
W ostatnich latach sytuacja polityczna w Europie zmieniła się. Po okresie dominacji idei lewicowych do głosu dochodzą albo chcą dojść ugrupowania skrajnie prawicowe. Władze chcą nacjonalizacji gospodarki. Zjawisko to wyjaśnia laureatka nagrody Pulitzera i żona byłego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego - Anne Applebaum.
REKLAMA
– Mało kto pamięta, co się stało, kiedy oddziaływaniu potężnych ideologii narodowych towarzyszyła państwowa kontrola nad gospodarką. A taka groźba jest całkiem realna – napisała dziennikarka w felietonie dla „Washington Post”.
Ostatnie wybory w Austrii mają być potwierdzeniem tej tezy. Tam prawicowy Norbert Hofer minimalnie przegrał wybory prezydenckie. Polityk jest przeciwnikiem imigracji, a największą wartością jest dla niego patriotyzm. Jednak w jego poglądach jest pewna niespójność. Jak zauważa Applebaum, jego Partia Wolnościowa nie jest zwolennikiem międzynarodowego kapitalizmu - co stawia ją po lewej stronie polityki.
Anne Applebaum twierdzi, że powinniśmy powrócić do popularnego w czasie II wojny światowej określenia „narodowy socjalizm” - który w tym przypadku kojarzy nacjonalizm z socjalizmem. Czyli głęboka wiara w wyższość narodu z przekonaniem, że państwo powinno mieć duży wpływ na gospodarkę i inne dziedziny życia. Po drugiej wojnie te zjawiska nie łączyły się ze sobą. Lewica i prawica stały na osobnych biegunach. Teraz zaczynają się do siebie zbliżać i się ze sobą mieszać.
– W całej Europie partie, które określano jako skrajną prawicę, szybko przyjmują nowy kształt, posługując się polityką i językiem, które kiedyś sprawiały wrażenie marksistowskich. Doroczne wiece Frontu Narodowego Marine Le Pen odbywają się 1 maja, w międzynarodowe święto socjalistów. Atakuje ona podczas nich "politykę neoliberalną" i "globalne elity". Chce zamiast nich "umięśnionego państwa", które opodatkowałoby towary z importu, popierało protekcjonizm i znacjonalizowało zagraniczne firmy i banki. Nieprzypadkowo chce także wycofania się Francji z Unii i NATO – wyjaśnia Applebaum.
W związku z tym dziennikarka proponuje przyjęcie nowego terminu, który najlepiej oddaje to, co zaczyna dziać się w Europie. „Renacjonalizacja” ma być strategią rządu Orbana i Polski sterowanej przez Jarosława Kaczyńskiego, gdzie powstają media narodowościowe, a banki maja być repolonizowane. Duży wpływ na tę sytuację ma mieć kryzys uchodźczy i wojna w Syrii. Ale powodów należy doszukiwać się również w tym, że komunizm upadł pokolenie temu i zjawiska narodowo - socjalistyczne są nowością dla młodych obywateli państw europejskich.
– Jeszcze mniej ludzi pamięta, co się stało w przeszłości, kiedy oddziaływaniu potężnych ideologii narodowych towarzyszyła państwowa kontrola nad gospodarką. Tak trudno sobie wyobrazić Europę z granicami i barierami handlowymi, że nie da się tego potraktować jako rzeczywistej groźby. Ostrzeżenia są nieskuteczne, podobnie jak nauki płynące z historii. Po tak wielu dziesięcioleciach przeszłość staje się komunałem; zbyt często powtarzana opowieść przestaje mieć znaczenie. Tu i teraz, w teraźniejszości, ludzie nadal chcą od polityki emocjonalnych nagród, a nie zarządzania gospodarczego – twierdzi Anne Applebaum.
źródło: "Washington Post"
