Młodzi w KOD nic, w porównaniu z tym, ilu młodych jest w ruchach skrajnie prawicowych.
Młodzi w KOD nic, w porównaniu z tym, ilu młodych jest w ruchach skrajnie prawicowych. Fot. Jacek Marczewski; Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

Wśród sympatyków Komitetu Obrony Demokracji od pewnego czasu trwa zaklinanie rzeczywistości. KOD-owcy za wszelką cenę próbują zaprzeczyć temu, że są pierwszym od dziesiątek lat masowym ruchem, który jest praktycznie pozbawiony poparcia wśród młodych Polaków. "Beka z tych babć" – oto, co można usłyszeć o KOD od młodzieży.

REKLAMA
Brak wsparcia młodych Polaków to jedna z cech, które Komitet Obrony Demokracji najsilniej odróżniają od wszystkich tych ruchów, których walkę obserwowaliśmy nad Wisłą przez ostatnie dekady. Od wielkiej "Solidarności" lat 80-tych, przez walkę Platformy Obywatelskiej o dwie kadencje, aż po ostatni marsz prawicy po wszechwładzę – zawsze było tak, że wielką siłę napędową stanowili w tym wszystkim młodzi.
Tymczasem na widok obrazków z Polski, które na Zachodzie pojawiły się po pierwszych protestach przeciw działaniom Prawa i Sprawiedliwości wobec Trybunału Konstytucyjnego znajomy Holender dopytywał mnie, czy tłem tego wszystkiego jest jakiś wyrok w sprawie sytuacji społecznej seniorów. Bo dla nieświadomego odbiorcy, na pierwszy rzut oka tak to właśnie wyglądało, że w Polsce opozycja walczy o coś, w czym głównie emeryci mają interes.
Młodzi potrzebni od zaraz
Hasła "konstytucja, demokracja, wolność" do współczesnych licealistów i studentów przemawiają tak sobie. A KOD robi na razie niewiele, by znaleźć inną nić porozumienia z młodymi. Ostatnimi czasy Mateuszowi Kijowskiemu i spółce zaczęto coraz częściej i głośniej to wytykać. Albo kpić z KOD, że kostucha w parę lat rozprawi się z nimi lepiej niż Jarosław Kaczyński. To zmotywowało środowisko KOD-owców jednak jedynie do podjęcia PR-owej gry w #młodyKOD.
Ten hasztag pojawia się ostatnio co chwila wszędzie tam, gdzie prawdziwy, czyli "stary" KOD rusza do działania. W wirtualnej rzeczywistości wygląda to nawet nieźle. W "realu" cała historia o młodej frakcji KOD-owców kończy się jednak na tym, że osoby w wieku 15-25 lat wciąż stanowią jedynie garstkę zaangażowanych w protesty osób.
Młoda Polska należy do prawicy
Zupełnie inaczej wygląda to po drugiej stronie politycznej barykady. Od lat nie tylko PiS, ale i jeszcze bardziej skrajne organizacje takie, jak ONR czy Młodzież Wszechpolska uwodzą młodych Polaków bardzo skutecznie. Do kogo prawdopodobnie będzie należała przyszłość świetnie ilustruje zestawienie zdjęć demonstracji KOD z ostatnimi Marszami Niepodległości, czy innymi tego typu wydarzeniami (w tym materiale użyliśmy tylko zdjęć fotografów powiązanej z "Gazetą Wyborczą" Agencji Gazeta, której KOD-owcy raczej nie mogą podejrzewać o brak sympatii i manipulowanie obrazem na ich niekorzyść).
A kto widział te demonstracje na własne oczy, ten jeszcze lepiej wie, że młodzi w KOD to co najwyżej promil tego, co młodzież stanowi wśród sympatyków mniej lub bardziej skrajnej prawicy.
Wkur... i "prawilnie" wychowani
– Dlaczego młodzi mieliby chcieć wracać do tego, co było przed PiS? – pytał retorycznie w rozmowie z naTemat warszawski radny i prezes stowarzyszenia Miasto Jest Nasze Jan Śpiewak, gdy już na początku roku rzuciło się w oczy, że KOD przyciąga głównie bardzo dojrzałych Polaków.
Tymczasem przez autorytarne zapędy PiS jakby całkowicie zapomniano o narastającym już od kilku ładnych lat buncie młodych. Nic więc dziwnego, że wielu dopiero wchodzących w dorosłość Polaków z braku perspektyw dało się uwieść "dobrej zmianie". A przynajmniej jakiejkolwiek zmianie...
Warto jednak przypomnieć, że prawica wychowywała sobie dzisiejszych młodych wyborców od dawna. O tym zjawisku pisałem już przed rokiem, gdy wielu było zaskoczonych, że młodzież zaczęła odgrywać tak istotną rolę w kampaniach PiS i Pawła Kukiza. I że odwróciła się od liberałów, by zdecydowanie stanąć po stronie, po której kiedyś roiło się od tzw. "moherów".
logo
Atak Marysi Sokołowskiej na premiera Donalda Tuska sprzed kilku lat był znakiem zmiany sympatii politycznych wśród najmłodszych Polaków. Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta
A to wszystko za sprawą rzeszy pedagogów, których sfrustrowanie warunkami pracy skłoniło do zemsty na poprzedniej ekipie rządzącej poprzez wychowanie nastolatków w duchu ideałów, które ucieleśniają Jarosław Kaczyński i spółka. "Jakby za PO lepiej nauczycielom płacili, to siedzielibyśmy cicho" – można było usłyszeć.
Niedawno głośno było o Liceum Ogólnokształcącym im. Stanisława Małachowskiego w Płocku, którego dyrekcja oficjalnie urządziła uczniom imprezę propagandową nacjonalistów z Obozu Narodowo-Radykalnego. To nic zaskakującego, a jedynie podsumowanie "dobrej zmiany". Przecież w innych szkołach skrajna prawica z powodzeniem prowadził otwartą indoktrynację długo przed zmianą władzy.
Beka z KOD-u...
Dlatego dziś młodzież nawet nie bardzo chce słyszeć o zaproszeniach do obrony demokratycznych wartości. Co świetnie potwierdził nasz mały eksperyment, który udało przeprowadzić się dzięki zaprzyjaźnionej z redakcją nauczycielce z jednego z gdyńskich ogólniaków. Nawet w tym uchodzącym za bardzo liberalne i otwarte mieście, w którym od zawsze wygrywały formacje centrowe, hasło "KOD" rzucone na lekcji wiedzy o społeczeństwie nie wywołało pozytywnych emocji.
– Wyniki tego eksperymentu mnie nie zdziwiły, bo znam nastroje wśród uczniów od dawna. Żołnierze Wyklęci, krytyka Unii Europejskiej, nowa unia na bazie Grupy Wyszehradzkiej – to są tematy numer jeden tych bardziej zorientowanych w polityce. Reszta balansuje chyba gdzieś między .Nowoczesną a Kukizem. Bo nastolatki mają przekonanie, że właśnie ci politycy dadzą dobrą pracę i płacę – tłumaczy nauczycielka.
No, a co z tym KOD? – Po zadaniu pytania o Komitet w klasie maturalnej usłyszałam najpierw gromki śmiech i odpowiedź, że "beka z tych babć". Kilku znanych u nas ze skrajnie prawicowych poglądów chłopaków rzuciło, że to "świnie z Platformy oderwane od koryta". Co już tak wszystkich w klasie nie rozbawiło. Ale koniec końców, nawet ci, którzy hejtowali prawicę i rząd do KOD wielkiego przekonania nie wykazywali. Jedna z uczennic stwierdziła, że "dziś, by coś wywalczyć, trzeba pracować, więc nikogo nie stać na marnowanie czas na strajki".

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl