
Fakt, że robotnicza manifestacja na ulicach Poznania z 28 czerwca 1956 roku przybrała niezwykle drastyczny charakter, nie mógł umknąć uwadze zagranicznej opinii publicznej. Ku niezadowoleniu władzy komunistycznej, która za wszelką cenę starała się bagatelizować tragiczne wydarzenia. Jednocześnie przedstawiała je jako zorganizowaną „akcję” zachodnich imperialistów.
Strajki ok. 100 tys. Polaków były zdecydowanie wiodącym tematem dla zagranicznych agencji prasowych, gazet czy stacji radiowych. Nie jest przesadą stwierdzenie, że oczy całego świata koncentrowały się wówczas na sercu Wielkopolski. O pierwszym polskim buncie w PRL wolna Europa dowiedziała się już kilkanaście godzin po jego wybuchu. Była godzina 22, kiedy Radio Londyn - powołując się na Agencję Reutera - poinformowało swoich słuchaczy o manifestującym poznańskim tłumie.
Wiadomości z pierwszej ręki Przepływ wiadomości z komunistycznej Polski na Zachód był znacznie ułatwiony niż zwykle - pod koniec czerwca w stolicy Wielkopolski odbywały się przecież Międzynarodowe Targi, w których uczestniczyły setki zagranicznych gości. Robotniczy strajk i wyprowadzenie w jego efekcie wojska na ulice nie mogło umknąć uwadze wystawców z różnych państw Europy. W obliczu tego, co zastali w stolicy Wielkopolski, musieli odnaleźć się w zupełnie nowej roli.
29 czerwca Poznański Czerwiec stał się tematem dnia w wielu wydaniach zachodnich gazet. Ci obserwatorzy, którzy widzieli uliczne zajścia na własne oczy, często sami zgłaszali się do siedzib redakcji po to, aby zdawać relacje. Mówili o dziesiątkach tysięcy manifestantów (w relacjach podkreślano ich przyjazną postawę w stosunku do przebywających w mieście cudzoziemców), którzy wyszli na ulice, aby domagać się poprawy swego trudnego, robotniczego losu. Wysłanie przeciw nim czołgów musiało działać na wyobraźnię czytelników zachodniej prasy. Tak samo jak wymowne fotografie zamieszczane w publikacjach, niekiedy wykonywane nawet przez wystawców na targach, a następnie odsprzedawane w redakcjach gazet.

Sowieci atakują! Zachodnia opinia publiczna, mająca na ogół niewystarczającą świadomość na temat sytuacji w tzw. bloku wschodnim, była wstrząśnięta tym, co wydarzyło się w Poznaniu. Nie dziwi więc zdecydowana reakcja ówczesnej prasy, choć ta – opisując przebieg dramatycznych zajść – często zawyżała liczbę ofiar po stronie strajkujących. Według amerykańskich gazet na ulicach Poznania ginęły setki, a nawet tysiące demonstrantów.
New York Times
Doniesienia o polskim buncie za Oceanem miały specyficzny charakter, zawarto w nich bowiem całe spektrum rozbieżnych ocen poznańskich wypadków. Powielano m.in. nie mające umocowania w faktach plotki o strajkach w całej Polsce i związanej z nimi domniemanej sowieckiej interwencji nad Wisłą.
- W „New York Post” pisano, że „rozruchy w Polsce wcale nie były rozruchami, ale miały być hasłem do prawdziwej rewolty; rebelianci okazali się jednak zbyt gorliwi i zaczęli za wcześnie”. Gazeta informowała również o zapasach broni i amunicji przygotowanych przez rebeliantów. „New York Times”, powołując się na amerykańskie źródła, sugerował możliwy udział wojsk radzieckich w tłumieniu manifestacji. Z kolei w „Chicago Daily News” można było przeczytać, że wydarzenia w Poznaniu były dziełem samych Rosjan, którzy w ten sposób zamierzali przejąć władze w Polsce. „New York Times” wysunął natomiast hipotezę, że za wydarzeniami w Poznaniu stały rywalizujące ze sobą grupy w PZPR – pisze Marek Mikołajczak, autor artykułu „Wydarzenia poznańskie w oczach Zachodu”.
To było powstanie! Innym stale obecnym w zachodniej prasie wątkiem był fakt przekształcenia się robotniczego pochodu w antykomunistyczną i antysowiecką demonstrację. Zagraniczni dziennikarze cytowali wrogie wobec Kremla okrzyki, jakie 28 czerwca padały na poznańskich ulicach, zwracając uwagę, że problem w przypadku protestujących leży dużo głębiej, aniżeli w apelach o spełnienie pracowniczych postulatów.
"Le Monde"
Prasa zachodnioniemiecka pisała wprost o „powstaniu” podkreślając jego zdecydowanie wolnościowy charakter. Wielu obserwatorów wracało w kontekście walk w Poznaniu do wydarzeń sprzed niemal dokładnie 3 lat w NRD. Wtedy, 17 czerwca 1953 roku, miały miejsce wielkie protesty społeczne w ponad 700 miejscowościach, krwawo stłumione przez sowieckie wojska, które stacjonowały we wschodnich Niemczech. Bilans ofiar był zatrważający - ponad 100 zabitych, ok. 1600 aresztowanych. Warto zauważyć, że powstanie w NRD z 1953 r. uchodzi za pierwszy antykomunistyczny bunt w bloku wschodnim po II wojnie światowej.

Pochwała polskiego narodu Nazajutrz po feralnym 28 czerwca o jego doniosłości, a także możliwych reperkusjach, które – jak się spodziewano – miały wpłynąć na kulejące relacje między odgraniczonymi „żelazną kurtyną” Wschodem i Zachodem, dyskutowano także w gabinetach zachodnich dyplomatów i polityków. Wszyscy mieli świadomość absurdu głoszonych przez komunistyczną propagandę haseł o swych domniemanych imperialnych zakusach i ich rzekomo sprawczej roli w wypadkach poznańskich.
Słowa otuchy dla poznańskich powstańców płynęły z różnych stron świata, ale tylko nieliczne państwa zdecydowały się na odważne gesty solidarności. Do takich zaliczyć należy Stany Zjednoczone. Część amerykańskich dyplomatów wysunęło nawet pomysł zajęcia się sprawą poznańską na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych. Zapowiadano też pomoc humanitarną.
Departament Stanu USA, 29 VI 1956
Nie drażnić „lwa” Reakcje władz brytyjskich i francuskich były bardziej stonowane, a rządy tych państw zajęły stanowisko wyczekiwania i obserwacji.
Heinrich von Brentano, minister spraw zagranicznych RFN, 1 VII 1956
Ograniczono się jedynie do suchych deklaracji i oświadczeń, w których wyrażano ubolewanie na wieść o ofiarach śmiertelnych, a także zapewniano naród polski o „przyjaznych uczuciach”.
Brytyjskie MSZ, 29 VI 1956
Solidarność elit O wiele bardziej praktyczny wymiar miały działania podejmowane m.in. przez związki zawodowe i zachodnie elity, ochoczo podpisujące się pod apelami do władz PRL, aby zwolnić represjonowanych i w pełni uznać wolę strajkującego ludu. Znane osobistości kultury nierzadko wykazywały się znajomością polskich realiów, jak choćby laureat Nobla i autor głośnej „Dżumy” Albert Camus, nawiązujący do przemówienia premiera PRL Józefa Cyrankiewicza.

Albert Camus, wiec solidarności z polskimi robotnikami, 12 VII 1956
Pomoc aresztowanym robotnikom zapowiadały liczne organizacje i instytucje, m.in. Międzynarodowa Komisja Prawników oraz Liga Obrony Praw Człowieka i Obywatela. O skutkach poznańskiej masakry planowano też dyskutować w Międzynarodowym Trybunale Sprawiedliwości w Hadze.
Rodacy pamiętają Krwawe wydarzenia były rzecz jasna szeroko komentowane przez rozsianą po świecie Polonię. Na antenie Radia Wolna Europa, kierowanego przez legendarnego „kuriera z Warszawy” Jana Nowaka-Jeziorańskiego, wydarzeniom poznańskim poświęcano wiele miejsca. O protestach tysięcy robotników poinformowano słuchaczy jeszcze późnym wieczorem 28 czerwca, ok. godziny 23. Jeszcze długo temat walk ulicznych w Poznaniu nie schodził z ramówki.
Informowanie wolnego świata o wydarzeniach poznańskich było koniecznością, choć zdawano sobie sprawę, że należało to robić - zwłaszcza w odniesieniu do polskich słuchaczy mieszkających w zniewolonym kraju – z należytą ostrożnością.
Jan Nowak-Jeziorański

Dodatkowo w każdą rocznicę Czerwca'56 RWE puszczała w eter specjalne audycje, m.in. z udziałem świadków Poznańskiego Czerwca. Uczyniono w ten sposób naprawdę wiele dla zachowania prawdy o tym pierwszym polskim wolnościowym zrywie za czasów Polski Ludowej, o którym jej władze najchętniej by zapomniały.
Patronem cyklu Czerwiec '56 jest Miasto Poznań
Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl
