
Prof. Zbigniew Mikołejko, sławny pogromca "wózkowych", znowu stanął na froncie walki z kobiecym rozpasaniem. Czyżby kobiety, które śmiały urodzić dzieci, znowu podeptały jego trawnik? Okazało się, że tym razem zrobiły coś jeszcze gorszego (!): zagłosowały na PiS. Zdaniem profesora kobiety dały się kupić Kaczyńskiemu za 500 złotych, czym ograniczyły jego, profesorską, wolność.
REKLAMA
– Kobiety zaciągnęły się do "armii Kaczyńskiego". Zostały kupione za 500 złotych. One mają w nosie naszą wolność - narzeka prof. Mikołejko w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej". Na szczęście bohaterski profesor się nie poddaje i mimo złośliwości nieprawomyślnie głosujących mamusiek kontempluje imperatyw Kanta na wewnętrznej emigracji.
Pojęcia "wolność" i "nasze" pozostają wygodnie niezdefiniowane. Złe kobiety to obce, inne, "one" - pisowskie niewolnice. Gwoli sprawiedliwości należy dodać, że są jeszcze oni - masy Edków, chamów, którzy zdaniem profesora nie zasługują na szacunek, bo sami nikogo nie szanują. I głosują nie po myśli profesora.
Czy ta kwoka proszę pana, była dobrze wychowana?
– Paranoja profesora Mikołejki się pogłębia – ocenia dr Elżbieta Korolczuk. – Kilka lat temu matki z klas ludowych zagarnęły jego trawnik, a teraz całą Polskę. To osobliwe przekonanie o wszechmocy dyskryminowanej grupy społecznej bierze się chyba z jakichś osobistych uwarunkowań profesora – zastanawia się.
– Paranoja profesora Mikołejki się pogłębia – ocenia dr Elżbieta Korolczuk. – Kilka lat temu matki z klas ludowych zagarnęły jego trawnik, a teraz całą Polskę. To osobliwe przekonanie o wszechmocy dyskryminowanej grupy społecznej bierze się chyba z jakichś osobistych uwarunkowań profesora – zastanawia się.
– Byliście głupi, jesteście obrzydliwi – skomentował Jakub Dymek, publicysta "Krytyki Politycznej". "Byliście głupi" to nawiązanie do słynnego wyznania prof. Króla, który prymat neoliberalizmu podczas transformacji ustrojowej ocenił jako głupotę. Według dr Korolczuk słowa Mikołejki pod adresem kobiet, a mianowicie oskarżenia o swoistą prostytucję wyborczą, to coś więcej niż głupota czy obrzydliwość - to mowa nienawiści. I nie jest odosobniona w swojej negatywnej ocenie.
– Przecież politycy są od tego, by odpowiadać na potrzeby wyborców. W ten sposób zdobywają poparcie. Z jakiegoś tajemniczego powodu żadna partia od 1989 roku nie zadbała o potrzeby kobiet - czy to dziwne, że kobiety bardziej skłonne głosować na partię, która dostrzegła ich najbardziej podstawowe potrzeby materialne? Może warto się uderzyć w piersi i zastanowić, dlaczego poprzednie rządy nie dostrzegały problemów społecznych, a nie hejtować kobiety? – pyta dr Korolczuk.
Zdaniem Dymka ciekawym aspektem dyskusji o kobietach i 500 plus jest to, że często występujący motyw "kupienia" ich głosów nigdy nie pada w kontekście profesorów, dziennikarzy czy menedżerów. A przecież każdą obietnicę wyborczą można podciągnąć pod kupowanie głosów. A jednak nikt nie mówił, że niegdysiejsza obietnica obniżenia podatku CIT była przekupywaniem menedżerów. Według Dymka świadczy to o klasowej pogardzie, której nie widzą u siebie środowiska liberalne.
– Liberalnym elitom wydaje się, że do pogardy zdolni zdolni są tylko Warzecha, Ziemkiewicz czy Karnowscy – mówi Dymek.
Cień Korwina
Co ciekawe, prof. Mikołejko nie zauważa, że to kobiety powstrzymały wejście Korwin-Mikke do Sejmu. Gdyby głosowali tylko mężczyźni, lider KORWiN swobodnie przekroczyłby próg wyborczy. Ale może to pominięcie jest całkowicie zrozumiałe?
Co ciekawe, prof. Mikołejko nie zauważa, że to kobiety powstrzymały wejście Korwin-Mikke do Sejmu. Gdyby głosowali tylko mężczyźni, lider KORWiN swobodnie przekroczyłby próg wyborczy. Ale może to pominięcie jest całkowicie zrozumiałe?
Na to wygląda. – W pogardliwych wypowiedziach takich jak ta prof. Mikołejki ujawnia się tragikomiczna bliskość neoliberalnej elity do Korwin-Mikkego – mówi Dymek. To co profesor uwzniośla swoim tytułem to nie analiza naukowa, lecz małomiasteczkowa żółć. Utyskiwania Mikołejki na kobiety, które odbierają mu wolność, są równie zabawne jak dowcipy Ziemkiewicza o gwałcie. Emanują pogardą uprzywilejowanych wobec całych grup społecznych. I jeszcze bardziej wpychają wykluczonych w uścisk PiS - mówi publicysta.
Dr Elżbieta Korolczuk zwraca uwagę na to, że polityka społeczna aby działać powinna być systemowa. Samo 500 plus jej zdaniem nie rozwiąże problemów polskiej demografii, która jest jedną z najsłabszych w Europie. Mimo że według profesora Mikołejki matki w Polsce są tak uprzywilejowane, w wielu miastach są wciąż ogromne kolejki do przedszkoli, w 80% gmin wiejskich nie ma żadnych placówek opiekuńczych a tylko kilka procent ojców bierze urlop rodzicielski. Tych problemów 500 plus nie załatwi - zaznacza Korolczuk.
– Gdyby 25 lat temu młodzi rodzice mieli wsparcie państwa, to dziś nie byłoby poparcia społecznego dla Prawa i Sprawiedliwości i skrajnej prawicy. Ale zamiast wsparcia, dostali likwidację żłobków i przedszkoli. Jeszcze długo będziemy odczuwać skutki tego, że liberalne elity ignorowały rzeczywistość - konkluduje Dymek.
Być może jednak nie należy używać czasu przeszłego. Słowa prof. Mikołejki, który obwinia wykluczone grupy społeczne o ograniczanie jego wolności pokazują, że nie wszyscy chcą otworzyć oczy. Wbrew pozorom tak może być łatwiej znaleźć kozła ofiarnego, zwłaszcza, że w męskim świecie kobietom narzuca się tę rolę od wieków. Jedynym pytaniem pozostaje, za co prof. Mikołejko obwini kobiety następnym razem.
Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl
