
Relacje między Jarosławem Kaczyńskim a Beatą Szydło są jak te między panem a wykonawcą jego poleceń. On podejmuje decyzje, ona na każdą się zgadza, byle tylko nie podzielić losu Kazimierza Marcinkiewicza. Tak wynika z relacji cytowanych w tygodniku "Newsweek".
REKLAMA
Znajomy Szydło przekonuje, że obecna premier inaczej wyobrażała sobie stanie na czele rządu. – Od kilku miesięcy robi wszystko, żeby nie dać prezesowi pretekstu do podejrzeń – zdradza dziennikarzom "Newsweeka". Wszystko, co robi, jest pod dyktando Kaczyńskiego.
– Jeździ na Nowogrodzką, sama do niego wydzwania, konsultuje każdą ważną decyzję – dowiadujemy się od rozmówcy tygodnika. Dodaje nawet, że Szydło czuje się poniżana. Wie też, że w każdej chwili lider PiS może ją „unicestwić jednym plaśnięciem”. Tak skończyła się kariera jej poprzednika, Kazimierza Marcinkiewicza.
– To jak rzucanie kamieni do wody – tak o spotkaniach z Szydło mówi Jarosław Kaczyński. –Ja coś do niej mówię, ona ciągle potakuje, a potem cisza, nic się nie dzieje! – dodaje.
To ciekawa informacja, choć nikt chyba nie ma wątpliwości, jaką rolę pełni premier. Widać to na każdym kroku, choćby w palącej kwestii Trybunału Konstytucyjnego. Nie publikując jego wyroku, naraziła się tysiącom Polaków wspierających opozycję i KOD. Naraża się czymś każdego dnia, ale to nie społeczeństwa ma się bać, tylko jednej, najważniejszej dla niej osoby.
źródło: "Newsweek"
