Tomek to polski emigrant. Mieszka w Dublinie, gdzie poza pracą prowadzi swój prywatny projekt. Każdego dnia fotografuje dwójkę swoich "szkodników", by pokazać, że powinno doceniać się te małe rzeczy, których nie zauważamy każdego dnia.
REKLAMA
Pierwszy aparat

Tomek Laskowski to polski emigrant. Mieszka w Dublinie, gdzie poza pracą prowadzi swój prywatny projekt. Każdego dnia fotografuje dwójkę swoich "szkodników", by pokazać, że powinno doceniać się te małe rzeczy, których nie zauważamy każdego dnia. Bohaterami zdjęć jest rodzeństwo: 6-letnia córka i 3-letni syn.
Ostatnio jego zdjęcia publikowały serwisy z kilku krajów, z Huffington Post'em na czele. PIsali o nim w Anglii, Irlandii, Niemczech czy Słowacji. Jak sam mówi, to dla niego sytuacja wyjątkowa, ale swoimi zdjęciami postanowił podzielić się także z nami. Publikujemy kilka z nich, więcej możecie oglądać na fanpage'u Day in Life.
Ostatnio jego zdjęcia publikowały serwisy z kilku krajów, z Huffington Post'em na czele. PIsali o nim w Anglii, Irlandii, Niemczech czy Słowacji. Jak sam mówi, to dla niego sytuacja wyjątkowa, ale swoimi zdjęciami postanowił podzielić się także z nami. Publikujemy kilka z nich, więcej możecie oglądać na fanpage'u Day in Life.
Nagła zmiana

Pierwszy aparat kupiłem w 2009. Żona była wtedy w ciąży, więc pomyślałem, że to dobry moment. Urodzi mi się córka, będę miał czym ją fotografować, będzie fajnie. Poza tym aspirowałem wtedy do miana grafika, więc chciałem mieć możliwość robienia własnych zdjęć. Z czasem zaobserwowałem, że moje zainteresowanie grafiką spada na rzecz fotografii. Aparat pozwala mi stworzyć coś fajnego w dużo krótszym czasie niż komputer.
Poniedziałkowe poranki

Szczerze wierzę w to, że życie składa się raczej z "poniedziałkowych poranków" niż z wielkich wydarzeń, i że bardzo łatwo jest stracić z oczu to, co jest najważniejsze. Zazwyczaj nie przywiązujemy większej wagi do nudnych, zwykłych i szarych dni, a skupiamy się weselach, świętach i urodzinach. Ale ile tak naprawdę mamy w życiu wesel czy rodzinnych wakacji?
Tu i teraz

Życie dzieje się tu i teraz. Gdy zaprowadzamy dzieci do szkoły i właśnie uciekł nam autobus. Gdy zostawiają ślady dłoni na świeżo umytych oknach. Kiedy właśnie dla odmiany kochają się przez parę minut zamiast jak zwykle kłócić o zabawkę. Fotografia pozwala mi zatrzymać te chwile. To są momenty, które chciałbym zapamiętać. I to są zdjęcia, które będą ważne za 20 lat.
Inspiracje

Inspiruje mnie głownie miłość i radość. Bardzo lubię fotografie reportażową, ale mam już dość wszechobecnej w niej biedy, wojny i smutku. Dlatego staram się stosować to samo podejście, ale szukam raczej szczęścia uśmiechu i beztroski.
Skąd pomysł na projekt?

Sam projekt z dzieciakami powstał bardzo organicznie i z wielu powodów . Jestem fotografem, mam aparat, większość czasu spędzam z nimi. Nic, tylko robić im zdjęcia.
Życie na emigracji

Jako że mieszkamy w Dublinie, kontakt z rodziną w Polsce jest bardzo ograniczony. Kiedy Zuza przytula laptop podczas rozmowy na Skype, a Kostek całuje kamerę, bardzo łatwo jest poczuć jak daleko od nich naprawdę jesteśmy.
Dla dziadków

Po części projekt powstał dla dziadków. By moc im pokazać to, czego nie mogą doświadczyć. Normalne życie wnuków.
Nie jest łatwo

Dodatkowo robienie nawet jednego zdjęcia dziennie często nie jest takie łatwe. Wymaga sporej dozy wysiłku i zaangażowania. A z tym zawsze miałem problem. Są momenty kiedy jestem zbyt zmęczony lub znudzony i wmawiam sobie, że dziś nie było niczego interesującego do fotografowania. To również dla mnie sposób, by się rozwijać. By walczyć z własnym lenistwem. Nie zawsze się udaje.
Historię możesz śledzić na blogu Day In Life.
Historię możesz śledzić na blogu Day In Life.
