
Mariusz Kamiński zarzucił ABW inwigilację 52 dziennikarzy. Odpowiedzialność za to ponosić miał gen. Krzysztof Bondaryk. Ten jednak kategorycznie zaprzecza i wypomina ministrowi jego przestępstwa.
REKLAMA
Oskarżenia ze strony koordynatora służb specjalnych gen. Bondaryk uważa za mało wiarygodne. "Kamiński jeszcze niedawno był skazany za przerabianie dokumentów i wprowadzanie w błąd organów państwa, był specjalistą od falsyfikacji (…)" – stwierdza.
Kamiński podczas sejmowego wystąpienia przekonywał, że ABW inwigilowała 52 dziennikarzy, prowadziła też działania operacyjne wobec uczestników demonstracji PiS, Radia Maria czy tzw. obrońców krzyża. Opozycję rozpracowywała zaś korzystając z usług tajnych współpracowników. Mało tego, ABW miała uchylać się od wyjaśnienia katastrofy Tu-154.
Generał był szefem Agencji w latach 2008-2013. Przez ten czas ABW rozpracowywała m.in. Kamińskiego oraz jego zastępców po ich odwołaniu z CBA. Jak dziś podkreśla, obiektem dochodzenia byli funkcjonariusze, którzy ujawnili informacje o aferze hazardowej i sprzedaży polskiej stoczni, a nie dziennikarze. Rozpracowywanie "legalnych demonstracji opozycji" Bondaryk tłumaczy zaś sygnałami o zagrożeniach.
Warto dodać, że szef MON w środę przekonywał o inwigilacji 20 polityków PiS przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego. Ta miała interesować się również dziennikarzami i pracownikami Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W rozmowie z TVP Antoni Macierewicz ujawnił, że zaniżył te liczby. Tak naprawdę chodziło o ponad 40 osób.
źródło: wyborcza.pl
