
Wśród sympatyków Komitetu Obrony Demokracji od pewnego czasu trwa zaklinanie rzeczywistości. KOD-owcy za wszelką cenę próbują zaprzeczyć temu, że są pierwszym od dziesiątek lat masowym ruchem, który jest praktycznie pozbawiony poparcia wśród młodych Polaków. "Beka z tych babć" – oto, co można usłyszeć o KOD od młodzieży.
REKLAMA
Brak wsparcia młodych Polaków to jedna z cech, które Komitet Obrony Demokracji najsilniej odróżniają od wszystkich tych ruchów, których walkę obserwowaliśmy nad Wisłą przez ostatnie dekady. Od wielkiej "Solidarności" lat 80-tych, przez walkę Platformy Obywatelskiej o dwie kadencje, aż po ostatni marsz prawicy po wszechwładzę – zawsze było tak, że wielką siłę napędową stanowili w tym wszystkim młodzi.
Tymczasem na widok obrazków z Polski, które na Zachodzie pojawiły się po pierwszych protestach przeciw działaniom Prawa i Sprawiedliwości wobec Trybunału Konstytucyjnego znajomy Holender dopytywał mnie, czy tłem tego wszystkiego jest jakiś wyrok w sprawie sytuacji społecznej seniorów. Bo dla nieświadomego odbiorcy, na pierwszy rzut oka tak to właśnie wyglądało, że w Polsce opozycja walczy o coś, w czym głównie emeryci mają interes.
Młodzi potrzebni od zaraz
Hasła "konstytucja, demokracja, wolność" do współczesnych licealistów i studentów przemawiają tak sobie. A KOD robi na razie niewiele, by znaleźć inną nić porozumienia z młodymi. Ostatnimi czasy Mateuszowi Kijowskiemu i spółce zaczęto coraz częściej i głośniej to wytykać. Albo kpić z KOD, że kostucha w parę lat rozprawi się z nimi lepiej niż Jarosław Kaczyński. To zmotywowało środowisko KOD-owców jednak jedynie do podjęcia PR-owej gry w #młodyKOD.
Hasła "konstytucja, demokracja, wolność" do współczesnych licealistów i studentów przemawiają tak sobie. A KOD robi na razie niewiele, by znaleźć inną nić porozumienia z młodymi. Ostatnimi czasy Mateuszowi Kijowskiemu i spółce zaczęto coraz częściej i głośniej to wytykać. Albo kpić z KOD, że kostucha w parę lat rozprawi się z nimi lepiej niż Jarosław Kaczyński. To zmotywowało środowisko KOD-owców jednak jedynie do podjęcia PR-owej gry w #młodyKOD.
Ten hasztag pojawia się ostatnio co chwila wszędzie tam, gdzie prawdziwy, czyli "stary" KOD rusza do działania. W wirtualnej rzeczywistości wygląda to nawet nieźle. W "realu" cała historia o młodej frakcji KOD-owców kończy się jednak na tym, że osoby w wieku 15-25 lat wciąż stanowią jedynie garstkę zaangażowanych w protesty osób.
Młoda Polska należy do prawicy
Zupełnie inaczej wygląda to po drugiej stronie politycznej barykady. Od lat nie tylko PiS, ale i jeszcze bardziej skrajne organizacje takie, jak ONR czy Młodzież Wszechpolska uwodzą młodych Polaków bardzo skutecznie. Do kogo prawdopodobnie będzie należała przyszłość świetnie ilustruje zestawienie zdjęć demonstracji KOD z ostatnimi Marszami Niepodległości, czy innymi tego typu wydarzeniami (w tym materiale użyliśmy tylko zdjęć fotografów powiązanej z "Gazetą Wyborczą" Agencji Gazeta, której KOD-owcy raczej nie mogą podejrzewać o brak sympatii i manipulowanie obrazem na ich niekorzyść).
Zupełnie inaczej wygląda to po drugiej stronie politycznej barykady. Od lat nie tylko PiS, ale i jeszcze bardziej skrajne organizacje takie, jak ONR czy Młodzież Wszechpolska uwodzą młodych Polaków bardzo skutecznie. Do kogo prawdopodobnie będzie należała przyszłość świetnie ilustruje zestawienie zdjęć demonstracji KOD z ostatnimi Marszami Niepodległości, czy innymi tego typu wydarzeniami (w tym materiale użyliśmy tylko zdjęć fotografów powiązanej z "Gazetą Wyborczą" Agencji Gazeta, której KOD-owcy raczej nie mogą podejrzewać o brak sympatii i manipulowanie obrazem na ich niekorzyść).
A kto widział te demonstracje na własne oczy, ten jeszcze lepiej wie, że młodzi w KOD to co najwyżej promil tego, co młodzież stanowi wśród sympatyków mniej lub bardziej skrajnej prawicy.
Wkur... i "prawilnie" wychowani
– Dlaczego młodzi mieliby chcieć wracać do tego, co było przed PiS? – pytał retorycznie w rozmowie z naTemat warszawski radny i prezes stowarzyszenia Miasto Jest Nasze Jan Śpiewak, gdy już na początku roku rzuciło się w oczy, że KOD przyciąga głównie bardzo dojrzałych Polaków.
– Dlaczego młodzi mieliby chcieć wracać do tego, co było przed PiS? – pytał retorycznie w rozmowie z naTemat warszawski radny i prezes stowarzyszenia Miasto Jest Nasze Jan Śpiewak, gdy już na początku roku rzuciło się w oczy, że KOD przyciąga głównie bardzo dojrzałych Polaków.
Tymczasem przez autorytarne zapędy PiS jakby całkowicie zapomniano o narastającym już od kilku ładnych lat buncie młodych. Nic więc dziwnego, że wielu dopiero wchodzących w dorosłość Polaków z braku perspektyw dało się uwieść "dobrej zmianie". A przynajmniej jakiejkolwiek zmianie...
Warto jednak przypomnieć, że prawica wychowywała sobie dzisiejszych młodych wyborców od dawna. O tym zjawisku pisałem już przed rokiem, gdy wielu było zaskoczonych, że młodzież zaczęła odgrywać tak istotną rolę w kampaniach PiS i Pawła Kukiza. I że odwróciła się od liberałów, by zdecydowanie stanąć po stronie, po której kiedyś roiło się od tzw. "moherów".
A to wszystko za sprawą rzeszy pedagogów, których sfrustrowanie warunkami pracy skłoniło do zemsty na poprzedniej ekipie rządzącej poprzez wychowanie nastolatków w duchu ideałów, które ucieleśniają Jarosław Kaczyński i spółka. "Jakby za PO lepiej nauczycielom płacili, to siedzielibyśmy cicho" – można było usłyszeć.
Niedawno głośno było o Liceum Ogólnokształcącym im. Stanisława Małachowskiego w Płocku, którego dyrekcja oficjalnie urządziła uczniom imprezę propagandową nacjonalistów z Obozu Narodowo-Radykalnego. To nic zaskakującego, a jedynie podsumowanie "dobrej zmiany". Przecież w innych szkołach skrajna prawica z powodzeniem prowadził otwartą indoktrynację długo przed zmianą władzy.
Beka z KOD-u...
Dlatego dziś młodzież nawet nie bardzo chce słyszeć o zaproszeniach do obrony demokratycznych wartości. Co świetnie potwierdził nasz mały eksperyment, który udało przeprowadzić się dzięki zaprzyjaźnionej z redakcją nauczycielce z jednego z gdyńskich ogólniaków. Nawet w tym uchodzącym za bardzo liberalne i otwarte mieście, w którym od zawsze wygrywały formacje centrowe, hasło "KOD" rzucone na lekcji wiedzy o społeczeństwie nie wywołało pozytywnych emocji.
Dlatego dziś młodzież nawet nie bardzo chce słyszeć o zaproszeniach do obrony demokratycznych wartości. Co świetnie potwierdził nasz mały eksperyment, który udało przeprowadzić się dzięki zaprzyjaźnionej z redakcją nauczycielce z jednego z gdyńskich ogólniaków. Nawet w tym uchodzącym za bardzo liberalne i otwarte mieście, w którym od zawsze wygrywały formacje centrowe, hasło "KOD" rzucone na lekcji wiedzy o społeczeństwie nie wywołało pozytywnych emocji.
– Wyniki tego eksperymentu mnie nie zdziwiły, bo znam nastroje wśród uczniów od dawna. Żołnierze Wyklęci, krytyka Unii Europejskiej, nowa unia na bazie Grupy Wyszehradzkiej – to są tematy numer jeden tych bardziej zorientowanych w polityce. Reszta balansuje chyba gdzieś między .Nowoczesną a Kukizem. Bo nastolatki mają przekonanie, że właśnie ci politycy dadzą dobrą pracę i płacę – tłumaczy nauczycielka.
No, a co z tym KOD? – Po zadaniu pytania o Komitet w klasie maturalnej usłyszałam najpierw gromki śmiech i odpowiedź, że "beka z tych babć". Kilku znanych u nas ze skrajnie prawicowych poglądów chłopaków rzuciło, że to "świnie z Platformy oderwane od koryta". Co już tak wszystkich w klasie nie rozbawiło. Ale koniec końców, nawet ci, którzy hejtowali prawicę i rząd do KOD wielkiego przekonania nie wykazywali. Jedna z uczennic stwierdziła, że "dziś, by coś wywalczyć, trzeba pracować, więc nikogo nie stać na marnowanie czas na strajki".
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
