
Nic dziwnego, że uroczystość wyświęcenia na diakona syna premier Beaty Szydło, Tymoteusza, była dla lokalnej społeczności sporym wydarzeniem. Nie powinno więc dziwić, że przykuła uwagę mediów. Fotoreporter "Gazety Wyborczej", który zamierzał w świątyni normalnie pracować, został jednak z niej... wyproszony.
Po co ten żenujący spektakl? Zdjęcia robiliśmy w miejscu publicznym, publicznej osobie, jaką jest pani premier. Jej syna nie chcieliśmy fotografować. Nie ma innego wyjaśnienia jak to, że "Wyborcza" ośmieliła się podejść do pani premier.
Po mszy przed kościołem dziesiątki osób wyciągnęły swoje cyfrowe aparaty, telefony komórkowe i tablety. Robiły zdjęcia, kręciły filmy. I umieszczały w portalach społecznościowych. Oficerowie BOR-u i księża pewnie tego nie dostrzegli, zajęci obezwładnianiem wroga. Czytaj więcej
