Lech Wałęsa wyszedł do protestujących przed jego domem.
Lech Wałęsa wyszedł do protestujących przed jego domem. fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta

27 rocznica pierwszych wolnych wyborów po II WŚ nie była spokojna dla Lecha Wałęsy. Pod jego domem w Gdańsku zebrali się przedstawiciele Ligi Obrony Suwerenności. Były prezydent wyszedł do nich i próbował rozmawiać. Z jakim skutkiem?

REKLAMA
To już tradycja, że przy ul. Polanki raz do roku odbywa się manifestacja przeciwników Wałęsy. Nie traktują oni 4 czerwca jako święta, a raczej rocznicę obalenia rządu Jana Olszewskiego. Okrzyki doprowadziły do konfrontacji. Były prezydent wyszedł przed dom chcąc przekonać protestujących do swoich racji. Do tego, że jest ofiarą, a nie zdrajcą.
– Komu pani wierzy? Mnie czy UB? No komu pani wierzy? – zapytał Wałęsa jedną z uczestniczek wiecu. Usłyszał, że "na pewno nie jemu". W rozmowie z Radiem Gdańsk wyjaśniał, że chciał zrozumieć "o co właściwie chodzi".
– Chciałem zrozumieć, dlaczego słuchają wersji UB – stwierdził. Za rok, jak mówił, spróbuje dotrzeć jeszcze raz do zgromadzonych przed jego domem. – Usiądziemy i pogadamy dłużej – skwitował zajście. Były prezydent broni się jeszcze za pośrednictwem mediów społecznościowych.