Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Reklama.
– Osobiście wszystkiego dopilnowałem i nie odstępowałem siostry nawet na krok, aż do momentu złożenia trumny. Nie mam więc podstaw do ekshumacji Marii Kaczyńskiej celem jej ponownej identyfikacji – powiedział "Naszemu Dziennikowi" cztery lata temu. Mackiewicz już nie żyje, ale to nie zmienia tego, co powiedział.
Jarosław Kaczyński nie od dziś walczy o swoją wizję upamiętnienia ofiar wypadku prezydenckiego samolotu. Sypie oskarżeniami w stronę poprzedniej ekipy rządzącej, która jego zdaniem dopuściła się wielu uchybień. Wśród nich PiS wymienia nieudaną identyfikację zwłok ofiar. Fakt, że pomylono niektóre ciała, wyszedł na jaw po latach. Mowa tu m.in. o szczątkach Ryszarda Kaczorowskiego i Anny Walentynowicz. Prokuratorzy zajmujący się sprawą katastrofy smoleńskiej chcą, dla pewności, przeprowadzić ekshumację wszystkich pasażerów Tu-154.
Mackiewicz przekonywał, że w wypadku jego siostry badania są absolutnie zbędne. – Od chwili zidentyfikowania Marylki do złożenia w trumnie i jej zalutowania, stale czuwałem przy siostrze, modląc się. (...) Nawet na chwilę nie chciałem stracić siostry z oczu – zapewniał. Był z Kaczyńską non-stop.
Dodajmy, że ekshumacja to ostatnie na co zgodziłby się też mąż posłanki Jolanty Szymanek - Deresz. W rozmowie z Krzysztofem Majakiem o pomyśle ekshumacji Paweł Deresz mówił tak: To polityczna nekrofilia.
źródło: fakt.pl