
Pomnik Lecha Kaczyńskiego dzieli Polaków już w Warszawie, teraz będzie dzielił w Białymstoku? Wszystko na to wskazuje. Podlascy działacze PiS z ministrem rolnictwa Krzysztofem Jurgielem na czele chcą postawić pomnik byłego prezydent, bo dotychczasowe tablice upamiętniające są w ich ocenie zbyt skromne.
REKLAMA
Gdy działacze PiS tłumaczą, dlaczego musi stanąć pomnik Lecha Kaczyńskiego na Krakowskim Przedmieściu przed Pałacem Prezydenckim, najczęściej pojawia się argument, że tu pracował prezydent i tu zbierały się tłumy by wyrazić swój żal w obliczy katastrofy prezydenckiego Tupolewa. A co ma wspólnego Lech Kaczyński z Białymstokiem? Właściwie nie wiadomo. Ale i tak w ciągu dwóch lat ma tam powstać jego pomnik.
Zadbać o to ma minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel, grupa podlaskich działaczy PiS i komitet budowy pomnika. W skład tego szacownego grona wchodzą między innymi poseł Dariusz Piontkowski, wojewoda podlaski Bohdan Paszkowski i senator Jan Dobrzyński.
Pomnik ma powstać w ciągu najbliższych lat. Kosztować będzie 100-200 tysięcy złotych, a pieniądze mają pochodzić ze zbiórek publicznych. Skąd ta cena? Krzysztof Jurgiel wyjaśnia, że tyle kosztowały w innych rejonach kraju.
W sieci już pojawiły się pierwsze komentarze. 'Kaczyński jak Lenin, wiecznie żywy”, Tylko jeden? Takie wielkie miasto, trochę wstyd” – i dalej w tym tonie. Komitetu te głosy raczej jednak nie zniechęcą, a o lokalizacji pomnika ma zadecydować konserwator zabytków. Ciekawe, czy będzie z tym taki problem, jaki jest w Warszawie.
Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl
źródło: "Gazeta Wyborcza"
