
Jarosław Kaczyński odniósł się we wtorek do słów byłego prezydenta USA Billa Clintona, który kilka dni temu stwierdził, iż "Polska i Węgry uznały, że demokracja jest zbyt problematyczna i chcą dyktatury w putinowskim stylu". Wątpliwe jednak, by prezes Prawa i Sprawiedliwości skłonił wpływowego amerykańskiego polityka do zmiany opinii. Kaczyński zasugerował bowiem, że... Clinton jest psychicznie chory.
Jarosław Kaczyński
lider PiS o byłym prezydencie USA Billu Clintonie
Wygląda więc na to, że Prawo i Sprawiedliwość przyjęło w sprawie słów Billa Clintona strategię podobną do tej, którą zastosowano, gdy Bono nazwał politykę uprawianą przez Jarosława Kaczyńskiego i Viktora Orbana "hiperncjonalizmem". Wówczas partia rządząca starała się ośmieszyć lidera U2 i powszechnie szanowanego działacza na rzecz praw człowieka. – Bono zna się na Polsce tak, jak on na Burkina Faso – ironizował poseł Krzysztof Łapiński.
Wobec Billa Clintona PiS obrało jeszcze ostrzejszy kurs, ale warto zauważyć, iż wpisuje się on w nową narrację prawicy. Zapoczątkowano ją kilka dni temu, gdy na okładce sympatyzującego z partią rządzącą tygodnika "Do Rzeczy" zwolennicy Platformy Obywatelskiej, .Nowoczesnej i KOD, oraz czytelnicy "Newsweeka" i "Gazety Wyborczej" zostali przedstawieni jako ludzie chorzy psychicznie, dotknięci obłędem na punkcie PiS.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
