
Potwierdza się, że największym wrogiem Prawa i Sprawiedliwości nie są politycy opozycji, a... wątły budżet państwa. Z powodu braku pieniędzy partia rządząca zmuszona jest wycofać się z jednej z najważniejszych obietnic wyborczych. Na północy kraju PiS zyskał bowiem wyborców zapowiedzią przekopania Mierzei Wiślanej i uniezależnienia żeglugi po Zalewie Wiślanym od Rosji. Teraz okazuje się, że rządu Beaty Szydło na to nie stać.
REKLAMA
Kanał przez Mierzeję Wiślaną miał utrzeć nosa Rosjanom, a zarazem dać szansę na odżycie miastom i miasteczkom położonym nad Zalewem Wiślanym. Prawo i Sprawiedliwość obiecywało, że kwestią czasu jest przywrócenie świetności portom w Elblągu i Fromborku, które stały się praktycznie bezużyteczne, gdy Rosja utrudniła żeglugę przez Cieśninę Pilawską.
Jeszcze przed miesiącem wyborcy PiS z tego regionu mogli ufać, że partia rządząca nie zamierza ociągać się ze spełnieniem tak ważnej obietnicy. 24 maja rząd Beaty Szydło przyjął w tej sprawie odpowiednią uchwałę. Przy okazji przedstawiono też wstępne koszty planowanej inwestycji. Oszacowano je na 880 mln zł. W sytuacji, gdy Beata Szydło i Jarosław Kaczyński w zaledwie pół roku musieli zadłużyć państwo już na 47 mld zł, setek milionów złotych na kolejne obietnice z czasów kampanii wyborczej brakuje.
Jak donosi "Gazeta Wyborcza", Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej niespodziewanie postanowiło wszcząć działania, które sprawią, że start flagowej inwestycji zostanie odłożony w czasie. Oficjalnym powodem jest rzekoma potrzeba opracowania nowego raportu oddziaływania przekopu Mierzei Wiślanej na środowisko. Takie dokument powstał już za czasów Platformy Obywatelskiej, ale PiS twierdzi, że konieczne jest powtórzenie tych prac.
Spekuluje się jednak, że minister Marek Gróbarczyk w ten sposób ratuje rząd przed koniecznością zorganizowania w budżecie państwa kolejnych niebagatelnych sum, czyli de facto pogłębianie gigantycznego zadłużenia państwa.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
