Strajk w CZD to tylko iskra, która może zwiastować pożar w ochronie zdrowia. Niektórzy chcą zakazu strajków w szpitalach

Lekarze rezydencji będą protestować 18 czerwca.
Lekarze rezydencji będą protestować 18 czerwca. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Strajk pielęgniarek w warszawskim Centrum Zdrowia Dziecka to tylko iskra, która może zwiastować całkiem poważny pożar w ochronie zdrowia. Na 18 czerwca manifestację zapowiedzieli lekarze rezydenci, którzy domagają się podwyżek wynagrodzenia wypłacanego w ramach tzw. rezydentury.


Nie mają nic w garażu
W ostatnim czasie lekarze rezydenci, czyli pełnoprawni lekarze, którzy w ramach rezydentury robią specjalizację lekarską spotkali się z ponad setką parlamentarzystów w ramach akcji „Adoptuj posła”. Przekonywali parlamentarzystów, że bardzo mało zarabiają, nie przestrzega się w stosunku do nich prawa pracy, mają nieuregulowany czas dyżurów. Lekarze rezydenci zarabiają 2200 zł netto lub 2500 zł netto, jeśli robią tzw. specjalizację deficytową. Ci lekarze nie pokażą co mają garażu, bo nawet garażu się jeszcze nie dorobili…


Przekonywanie parlamentarzystów na nic się zdało. Lekarze usłyszeli w resorcie zdrowia, że mogą rozmawiać..., ale o obniżkach.

Porozumienie Rezydentów

Przy okazji proponowanej przez Ministerstwo Zdrowia zmiany ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty przywracającej staż podyplomowy, prosiliśmy o zmianę przepisu określającego poziom pensji lekarzy rezydentów. Odmówiono nam, tłumacząc się brakiem środków, mimo, że pieniądze na płace dla rezydentów pochodzą w ogromnej większości z funduszu pracy, który ma wielkie nadwyżki przychodów nad wydatkami (nawet 1 mld złotych rocznie). Jeśli nie brak środków, to jaka jest prawdziwa przyczyna tej odmowy? Tymczasem niskie wynagrodzenia za pracę jest uznawane przez lekarzy rezydentów za pierwszą i podstawową przyczynę decyzji o emigracji. 97 proc. ankietowanych rezydentów stwierdziło, że nie myślałoby o wyjeździe z kraju, gdyby ich wynagrodzenia zostały zrównane z dwoma „średnimi krajowymi".

Kolejną akcją skierowaną do polityków była „Recepta na dobra zmianę – #ReceptaJestProsta”. Do wielu posłów, senatorów, ministrów trafiły recepty z zapisanymi wskazaniami jak uzdrowić publiczną ochronę zdrowia w Polsce i sytuację młodych lekarzy.
Rezydenci wskazują, że nie jest wesoło… Prawie 40 proc. młodych lekarzy myśli o emigracji, lekarze żyją w Polsce statystycznie 10 lat krócej niż przeciętny obywatel, rośnie wśród nich problem uzależnień i samobójstw, wypalenie zawodowe sięga nawet 60 proc. po 10 latach pracy, pacjenci czekają w kolejkach, a lekarze pracują nierzadko ponad 300 godzin miesięcznie aby zapewnić im dostęp do leczenia.

Kulturalne działania są nieskuteczne
Jarosław Biliński
Wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów

Posłowie oczywiście uznali taką sytuację za niedopuszczalną, wystosowali wiele interpelacji i zapytań do Ministra Zdrowia, cytując nasz główny postulat – wzrost wynagrodzeń lekarzy rezydentów do 2 „średnich krajowych” i pytając o czas jego realizacji. Minister Zdrowia, który sam przez prawie 20 lat przed objęciem urzędu walczył o takie pensje dla lekarzy, dzisiaj odkłada podwyżki dla rezydentów na bliżej nieokreślony czas, przekonując, że potrzebne jest wprowadzenie ustawy o minimalnych płacach dla wszystkich pracowników służby zdrowia. Nie wiadomo jednak, czy do uchwalenia takiej ustawy kiedykolwiek dojdzie i czy jej zapowiedź nie jest tylko grą „na zwłokę”. Najważniejsze, że ze strony rządu (przy dobrej woli Pana Ministra i zgodzie z naszymi i jego postulatami) nie ma żadnego odzewu, pomimo licznych próśb o spotkanie.

Wiceprzewodniczący wyjaśnia, że dotychczasowe działania Porozumienia Rezydentów, prowadzone merytorycznie, kulturalnie, zgodnie z dobrym obyczajem i smakiem nie przyniosły rezultatów. Wobec tego lekarze musieli z mierzyć się z pytaniem: czy bez walki nie da się w naszym kraju osiągnąć godnych warunków pracy i rozwoju zawodowego, szczególnie w profesji o największym stopniu odpowiedzialności zawodowej? Cóż zdecydowali, że zorganizują wielką demonstrację z przemarszem od Ministerstwa Zdrowia do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.


„Niech to będzie znak ostrzegawczy, że nie zrezygnujemy z naszych słusznych postulatów, że się nie poddamy. Walczymy o lepszą przyszłość polskiej medycyny, o lekarzy pracujących w pocie czoła, a przede wszystkim o naszych pacjentów, którzy zasługują na najwyższe standardy” - pisze Jarosław Biliński.

Zakaz strajku
Jednak wracając do pielęgniarskiego protestu w CZD, to może być ostatni protest z tzw. odejściem od łóżek pacjentów. Pojawiło się wiele głosów krytycznych wobec pielęgniarek właśnie z powodu ich odejścia od łóżek pacjentów.

Polska Federacja Szpitali skupiająca dyrektorów placówek wystosowała stanowisko, w którym proponuje „rozważenie przyjęcia takich rozwiązań prawnych, które znacznie ograniczą lub nawet uniemożliwią stosowanie etycznie wątpliwych form protestu w ochronie zdrowia”. Czy to oznacza, że pracownicy ochrony zdrowia dostaną zakaz strajkowania lub będą mogli jedynie włożyć czarne koszulki na znak protestu? Bo postulaty Federacji niewątpliwie poprą rządzący.
Polska Federacja Szpitali

PFSz od dłuższego czasu zwraca uwagę na trudną sytuację dyrektorów szpitali w związku z rosnącymi oczekiwaniami pracowników ochrony zdrowia, tak płacowymi, jak i organizacyjnymi.  Wielu dyrektorów dysponując bardzo skromnymi, jak na warunki europejskie budżetami szpitali przeznacza coraz to większe proporcje tych skromnych budżetów na wynagrodzenia personelu, a to m.in.  prowadzi do rosnącego zadłużenia szpitali. PFSz jest oczywiście za zwiększeniem nakładów na ochronę zdrowia ale przy zachowaniu zdrowych proporcji funduszu płac do innych kosztów działalności.   PFSz zgłosiła także postulat włączenia kosztów pracy oraz mechanizmów indeksacyjnych do taryfikacji świadczeń.   Więcej

Zbyt krótka kołdra
Nie ma się co dziwić, że dyrektorzy szpitali boją się wybuchu protestów w ochronie zdrowia, bo ta jest w Polsce bardzo słabo finansowana. Tymczasem, jak widać po strajku w CZD, politycy nie garną się do rozwiązywania problemów ochrony zdrowia.

Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł zawsze stał na stanowisku, że trzeba zwiększyć nakłady na ochronę zdrowia. Niby nie wycofał się ze swoich deklaracji. Jednak na razie przesuwa jedynie „zbyt krótką kołdrę”. Więcej pieniędzy na podstawową opiekę zdrowotną, psychiatrię, ale mniej na leczenie zawałów i ortopedię. Jeśli mają wzrosnąć wydatki na pediatrię (co poprawiłoby sytuację finansową np. zadłużonego CZD) znowu trzeba komuś zabrać. Na dłuższą metę taka polityka nie doprowadzi do niczego dobrego.

Napisz do autora: anna.kaczmarek@natemat.pl