Fot. Facebook / Team Novo Nordisk

– Na obozie talentów mieliśmy ostatnio pierwszego chłopaka z Polski. Szesnastolatek, trochę cichy, ale ma duży potencjał – w głosie Phila Southerlanda nie ma zwyczajowej kurtuazji. Słychać za to szczerą dumę z tego, że koszulka Team Novo Nordisk to marzenie setek dzieciaków na całym świecie, które podobnie jak on sam kiedyś, spędzają kilkanaście godzin w tygodniu na rowerze i którym być może, tak samo jak jemu kiedyś, ktoś powiedział, że profesjonalny sport i cukrzyca nie mogą iść w parze. Okazuje się, że mogą. I to z sukcesami, czego najlepszym dowodem jest udział Team Novo Nordisk – jedynej drużyny na świecie złożonej w całości z kolarzy-diabetyków – w tegorocznym Tour de Pologne.

REKLAMA
„Sport to wart miliardy dolarów lek na cukrzycę. Szkoda, że mimo to nie jest najczęściej przepisywanym” – to Twoje słowa. Dlaczego tak uważasz?
Ćwiczenia naprawdę pomagają kontrolować poziom cukru. Dla chorych na cukrzycę codzienne funkcjonowanie może być wyzwaniem, a systematyczne uprawianie sportu znacznie je ułatwia. Oczywiście, ćwiczenia powinniśmy „wydawać na receptę” wszystkim, nie tylko diabetykom. Nie każdy musi przecież zaliczać 160-kilometrowe trasy rowerowe. Można raz na jakiś czas objechać okolicę, można chodzić na spacery. Sport na pewno jest lekarstwem – mamy badania, które to potwierdzają.
logo
Phil Southerland, założyciel i prezes Team Novo Nordisk Fot. materiały prasowe / Team Novo Nordisk
Ludzie z cukrzycą nie boją się uprawiać sportu? Jeszcze kilka lat temu zalecano, aby się raczej nie przemęczali.
15 lat temu w USA tak właśnie było. Diabetykom mówiono: nie ćwiczcie. Dekadę temu, kiedy moja drużyna Team Type 1, w której ścigali się również diabetycy, zaczynała działalność, było nam bardzo ciężko przekonać opinię publiczną, że wysiłek fizyczny nie jest dla diabetyków przeciwwskazaniem.
Dlatego też znaczna część naszej działalności skupia się na edukacji. Przekonujemy ludzi, że życie z cukrzycą jest po prostu łatwiejsze, kiedy uprawia się sport. Oczywiście, trzeba to robić z głową. Nasi zawodnicy zawsze mają przy sobie insulinę i jedzenie. Bo kontrolowanie cukrzycy polega właśnie na tym, żeby zawsze spodziewać się niespodziewanego. Posługując się terminologią baseballową: cukrzyca to taka „podkręcona piłka” od życia: myślisz, że poleci prosto, a ona w ostatnim momencie, nie wiedzieć czemu, zakręca. Dlatego aby te piłki łapać, trzeba zawsze mieć przy sobie „rękawice”.
logo
Oprócz odpowiedzi na pytania o wyniki sportowe każdy członek Team Novo Nordisk chętnie opowie, jak to możliwe, że z cukrzycą można profesjonalnie uprawiać sport Fot. Facebook / Team Novo Nordisk
Kolarski team złożony z diabetyków to głównie twój pomysł – jak na to wpadłeś?
Na początku była drużyna Team Type 1. Mieliśmy paru sportowców z cukrzycą typu 1, odnosiliśmy sukcesy. Podczas jednej z prezentacji na temat zespołu podszedł do mnie Jakob Riis z Novo Nordisk. Powiedział, że bardzo mu się podoba idea przedsięwzięcia i że jego firma chętnie włączy się w sponsoring. Jakob podzielał mój entuzjazm, wierzył w moją wizję, ale zaznaczył, że jeśli Novo Nordisk ma nam pomóc, drużyna musi w całości składać się z kolarzy chorych na cukrzycę. Zastanawiałem się, czy będziemy w stanie tego dokonać. W drużynie było czterech diabetyków, a potrzebowaliśmy 16. Stwierdziliśmy jednak, że warto zaryzykować. I tak powstał Team Novo Nordisk.
Jak znaleźliście kolarzy? Chyba dostatecznie trudno jest w ogóle znaleźć dobrych zawodników, co dopiero dobrych zawodników z cukrzycą.
Wysłaliśmy pisma do wszystkich możliwych federacji z pytaniem, czy znają sportowców z cukrzycą. Reklamowaliśmy się w gazetach. Sprawdzaliśmy wszystkich kolarzy-diabetyków, jakich tylko mogliśmy znaleźć. Znacznie rozbudowaliśmy zaplecze, prowadziliśmy masę testów i właściwie o włos zdążyliśmy zgłosić odpowiednią liczbę sportowców.
Pierwszy rok był bardzo ciężki. Naszym zawodnikom brakowało pewności siebie, bo w większości nigdy wcześniej nie ścigali się na zawodowym poziomie. Nie byliśmy szanowani w peletonie. Zawodnicy innych teamów patrzyli na nas jak na bandę amatorów, którzy dostali profesjonalne kontrakty tylko dlatego, że mają cukrzycę, a nie dlatego, że miejsce w teamie wywalczyli sobie ciężką pracą.
logo
Phil Southerland: Jeśli po wyścigu podejdzie do nas choćby jeden dzieciak i powie: „Jesteście moimi bohaterami, dzięki wam wiem, że można żyć lepiej” – to tak naprawdę tylko to się liczy Fot. Facebook / Team Novo Nordisk
Spotkaliście się z przejawami nienawiści?
Nie użyłbym tego słowa, ale łatwo nie było. Przykładowo, kiedy Peter Sagan, jeden z najlepszych kolarzy świata, chce się przesunąć wyżej w peletonie, wszyscy zjeżdżają mu z drogi, bo darzą go szacunkiem. Sportowcy z drużyn, które nie cieszą się taką renomą, są spychani na bok. Musieliśmy zapracować na szacunek. Pokazać, że koszulka Team Novo Nordisk nie jest wymówką w razie porażki.
Powoli uczyliśmy się kontrolować poziom cukru u zawodników, wypracowaliśmy swój system, co znacznie podniosło ich poziom pewności siebie. Wtedy zaczęły przychodzić wyniki: miejsca w pierwszych dziesiątkach, miejsca na podium. Chłopcy uwierzyli we własne możliwości i w możliwości drużyny. To był efekt długoterminowej strategii: zainwestowaliśmy znaczne środki w zaplecze, w drużynę juniorską. Obecnie organizujemy obozy talentów, na które latem zapraszamy około pięćdziesiątki dzieciaków na testy. Udaje nam się wyłowić niesamowite talenty. Pojawia się element konkurencji o miejsce w teamie, to podwyższa poziom.
Po kilku latach mogę powiedzieć, że nasz team cieszy się szacunkiem zarówno w peletonie, jak i w oczach innych menedżerów, którzy zdają sobie sprawę, że pula talentów, z której możemy czerpać, jest zawężona tylko do osób z cukrzycą, co stanowi duże wyzwanie.
Co jest najtrudniejsze dla zawodników z cukrzycą podczas wyścigu?
Sukces profesjonalnego sportowca opiera się na eliminowaniu zmiennych. Musisz być doskonale przygotowany, pilnować wagi, wykonywać plan treningowy w 100 procentach – nie ma miejsca na wymówki. My musimy dołożyć jeszcze kontrolowanie cukrzycy. Z tyłu głowy masz zawsze myśl: czy nogi bolą mnie dlatego, że za bardzo się forsuję, czy dlatego, że potrzebuję insuliny?
logo
Zawodnicy Team Novo Nordisk niczym nie różnią się od pozostałych profesjonalnych kolarzy. Może tylko tym, że muszą „więcej myśleć” Fot. Facebook / Team Novo Nordisk
Nasi zawodnicy muszą brać pod uwagę znacznie więcej czynników, niż „zwykli” sportowcy. Kiedy kończy się wyścig, zwykli kolarze idą jeść, potem na masaż i do łóżka. Niczym innym nie muszą zaprzątać sobie głowy. Diabetycy nie mają takiej możliwości – myślenia o cukrzycy nie wolno wyłączyć.
Pomaga z pewnością fakt, że z chorobą zmagają się wszyscy zawodnicy w teamie. Zaplecze medyczne, owszem, bardzo pomaga, ale tak naprawdę to oni nawzajem są dla siebie największym wsparciem. Bo to, czy cukrzycą zarządzasz prawidłowo, zależy tylko od ciebie. Zawodnicy wymieniają się doświadczeniami. Najlepsze rozwiązania wypracowują między sobą, nie z lekarzami. Bez urazy dla lekarzy, ale tak po prostu jest.
Dokładnie to samo mówili mi sami zawodnicy. Czy Twoim zdaniem ta specjalna więź sprawia, że atmosfera w Team Novo Nordisk jest lepsza niż w innych drużynach?
Nazwałbym to swego rodzaju braterstwem. Tak naprawdę ta specjalna więź dotyczy wszystkich diabetyków na całym świecie. Kiedy lecę samolotem i widzę, że pasażer obok mnie ma pompę insulinową, od razu zagaduję: „Cześć, ile to już lat?”. I to wystarczy, po chwili rozmawiamy jak starzy znajomi.
Dodatkowo naszych chłopaków motywuje fakt, że mogą przyczynić się do zmiany sposobu myślenia o cukrzycy. Drużyna przygotowawcza, juniorska, letnie obozy – to wszystko funkcjonuje dzięki temu, że oni odnoszą kolejne sukcesy. Są inspiracją dla dzieciaków z cukrzycą na całym świecie. Również dla tych, które być może parę dni wcześniej usłyszały diagnozę i są tym przerażone. Team Novo Nordisk daje im nadzieję, pokazuje, że z cukrzycą można normalnie żyć, ba, ścigać się w profesjonalnym teamie. Fakt, że mogą być wzorami do naśladowania daje naszym zawodnikom dodatkowego „kopa”.
logo
Fot. Facebook / Team Novo Nordisk
Misja edukacyjna to jedno, ale jako profesjonalna drużyna, która pnie się po szczebelkach drabiny wyników coraz wyżej, jesteście z pewnością głodni sukcesów. Co Twoim zdaniem jest dla zawodników istotniejsze?
Oba te aspekty idealnie się uzupełniają. Naszym hasłem jest „Educate, Empower, Inspire” („inspiracja, edukacja, zaangażowanie”). Jedynym sposobem, abyśmy mogli dotrzeć z tym przesłaniem do wszystkich chorych na świecie, to zakwalifikować się do Tour de France – największego, najszerzej nagłaśnianego wyścigu świata. To nasz cel na rok 2021, na który przypada stulecie wynalezienia insuliny.
Z drugiej strony, kiedy po przegranym wyścigu podejdzie do nas choćby jeden dzieciak i powie: „Jesteście moimi bohaterami, bo dzięki wam wiem, że można żyć lepiej” – to tak naprawdę tylko to się liczy. Kiedy jednak wygrywamy, takich dzieciaków podchodzą setki. Jesteśmy więc jedynym teamem, który przegrywając wyścig, i tak go wygrywa.
Sam od dziecka zmagasz się z cukrzycą. Od dziecka również jeździłeś na rowerze. Miałeś podobnych idoli?
Nie i bardzo mi takich autorytetów brakowało. Wiem, że dzięki nim miałbym jakiś punkt odniesienia, cel, do którego mógłbym dążyć. Nie byłoby dla mnie rzeczy niemożliwych. Poza tym moim rodzicom byłoby dużo łatwiej – ktoś dałby im dowód, że ich dziecko sobie poradzi, że będzie mogło wieść normalne życie i jednocześnie mierzyć się z najlepszymi.
Rodzice, z którymi dzisiaj rozmawiasz, nie mają obaw, że ich chore na cukrzycę dziecko chce zostać profesjonalnym sportowcem?
Od 2,5 roku sam jestem rodzicem i dobrze wiem, co to troska. Rodzice tak naprawdę nigdy nie przestają martwić się o swoje dzieci. Z drugiej strony, rodzice, których spotykam, często nie kryją wzruszenia, bo dajemy im nadzieję na to, że ich dzieci poradzą sobie w życiu. Mojej mamie powiedziano, że prawdopodobnie nie dożyję 25. urodzin, a w najlepszym razie do tego czasu oślepnę. Team Novo Nordisk ma znaczny udział w zmianie takiego sposobu myślenia. To dla mnie największa motywacja, żeby codziennie wstawać do pracy.
Pamiętasz konkretny moment, w którym pomyślałeś, że to ,co robicie, jest ważne?
Były dwa takie momenty. Pierwszy – na obozie talentów. Mieliśmy grupę 16-latków, z których wszyscy w pewnym momencie stwierdzili, że cieszą się, że mają cukrzycę, bo dzięki temu ich marzenia o dołączeniu do profesjonalnego teamu mają szansę się spełnić. Po raz pierwszy w życiu usłyszałem, że ktoś jest zadowolony z tego, że ma cukrzycę! Nie mówiąc już o tym, że będąc nastolatkiem, nie chcesz być „inny” – chcesz „pasować”. A tu mam dzieciaki, którym ta „inność” nie przeszkadza, wręcz przeciwnie.
Drugi moment jest związany z rywalizacją. Stałem na linii mety, kiedy Kevin de Mesmaeker, jeden z naszych zawodników, zajął trzecie miejsce w Tour de California 2014. Uśmiech na jego twarzy, kiedy zorientował się, czego dokonał, i radość wszystkich w drużynie to coś, czego nigdy nie zapomnę.
Myślisz, że w trakcie Tour de Pologne jest szansa na podobny moment?
Zdecydowanie. To nasz pierwszy wyścig klasy Pro Tour. Mamy szansę zaprezentować się wśród najlepszych drużyn świata i choć rywalizacja na pewno nie będzie łatwa, mam nadzieję, że odniesiemy sukces. Jestem za to spokojny o stronę „edukacyjną”, również dzięki waszemu zaangażowaniu, za co jesteśmy bardzo wdzięczni.
Cała przyjemność po naszej stronie. A tak szczerze, w jaki rezultat celujecie?
Nie chcę się jednoznacznie deklarować. Mamy nadzieję załapać się do kilku pierwszych dziesiątek w szybkich rundach. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony tegorocznymi wynikami Javiera Megiasa i tym, jak zespół z nim współpracuje. Liczę więc, że będzie miał swój dzień na Tour de Pologne. Nie tracę też nadziei na dobre miejsce w klasyfikacji generalnej, bo tak naprawdę po tym poznaje się prawdziwą siłę zespołu. Zapewniam, że nie jedziemy do Polski w charakterze maskotek. Pokażemy, że naprawdę zasługujemy na swoje miejsce w tym tourze.

Artykuł powstał we współpracy z firmą Novo Nordisk.