Dosyć wykorzystywania młodych ludzi. Lekarze rezydenci nie mają za co żyć. Czy wywalczą płacę minimalną?

Lekarze rezydenci wymownie pokazują dlaczego decydują się na emigracje zarobkową.
Lekarze rezydenci wymownie pokazują dlaczego decydują się na emigracje zarobkową. Facebook / Porozumienie Rezydentów OZZL
Największą przeszkodą w kształceniu specjalizacyjnym dla młodego lekarza jest brak środków na przeżycie. Jeśli ta sytuacja nie ulegnie zmianie to za parę lat nie będzie miał kto leczyć chorych – uważa Naczelna Izba Lekarska i apeluje do resortu zdrowia o ustanowienie płacy minimalnej dla lekarzy.


– Dość wykorzystywania młodych ludzi. Lekarz rezydent jest teraz cennym niewolnikiem dla szpitala a tak naprawdę powinien się przede wszystkim kształcić. Pieniądze na jego pensję dyrektor szpitala dostaje z Ministerstwa Zdrowia. Natomiast rezydent wykonuje kontrakt dla szpitala zamiast się uczyć – mówił dr Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej na konferencji prasowej zorganizowanej przez samorząd lekarski.


Rezydent powinien się uczyć
Jak tłumaczy prezes Hamankiewicz system rezydencki, czyli system pozwalający lekarzowi na stanie się specjalistą przy wsparciu państwa, został stworzony ponieważ brakuje w Polsce lekarzy. Jesteśmy na ostatnim miejscu w Europie pod względem liczby lekarzy a jeszcze gorzej jest z lekarzami posiadającymi specjalizację.


– Tworząc ten system mieliśmy nadzieję, że każdy lekarz, będzie mógł się specjalizować. Jednak za 12 zł za godzinę pracy nie da się przeżyć, a ci młodzi ludzi muszą też łożyć na utrzymanie swoich rodzin. Rezydent ma nie tylko problem z przeżyciem za niską pensję. Głównie realizuje kontrakt szpitala, w którym odbywa szkolenie specjalizacyjne, niewiele się uczy. Jest to cenny niewolnik dla szpitala. Nie można tak wykorzystywać ludzi – stwierdził prezes NRL.


Rezydenci zarabiają niewiele, są tanią siłą robocza dla szpitala ale co ciekawe lekarze, którzy mają się nimi opiekować podczas specjalizacji nie dostają nic, czyli uczą młodych adeptów sztuki lekarskiej w imię kształcenia nowego pokolenia lekarzy.

Zdaniem dra Jarosława Bilińskiego, wiceprzewodniczącego Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, taka sytuacja jest nie do przyjęcia.

– Chcemy, żeby nasi mistrzowie byli wynagradzani. Dzięki temu będziemy mieli do nich lepszy dostęp – tłumaczy dr Biliński.

Przypomnijmy, że lekarze rezydenci, czyli pełnoprawni lekarze przechodzący szkolenie specjalizacyjne, od dawna apelują o podniesienie im zarobków. Niestety rozmowy z resortem zdrowia, akcje skierowane do parlamentarzystów nie przyniosły rezultatu. Dlatego rezydenci zdecydowali się zorganizować manifestację w Warszawie.

Praca ponad siły albo bieda
Ich protest nie dziwi, bo zarabiają 2200 – 2500 zł netto. Nie mogą normalnie funkcjonować, utrzymać rodziny. Nawet 37 proc. z nich rozważa wyjazd za granicę do pracy, a przecież w Polsce brakuje lekarzy. Inna sprawa to w ogóle wysokość lekarskich pensji, nie tylko lekarzy rezydentów. Ich zarobki kształtują się bardzo różnie i naprawdę nie każdy z nich ma w garażu przysłowiowy, najnowszy model BMW. Wielu, albo musi decydować się na pracę nawet po 80 godzin tygodniowo, albo pogodzić się z niewielkimi zarobkami. W tym momencie trzeba wyobrazić sobie matkę kilkulatka pracująca 80 godzin tygodniowo… Dlatego lekarze chcą ustawowego ustalenia przez resort zdrowia płacy minimalnej dla lekarzy.

Według samorządu lekarskiego najniższa pensja dla lekarza powinna wynosić:

– dla lekarza stażysty średnią przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw ogłaszanego przez GUS, co w 2016 roku powinno dać kwotę 4 121,41 zł brutto,

– dla lekarza bez specjalizacji – 2-krotność średniej, co w 2016 roku powinno dać kwotę 8 242, zł brutto,

– dla lekarza z I stopniem specjalizacji – 2,5-krotność średniej, co w 2016 roku powinno dać kwotę 10 303,53 zł brutto,

– dla lekarza specjalisty – 3-krotność średniej, co w 2016 roku powinno dać kwotę 12 364,23 zł brutto.

Jak wskazuje Maciej Hamankiewicz, płace należy uregulować tak, aby zapewnić każdemu lekarzowi odpowiednio do jego kwalifikacji, należne mu minimum. – Dzisiaj obserwujemy przede wszystkim brak proporcji wynagrodzenia i rozchwianie systemu płacowego.

Dr Grzegorz Krzyżanowski, członek Naczelnej Rady Lekarskiej i przewodniczący Zespołu ds. Lekarzy Zatrudnionych w Podmiotach Leczniczych, zebrał dane z jedenastu okręgowych izb lekarskich. Pokazują one np., że średnia wysokość płac w poszczególnych regionach w przypadku lekarzy bez specjalizacji jest bardzo zbliżona, ale w przypadku lekarzy specjalistów istnieją rozbieżności pomiędzy województwami.

Według danych zebranych z okręgowych izb lekarskich zarobki kształtują się następująco:
Jak zaznacza dr Grzegorz Krzyżanowski oferowane lekarzom stawki wynagrodzenia w większości województw nie przekraczają 50 proc. postulowanego przez samorząd lekarski minimalnego wynagrodzenia dla danej grupy lekarzy. Lekarze wskazują, że wynagrodzenie lekarza za pracę powinno odpowiadać rodzajowi pracy, uwzględniać nakład pracy i odpowiedzialność za podejmowane działania oraz pozostawać w odpowiedniej proporcji do wynagrodzeń innych pracowników medycznych.

Podane przez Zjazd Lekarzy oraz okręgowe izby lekarskie kwoty dotyczą wynagrodzeń lekarzy i lekarzy dentystów zatrudnionych na umowę o pracę uzyskiwanych za normatywny czas pracy czyli za 7 godzin 35 minut dziennie. Lekarze twierdzą, że w większości publikowanych raportów zawyża się kwoty doliczając zarobki za dodatkowe dyżury, czy wliczając do średniej pensje lekarzy pracujących na kontraktach. Ci, choć zarabiają więcej, nie mają: prawa do urlopu, odprowadzanych składek ZUS, limitu czasu pracy, przez co pracują nawet 80 godzin tygodniowo.

Praca w wielu miejscach
Jak podkreśla dr Jerzy Jakubiszyn, członek Naczelnej Rady Lekarskiej, przewodniczący Konwentu Prezesów Okręgowych Rad Lekarskich polscy lekarze są przepracowani. Nie mogą utrzymać się z pracy w szpitalach, muszą pracować w innych podmiotach, mają własne praktyki i nocne dyżury, pracują często nawet od 80 do 100 godzin tygodniowo.

Ponadto dodaje, że polskich lekarzy nie stać na kształcenie. Specjalistyczne kursy kosztują po kilka tysięcy złotych i niezwykle rzadko są dofinansowywane przez pracodawców.

Lekarze tłumaczą, że ich stawka godzinowa jest niższa niż mechanika samochodowego. Nie ujmując nic mechanikom samochodowym, jednak lekarze muszą kształcić się wiele lat i mają dużo większą odpowiedzialność zawodową niż nasi specjaliści od samochodów. Natomiast sytuacja rezydentów jest szczególna. Nie można stawiać ludzi ok. trzydziestki w sytuacji, w której z jednej strony nie mogą się utrzymać, a z drugiej ratują nasze życie i zdrowie.

Napisz do autora: anna.kaczmarek@natemat.pl