaszeruje przez Warszawę. Ale jeszcze nigdy nie była tak zmobilizowana. Dlatego to może być jedna z największych demonstracji w Polsce po 1989 roku. Jeśli nie największa. Zdaje sobie z tego sprawę Jarosław Kaczyński, który za wszelką cenę próbuje odebrać jej organizatorom paliwo.
REKLAMA
W Sejmie nie mamy nic do gadania, to chociaż postraszmy rządzących na ulicach – taką strategię przez ostatnie kilka lat w opozycji realizowało Prawo i Sprawiedliwość, teraz sięgają po nią Platforma Obywatelska, Nowoczesna i Komitet Obrony Demokracji. I mogą przebić w tym PiS.
100 tysięcy
Plany są ambitne. Grzegorz Schetyna mówił politykom PO, że oczekuje 100 tysięcy ludzi – podawał serwis 300polityka. Oczywiście publicznie politycy takich deklaracji unikają, bo boją się, że skończy się jak z "Marszem miliona", który chciały organizować środowiska związane z PiS.
Plany są ambitne. Grzegorz Schetyna mówił politykom PO, że oczekuje 100 tysięcy ludzi – podawał serwis 300polityka. Oczywiście publicznie politycy takich deklaracji unikają, bo boją się, że skończy się jak z "Marszem miliona", który chciały organizować środowiska związane z PiS.
Ale to nie znaczy, że się nie przygotowują. Przygotowują, i to intensywnie. Szczególnie Platforma, która zaangażowała spore środki w demonstrację. Na poprzednich była mniej widoczna niż KOD czy Nowoczesna, teraz postanowiła do tego nie dopuścić.
Na bogato
Dlatego partia przygotowała nie tylko spot, ale też specjalną piosenkę "Antoni wzywa do broni". Już teraz można jej posłuchać w sieci, zostanie też wykonana na żywo. Być może ma to przyciągnąć nieco młodszych widzów, bo jak pisaliśmy w naTemat trudno ich dostrzec na marszach KOD.
Dlatego partia przygotowała nie tylko spot, ale też specjalną piosenkę "Antoni wzywa do broni". Już teraz można jej posłuchać w sieci, zostanie też wykonana na żywo. Być może ma to przyciągnąć nieco młodszych widzów, bo jak pisaliśmy w naTemat trudno ich dostrzec na marszach KOD.
Partia Grzegorza Schetyny planowała też wysłać do mieszkańców Warszawy listowne zaproszenie na sobotę. Okazało się, że Poczta Polska potrzebuje więcej czasu na przeprowadzenie operacji. Politycy PO zarzucają państwowej firmie, że odmówiła przyjęcia zlecenia z przyczyn politycznych.
Powszechna mobilizacja
Platforma przygotowała też billboardy z zaproszeniem na marsz. Oczywiście zadbała o to, by wyborcy wiedzieli, kto jest głównym organizatorem. Trochę zły o to był Ryszard Petru, ale to raczej złość z bezsilności, bo PO ma pieniądze na takie akcje, a Nowoczesna nie.
Platforma przygotowała też billboardy z zaproszeniem na marsz. Oczywiście zadbała o to, by wyborcy wiedzieli, kto jest głównym organizatorem. Trochę zły o to był Ryszard Petru, ale to raczej złość z bezsilności, bo PO ma pieniądze na takie akcje, a Nowoczesna nie.
Nowoczesna brak pieniędzy chce nadrobić aktywnością, głównie w internecie. Ale i tu dała się przegonić Platformie, która pierwszy raz od bardzo dawna skoordynowała działania. Od kilku dni na profilach właściwie wszystkich posłów i europosłów pojawia się odliczanie do 7 maja.
Największa po '89?
– Chcielibyśmy, żeby byłą największa demonstracja polityczna po 1989 roku – mówi wiceszef PO Borys Budka. – Ten marsz ma jednoczyć, łączyć ludzi i pokazać, że większość Polaków jest za Europą, Konstytucją, za trójpodziałem. Oczekujemy, że Polacy pozytywnie odpowiedzą na to zaproszenie – dodaje polityk.
– Chcielibyśmy, żeby byłą największa demonstracja polityczna po 1989 roku – mówi wiceszef PO Borys Budka. – Ten marsz ma jednoczyć, łączyć ludzi i pokazać, że większość Polaków jest za Europą, Konstytucją, za trójpodziałem. Oczekujemy, że Polacy pozytywnie odpowiedzą na to zaproszenie – dodaje polityk.
– Od czasu do czasu pojawiają się zgrzyty. Ale marsz jest pierwszym tak dużym wydarzeniem od 1989 roku, gdzie tyle organizacji bierze udział w organizacji – mówi Budka. I bagatelizuje zarzuty, że PO chciała przyćmić innych organizatorów. – Nikt nie zabrania Nowoczesnej również zaangażowania większych środków. PO jest głównym organizatorem, ktoś musi zgłosić zgromadzenie publiczne, ktoś musi je zabezpieczyć – dodaje.
Niesnaski opozycji
Były minister sprawiedliwości tłumaczy, że ponieważ pieniądze są partyjne, oznaczenie materiałów jest partyjne. – To pokazuje siłę organizacyjną poszczególnych partii. Zawsze wyznaję sportową zasadę, że powinno się starać dorównać do najlepszych, a nie ograniczać, bo ktoś nie jest w stanie nam dorównać – mówi Borys Budka, prywatnie zapalony maratończyk. – Nie mamy pretensji, że Rysiek czy Nowoczesna nie mają środków na billboardy, rozumiemy to – dodaje.
Były minister sprawiedliwości tłumaczy, że ponieważ pieniądze są partyjne, oznaczenie materiałów jest partyjne. – To pokazuje siłę organizacyjną poszczególnych partii. Zawsze wyznaję sportową zasadę, że powinno się starać dorównać do najlepszych, a nie ograniczać, bo ktoś nie jest w stanie nam dorównać – mówi Borys Budka, prywatnie zapalony maratończyk. – Nie mamy pretensji, że Rysiek czy Nowoczesna nie mają środków na billboardy, rozumiemy to – dodaje.
Ale Nowoczesna nie przejmuje się, że tym razem jest tym mniej widocznym partnerem. – Liczymy, że będzie przynajmniej tyle ludzi, co 12 marca, czyli co najmniej 40 tysięcy osób – mówi naTemat Adam Szłapka, sekretarz generalny Nowoczesnej. – Ale myślę, że zainteresowanie będzie większe. Mobilizujemy naszych członków. Mamy dobrze zorganizowane struktury i wiemy, że z większości kół ludzie przyjadą sami. Nie finansujemy nikomu przejazdów, koła same organizują – dodaje poseł.
Minimum 50 tysięcy
Poseł Nowoczesnej bagatelizuje widocznie większy poziom zaangażowania ze strony PO. – Opieramy się na zaangażowaniu ludzi, nie na pieniądzach. To ludzie są najważniejsi, bo nie da się zmobilizować nikogo billboardami – przekonuje Adam Szłapka.
Poseł Nowoczesnej bagatelizuje widocznie większy poziom zaangażowania ze strony PO. – Opieramy się na zaangażowaniu ludzi, nie na pieniądzach. To ludzie są najważniejsi, bo nie da się zmobilizować nikogo billboardami – przekonuje Adam Szłapka.
– Liczymy na minimum to 50 tysięcy osób – mówi w rozmowie z naTemat Sławomir Potapowicz, który z ramienia Nowoczesnej koordynuje organizację marszu. – Zainteresowanie jest duże, wiele osób deklaruje chęć przyjazdu. Zgłaszają się nawet ci, którzy nie są członkami Nowoczesnej – dodaje.
Nowoczesna skromnie
Zapewnia, że jego partia nie angażuje żadnych środków finansowych w przygotowanie marszu. – Nasz budżet to zaangażowanie ludzi. Nie ma środków na autobusy, flagi czy transparenty. Ludzie robią je sami, bierzemy też transparenty z poprzednich demonstracji – wyjaśnia Potapowicz.
Zapewnia, że jego partia nie angażuje żadnych środków finansowych w przygotowanie marszu. – Nasz budżet to zaangażowanie ludzi. Nie ma środków na autobusy, flagi czy transparenty. Ludzie robią je sami, bierzemy też transparenty z poprzednich demonstracji – wyjaśnia Potapowicz.
Nie będzie też pieniędzy na reklamę. – Stawiamy na marketing szeptany. Posługujemy się profilami posłów, w tym Ryszarda Petru, w mediach społecznościowych, profilami partii – wylicza nasz rozmówca. – Z KOD-em współpraca układa się modelowo, a z PO chciałbym, żeby się układała modelowo – kończy Potapowicz.
Powtórka z Błękitnego Marszu
Platforma pewnie po cichu marzy, by marsz 7 maja stał się takim symbolem, jak Błękitny Marsz z 7 października 2006 roku. Wtedy liderzy Platformy przeszli na plac Zamkowy, by zaprotestować przeciw rządom PiS. Na scenie zagrali Paweł Kukiz i Tomek Lipiński. Marsz do dzisiaj jest wspominany jako jeden z ważniejszych momentów PO na drodze do władzy, choć było na nim "zaledwie" 11 tysięcy osób.
Platforma pewnie po cichu marzy, by marsz 7 maja stał się takim symbolem, jak Błękitny Marsz z 7 października 2006 roku. Wtedy liderzy Platformy przeszli na plac Zamkowy, by zaprotestować przeciw rządom PiS. Na scenie zagrali Paweł Kukiz i Tomek Lipiński. Marsz do dzisiaj jest wspominany jako jeden z ważniejszych momentów PO na drodze do władzy, choć było na nim "zaledwie" 11 tysięcy osób.
Teraz poprzeczka jest znacznie wyżej. Bo przez lata w opozycji PiS wyćwiczyło się w mobilizowaniu wyborców. Ich marsze, szczególnie te organizowane od pięciu lat 13 grudnia, gromadziły nawet po 50 tysięcy ludzi. Ale też KOD mocno podniósł poprzeczkę, bo według warszawskiego ratusza na marszu pod koniec lutego było 80 tysięcy ludzi.
Strach Kaczyńskiego
Jarosław Kaczyński boi się, że zostanie przekroczona psychologiczna bariera 100 tysięcy demonstrantów. Dlatego 2 maja spróbował odebrać paliwo, którym był strach przed eurosceptycyzmem PiS. Kaczyński powiedział, że Polska z Unii nie wyjdzie. tym samym mógł zniechęcić część tych, którzy wybierali się na marsz.
Jarosław Kaczyński boi się, że zostanie przekroczona psychologiczna bariera 100 tysięcy demonstrantów. Dlatego 2 maja spróbował odebrać paliwo, którym był strach przed eurosceptycyzmem PiS. Kaczyński powiedział, że Polska z Unii nie wyjdzie. tym samym mógł zniechęcić część tych, którzy wybierali się na marsz.
Odebrał też marszowi medialne zainteresowanie, zaczynając dyskusję o nowej konstytucji. Temat na kilka dni zdominował czołówki. Oczywiście w sobotę głównym newsem będzie zgromadzenie opozycji, ale gdyby nie markowanie prac nad nową ustawą zasadniczą, media poświęciłyby sprawie więcej uwagi.
Zastaw się, a postaw się
Zaskakujące jest jednak, że PiS nie próbuje sztucznie zawyżać oczekiwań, by nawet 100-tysięczna demonstracja została uznana za porażkę. To podstawy marketingu politycznego, tak często wykorzystywane przed debatami wyborczymi.
Zaskakujące jest jednak, że PiS nie próbuje sztucznie zawyżać oczekiwań, by nawet 100-tysięczna demonstracja została uznana za porażkę. To podstawy marketingu politycznego, tak często wykorzystywane przed debatami wyborczymi.
Prawo i Sprawiedliwość chyba spoczęło na laurach, uznało, że Prezes załatwił sprawę jednym przemówieniem. Tymczasem opozycja jest zdeterminowana, chce pokazać, że ludzie są po jej stronie. Chce napędzić rządzącym stracha. Liczy, że kiedy wyborcy zobaczą tłumy na ulicach, wrócą do tych, którym podziękowali w październiku. Przy takiej determinacji, to może być ogromna demonstracja.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
