Wiosna to świetny czas, by zamienić komunikację miejską na rower
Wiosna to świetny czas, by zamienić komunikację miejską na rower Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Polscy rowerzyści nie mają w miastach łatwego życia. Nie ma takiej liczby ścieżek rowerowych jak w Holandii, a dodatkowo przeszkadzają wysokie krawężniki, piesi na ścieżkach rowerowych i kierowcy, którzy siedząc w blaszanym pudle, za nic mają bezpieczeństwo cyklistów. Mimo tego na rowerach jeździ coraz więcej ludzi. Ale nie wszyscy z nich dają się lubić.

REKLAMA
Piękny słoneczny dzień zdaje się zapraszać do jazdy na rowerze. Wszak ruch to zdrowie, a przy okazji może uda się zrzucić kilka zbędnych kilogramów przed wakacjami. W wielu miastach ścieżki rowerowe zbudowano w laskach i parkach, z dala od samochodów. Ptaki śpiewają, drzewa się zielenią, kwieciem pachnie ale... zawsze znajdzie się ktoś, kto zepsuje nam dobry nastrój swoim zachowaniem. Jeden taki artysta może zepsuć całą przyjemność z jazdy.

Wojownik

logo
Dla wojowników żadna trasa nie jest za trudną. Potrafią pędzić po każdej. Fot. Robert Robaszewski / Agencja Gazeta
Pędzi. Żaden podjazd nie jest dla niego za trudny, żadna prędkość podczas zjeżdżania z góry nie będzie zapierać tchu. Ścieżka rowerowa jest wąska? Nic z tych rzeczy, przemknie obok Ciebie z prędkością światła. Przejedzie tak blisko i szybko, że od podmuchu powietrza zaczynają się luzować śrubki w twoim rowerze. Jakieś „przepraszam”? Trudno powiedzieć, dźwięk jest wolniejszy od światła, jeśli nawet coś powiedział to z daleka, ty już tego raczej nie usłyszysz.
Wojownik jest jak niczym rycerz w błyszczącej zbroi, z tym, że jego „pancerzem” są przeważnie błyszczące stroje, piękne i kolorowe, z wieloma napisami. Bo dziś rycerze nie walczą w imię ukochanej, na swoich „zbrojach” zamiast wstążki otrzymanej od damy serca mają jedną wielką reklamę.
Czasem zdarza się, że jakaś daleka wyprawa wymaga połączenia sił kilku wojowników. Pędzą jeszcze szybciej niż zwykle, bo każdy z nich próbuje udowodnić reszcie, że jego mięśnie są bardziej stalowe. Biada śmiałkowi, który stanie na ich drodze.

Samotnik

logo
Samotnik jeździ gdzie chce i jak chce. Jest sam, nikomu nie przeszkodzi... Fot. Piotr Molęcki / Agencja Gazeta
Ścieżka rowerowa jest tylko dla niego. Chodnik zresztą też. W ogóle jest sam, jeden, jak ten palec. Jedzie gdzie chce, jak chce, z prądem, pod prąd, zygzakiem. Czasem się zmęczy, więc zejdzie z roweru i prowadzi go środkiem ścieżki rowerowej.
Nikomu nie przeszkadza, bo przecież nie ma na świecie nikogo oprócz niego. Jeśli przyjdzie mu do głowy fantazja dla odmiany postawić rower w poprzek ścieżki to jest to jego wybór i prawo. Nikt nie będzie z tego powodu musiał nagle hamować czy omijać przeszkody bo oprócz samotnika nikogo więcej nie ma.
Zdarza się, że czasem jednak samotnik kogoś spotka. Przemierzają dalej świat niczym Robinson Cruzoe i Piętaszek, sami. Tylko na odległej wyspie podobno są jacyś ludożercy.
Odmianą Samotników są Odkrywcy. Też są sami, ale uwielbiają podążać nieprzetartymi szlakami. Nikt im nie wmówi, że nie jeździ się po trawnikach. Samotnik odkrywca może wyjechać z najmniej spodziewanego miejsca.

Antysystemowiec

logo
Anty-systemowcy jeżdżą nie przejmując się przepisami. Niektórzy nawet nie zauważają na jezdni samochodów fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Jego motto brzmi: „przepisy są po to, żeby je łamać”. Wszystkie przepisy. Antysystemowca nie ograniczają zasady ruchu drogowego, to tylko nieznaczna przeszkoda którą trzeba pokonać w drodze do celu. Nie można jeździć po alejach w parku? Jego to nie dotyczy. Czerwone światła na skrzyżowaniu? Bez przesady, ciemnopomarańczowe, a w ogóle to na pewno ktoś się pomylił i tych świateł tu nie ma i nigdy nie było.
Antysystemowcy są szczególnym utrapieniem kierowców samochodów, ale nie tylko. Potrafią pojawić się w takich miejscach i złamać takie zasady ruchu drogowego, o których filozofom się nie śniło. Trzeba przyznać, że w omijaniu przepisów i zasad współżycia społecznego są bardzo kreatywni. Kto by się spodziewał na przykład, że można jechać na rowerze po galerii handlowej?
Podkategorią antysystemowców są szaleni ekolodzy. Nie tylko są przekonani o tym, że przepisy ich nie dotyczą, ale także nie zauważają, że na jezdniach od ponad 100 lat poruszają się samochody, niekiedy całkiem szybko. Ekolodzy to gatunek szczególnie zagrożony, ich szanse w starciu z autem są niewielkie.

Meloman

logo
Melomani odcinają się od wszystkich dźwięków otoczenia by móc rozkoszować się muzyką płynącą ze słuchawek Fot. Andrzej Monczak / Agencja Gazeta
Znakiem charakterystycznym melomana są wielkie słuchawki na uszach. Trudno powiedzieć, jakiej muzyki słucha, ale musi być piękna, bowiem cyklista nie zwraca na nic poza nią uwagi. Chcesz go wyminąć, dzwonisz, trąbisz, krzyczysz „przepraszam”? Nic z tego, nie przebijesz się przez muzykę. Nie ma znaczenia, czy słucha akurat koncertu fortepianowego czy Metallici – słuchawki skutecznie odcinają go od świata zewnętrznego.
Melomani jednak mają świadomość tego, że reszta rowerzystów jest pozbawiona możliwości obcowania ze sztuką wyższą. Dlatego zdarza się, że w odruchu serca dzielą się swoją przyjemnością płynącą ze słuchania muzyki. Głośny śpiew może nas ucieszyć nie mniej niż jazda zygzakiem po ścieżce czy machanie rękami. Zapewne w rytm muzyki, której my nie mamy przyjemności usłyszeć.

Komórkowiec

logo
Komórkowcy gadają przez telefon, a co bardziej sprawni także piszą sms-y Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Pozornie zupełnie inna kategoria niż melomani, ale mają ze sobą wiele wspólnego. W tym przypadku rower traktowany jest jak mobilna budka telefoniczna. Komórkowiec jedną ręką kieruje rowerem, drugą trzyma przy uchu aparat telefoniczny i gada.
Jazda na rowerze kierowanym jedną ręką nie jest oczywiście niczym złym. Zwłaszcza, jak trzeba nagle zahamować, albo wyminąć pojawiającą się znienacka przeszkodę. Bywa, że przeszkodą jest inny rowerzysta, który w sposób szczególnie perfidny jechał wolno z przeciwka, spokojnie, prawą stroną ścieżki rowerowej. Zderzenie komórkowca z taką niespodziewaną przeszkodą zwykle kończy się rozbitą głową i zniszczonym telefonem.

Szeregowcy

logo
Wśród szeregowców nikt nie wychyla się przed szereg. Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
Są jak rycerze okrągłego stołu, wszyscy sobie równi i nie ma pierwszych między nimi. Jadą więc równo w szeregu, jeden obok drugiego. Nikt nie wie, ilu szeregowców uda się zmieścić obok siebie na wąskiej ścieżce rowerowej, plotki mówią, że nawet sześciu.
Niczym krzyżowcy na krucjacie, potrafią jeździć w szyku, dwójkami, trójkami, z szeregu tworzyć rząd i odwrotnie. Gdy nadjeżdża się z przeciwka z przyjemnością można podziwiać, a jakim kunsztem zmieniają ustawienie. Ten przyśpieszy, tamten zwolni i już droga jest wolna. Jeśli zechcą, ale czasem się zdarza, że trafi się na grupę rycerzy wyjątkowo nieustępliwych.

Chodnikowcy

logo
Chodnikowcem z braku ścieżki rowerowej może zostać każdy. Ważne, żeby nie przeszkadzać pieszym. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Specyficzna kategoria. Chodnikowcem może się stać każdy rowerzysta, nawet wbrew swojej woli. Przepisy mówią dość jasno, że albo jedzie się po ścieżce, albo jezdni. Problem w tym, że jezdnie są dziurawe i pełne samochodów, a niektórzy kierowcy nie dostrzegają cyklistów na drodze. Chodnik jest miejscem zdecydowanie bezpieczniejszym, zwłaszcza dla dzieci.
Chodnikowców trudno jednoznacznie potępić, choć rzeczywiście są i tacy, którzy potrafią napsuć krwi. To ci, którzy jadą po chodniku mimo tego, że tuż obok jest ścieżka. Zapominają, że na chodniku są gośćmi pośród pieszych, więc pędzą wymijając ich slalomem. Kogoś potrącą, czasem przeproszą i pędzą dalej. To za sprawą właśnie komórkowców i chodnikowców wiele osób nie cierpi rowerzystów, uważając ich za niebezpiecznych dla siebie i otoczenia.

Ciągnik, spychacz i taksówka

logo
Na szczęście latem rzadko spotyka się narciarzy na ścieżkach rowerowych fot. Anna Krasko / Agencja Gazeta
Cechuje ich szczególna chęć sprawiania innym przyjemności. A to przewiozą kogoś na ramie, innym razem na bagażniku. Czasem holują za sobą rolkarza czy deskorolkowca, zdarza się, że pchają go przed sobą.
Osobniki tego gatunku charakteryzują się niezwykle bujna wyobraźnia, dlatego lepiej omijać ich szerokim łukiem, choć na ścieżce rowerowej nie zawsze to jest możliwe. Nigdy nie wiadomo, czy ktoś akurat nie upadnie tuż przed kołami naszego roweru, nie spadnie z bagażnika prosto na nas lub czy pod koła nie potoczy się jakaś deskorolka czy hulajnoga.
Rowerzyści nie kochają pieszych za zajmowanie ścieżek. Mają na pieńku z kierowcami, którzy nie uważają ich za równoprawnych użytkowników dróg. Z drugiej strony jednak piesi i kierowcy mają wiele powodów do tego, żeby denerwować się na cyklistów. Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że sami rowerzyści potrafią zdenerwować siebie nawzajem. Kto wie, może pomysł z przywróceniem karty rowerowej wcale nie jest taki do końca głupi?
Czasem jednak wystarczy tylko pomyśleć. Nie tylko o sobie, ale także o innych rowerzystach. Warto, po to, by znów jazda na rowerze była tylko przyjemnością a nie walką o życie.

Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl