
Nie ustaje protest pielęgniarek z Centrum Zdrowia Dziecka, które domagają się podwyżki i zwiększenia zatrudnienia w CZD. Komentarze internautów nie pozostawiają wątpliwości – większość z nich w tym sporze staje po stronie pielęgniarek. Ich zdaniem podwyżka płac nie byłaby bardziej rujnująca dla budżetu niż prace komisji badającej katastrofę smoleńską.
REKLAMA
Kilka tygodni temu prof. Wiesław Binienda przedstawił plany komisji. Jednym z głównych pomysłów ma być zbudowanie modelu Tu-154 i następnie dokładne zbadanie go w tunelu aerodynamicznym. Chodzi przede wszystkim o sprawdzenie, jak zachowuje się model, kiedy straci skrzydło. Podobno w projekt ma być zaangażowana nawet NASA, choć tam jeszcze nic o tym nie wiedzą. Komisja profesora Berczyńskiego to wysoce opłacani "specjaliści", pisaliśmy już w naTemat, kto wchodzi w jej skład i jak kształtują się zarobki. Na budowę modelu i resztę swojej działalności komisja ma przewidziane w budżecie 4 mln złotych.
Milion milionowi nie równy
Nie trzeba było długo czekać, by internauci przy okazji protestu pielęgniarek wypomnieli rządowi wydatki na model samolotu. Od paru dni krąży po sieci mem przygotowany przez Nowoczesną, porównujący dwie kwoty. Zestawiono 4 mln przewidziane na komisję z 3.8 mln rocznie, które wystarczyłyby na podwyżkę płac wszystkich pielęgniarek w Centrum Zdrowia Dziecka.
Nie trzeba było długo czekać, by internauci przy okazji protestu pielęgniarek wypomnieli rządowi wydatki na model samolotu. Od paru dni krąży po sieci mem przygotowany przez Nowoczesną, porównujący dwie kwoty. Zestawiono 4 mln przewidziane na komisję z 3.8 mln rocznie, które wystarczyłyby na podwyżkę płac wszystkich pielęgniarek w Centrum Zdrowia Dziecka.
Kwoty, choć bardzo do siebie podobne, w społecznym odbiorze mają zupełnie inną wartość. Z jednej strony mamy prawie 4 mln, za które można będzie wynagrodzić pielęgniarki za ich ciężką i ofiarną pracę. Z drugiej 4 miliony wydamy na pogoń za coraz bardziej fantastycznymi "dowodami" wskazującymi na to, że w Smoleńsku doszło do zamachu.
Mem świetnie pokazuje, jakie rząd ma priorytety. Choć w kampanii wyborczej Prawi i Sprawiedliwość z taką troską pochylało się nad problemami służby zdrowia, to po dojściu do władzy problem przestał być dostrzegalny z wysokości ministerialnych stołków. Nie widać chęci porozumienia, przeciwnie – coraz więcej wskazuje na to, że rząd nie zamierza ustąpić protestującym. Pielęgniarki oskarżają stronę rządową o to, że jedynie symuluje chęć osiągnięcia kompromisu. Ich zdaniem jedynym celem bezowocnych rozmów jest pokazanie strony rządowej w jak najlepszym świetle i wyjaśnienie, że problem stworzyły pielęgniarki i rządy koalicji PO-PSL. Być może stoją za tym KOD i reszta gorszego sortu...
Minister zdrowia zarzuca pielęgniarkom, że chodzi im tylko o pieniądze. W TVP dziennikarze przedstawiają sytuację w taki sposób, że pielęgniarki odeszły od łóżek pacjentów, choć dobro chorych dzieci powinno przecież stać na pierwszym miejscu. Minister i wiceminister pielgrzymują do CZD, nad ciężkim losem pacjentów załamuje ręce nawet premier Szydło, ale pielęgniarki trwają w swoim uporze i nie chcą wrócić do pracy...
Oczywiście można dyskutować o tym, czy forma protestu jest właściwa czy nie. W CZD już zamknięto cztery oddziały, dyrekcja grozi, że jeśli pielęgniarki nie przerwą strajku, to trzeba będzie zamknąć całe centrum. Tymczasem dziś nagle znalazł się milion, Sejm przyznał taką kwotę. Tymczasem komisja wyjaśniająca katastrofę rządowego tupolewa pracuje w najlepsze.
Zamiatanie problemów pod dywan
Minister zdrowia nie powinien mieć nadziei, że tym razem uda się problem zamieść pod dywan. Tym bardziej, jeśli z jednej strony rząd odmawia podwyżek pielęgniarkom, a z drugiej lekką ręką wydaje miliony na badania, które w świetle faktów i ustaleń komisji wypadków lotniczych nie mają żadnego rozsądnego uzasadnienia.
Minister zdrowia nie powinien mieć nadziei, że tym razem uda się problem zamieść pod dywan. Tym bardziej, jeśli z jednej strony rząd odmawia podwyżek pielęgniarkom, a z drugiej lekką ręką wydaje miliony na badania, które w świetle faktów i ustaleń komisji wypadków lotniczych nie mają żadnego rozsądnego uzasadnienia.
Czy rząd nie powinien czasem przemyśleć swojej polityki wobec pielęgniarek? Białe miasteczko, czyli trwająca niemal miesiąc pikieta pielęgniarek przed kancelarią premiera Jarosława Kaczyńskiego w 2007 roku była być może jednym z gwoździ do trumny ówczesnego rządu. Wówczas też chodziło o podwyżki dla pielęgniarek i reformę opieki zdrowotnej. Jak widać, nie wyciągnięto wniosków z tamtej lekcji. Łatwiej jest zwalić winę na poprzedników, obarczając ich odpowiedzialnością za obecny stan służby zdrowia.
Internet już wcześniej kpił z komisji Macierewicza. Dziś nie ma litości dla komisji kierowanej przez Wacława Berczyńskiego i kosztów, jakie podatnicy muszą ponosić w związku z jej działalnością. Zestawienie 4 mln na model samolotu z podobną kwotą, jakiej odmawia się pielęgniarkom może być nie lada wyzwaniem dla rządowych specjalistów od wizerunku politycznego. Trudno im będzie przekonać "suwerena" o tym, że wciąż mamy do czynienia z "dobrą zmianą".
Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl
