Korki, wakacyjny koszmar. Polskie miejscowości nadmorskie muszą konkurować z zagranicznymi ofertami, które kuszą łatwym i tanim dojazdem.
Korki, wakacyjny koszmar. Polskie miejscowości nadmorskie muszą konkurować z zagranicznymi ofertami, które kuszą łatwym i tanim dojazdem. Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta

Już się zaczęło! W Krynicy Morskiej nalot turystów, a w Łebie sądzą, że tego lata padnie rekord. Nim jednak turysta stoczy parawanowy bój na plaży, czeka go koszmar stania w korkach. Grzać się będą silniki aut i ich właściciele ze zdenerwowania. Zastanów się co zrobić, aby urlop nie zmienił się w koszmar.

REKLAMA
– Dziękujemy Angeli! – krzyczy do telefonu właściciel pensjonatu w centrum Krynicy Morskiej. O co chodzi?
Sezon turystyczny dopiero się zaczął, a u mojego rozmówcy już brakuje miejsc. – Możemy być wdzięczni Merkelowej, bo sytuacja na południu Europy jest taka niepewna, że turyści wolą Bałtyk – stwierdza.
Ponad milion w jednym miasteczku
W kolejnej miejscowości, Łebie potwierdzają, że przyjezdnych nie brakuje. A na sezon letni lepiej już zarezerwować noclegi, bowiem zostały ostatnie wolne miejsca. – Tego lata liczymy na rekord – komentuje Michał Sałata z łebskiego urzędu miasta.
Aby padł rekord, do tego niewielkiego miasteczka musi przyjechać grubo ponad milion ludzi! Tymczasem do tej perły nad Bałtykiem dojechać można dwiema wąskimi drogami.
– W tym roku zaczną się prace na budową nowej trasy od Białogardy do Łeby wraz obwodnica Wicka i Charbrowa. Pracę nie zablokują ruchu na dotychczasowym drogach, bo to alternatywy szlak – dodaje Sałata.
Czarny ludek z łopatą straszy
Na stronie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad mapa utrudnień drogowych usiana jest żółtymi znakami z czarnym ludkiem trzymającym łopatę. Jeden z nich stoi na trasie nr 7, czyli na najkrótszej trasie z Warszawy do Trójmiasta. Przewidywany koniec remontu – grudzień 2016.
Co czują turyści? – Nie znoszę jeździć na Bałtyk. To wieczne stanie w korkach. W tym roku na drugi, długi weekend majowy mieliśmy jechać do Grecji na wyspy, ale żona wystraszyła się sytuacji. Znajomi lecą, poczekam jakie wieści przywiozą, wtedy w sierpniu coś zaplanuję – mówi Krzysztof z Warszawy.
Natomiast Michał od lat jeździ nad Adriatyk, zwłaszcza że z Krakowa nad to morze jest tylko trochę dalej niż nad Bałtyk, ale przynajmniej w okolice wyspy Krk dojeżdża się bez problemu. Jego zdaniem, nawet szaleństwo cenowe na Bałkanach jest podobne do tego nad Bałtykiem.
– Jechałem na wsypę Krk. To jest trochę ponad 900 kilometrów. Zajęło mi to 11 godzin. Tymczasem do Mielna tyle samo, chociaż to prawie 300 km mniej. Nad Bałtykiem byłem pięć lat temu. Może drogi poszerzyli, chociaż wątpię – komentuje Krzysztof.
Z Bydgoszczy do Łeby można szybko dojechać, ale nie w sezonie. – Mój rekord to półtorej godziny do Łeby. Natomiast w sezonie jechałem około czterech. I raz mi się silnik zagrzał – dodaje Rafał Jakubowski z bydgoskiego osiedla, Fordon. Od tego czasu urlop spędzą na zorganizowanych, zagranicznych wakacjach. – Do Bułgarii leci się niecałe dwie godziny – tłumaczy.
Ile to czasu?
Samolotem oczywiście najszybciej. Z ciekawości sprawdziłem kilka opcji dla zmotoryzowanych. Z Krakowa do Świnoujścia, jak informuje Google Maps trasą A-4, a potem S-3 jest 731 km i teraz trasa przejezdna jest w czasie ok. 8 godz. Chociaż internetowa mapa ostrzega przed remontami w okolicach Zielonej Góry. Tymczasem w takim samym czasie, chociaż to 100 km dalej, krakowiak dojedzie na świnoujską plażę przez obwodnice Berlina. Podróż nad Adriatyk do Rovinji zabierze mu 10 godzin. Do pokonania ma 1021 km.
Natomiast z Krakowa do Saloniki w Grecji jest 1415 km i 16 godzin jazdy. Tylko 6 godzin zajmie nam podróż z Krakowa do Stegny. O ile na trasie A-1 nie będziemy stali na bramkach. W wakacje to mało prawdopodobne. W ubiegłym roku ten problem obił się, aż o władzę najwyższą. Pod koniec czerwca premier, Ewa Kopacz poleciła otworzyć bramki, gdyby tworzyły się "wakacyjne" korki. Zobaczymy co postanowi nowa pani premier...
Angażują się w nieswoje
Nadmorskie samorządy od lat walczą o poprawę dróg dla ruchu turystycznego. Często odbiją się o ścianę. Dlatego angażują samorządowe środki, aby poprawić drogi, za które odpowiada państwo.
– Nam zależy na poprawieniu trasy 21. Chociaż to nie jest nasza droga, lecz krajowa, to i tak zleciliśmy opracowanie studium. Ma być gotowe w przyszłym roku. Dlaczego? Władza centralne przychylniej patrzą na projekty, w które angażuje się samorząd – przekonuje Jacek Graczyk, burmistrz Ustki.
Wzorem dla rozwoju turystyki nadmorskiej może być Chorwacja. W ciągu kilku lat pobudowała autostradę wzdłuż Adriatyku, tymczasem nasza nadbałtycka „6” dotychczas była tylko łatana. Do magistratu w Ustce dotarły informacje, że GDDKiA zabiera się wreszcie za nadbałtycką trasę.
Jacek Graczyk: – Ustka jest i tak w dobrej sytuacji. W porównaniu do innych nadmorskich miejscowości. No i turyści już zjeżdżają. Obserwujemy, że sezon się rozpoczął.

Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl