Beata Szydło przekonuje, że Polacy płacą jej za rządzenie, nie interpretowanie słów Baracka Obamy.
Beata Szydło przekonuje, że Polacy płacą jej za rządzenie, nie interpretowanie słów Baracka Obamy. Fot. Sławomir Kamiński / AG

Słowa Baracka Obamy o praworządności w Polsce to dla ekipy rządzącej problem. Widać to po zdenerwowaniu jej przedstawicieli po pytaniach na ten temat. Nerwowo zareagowała także Beata Szydło, która zwołała konferencję prasową, by pochwalić się sukcesem szczytu. Dziennikarze pytali też o słowa prezydenta USA, ale szefowa rządu nie miała ochoty o tym mówić.

REKLAMA
Po piątkowym spotkaniu z Andrzejem Dudą Barack Obama "wyraził zaniepokojenie" sytuacją wokół Trybunału Konstytucyjnego. Politycy PiS na wszelkie możliwe sposoby próbują odwrócić kota ogonem. Jarosław Kaczyński przekonywał, że z wystąpienia prezydenta USA zapamiętał pochwały.
Inną taktykę przyjęła szefowa rządu. Beata Szydło zwołała konferencję prasową, by także na nią spłynęły zasługi za sukces szczytu NATO. W zbudowanym na potrzeby szczytu centrum konferencyjnym razem z Antonim Macierewiczem, Mariuszem Błaszczakiem i Witoldem Waszczykowskim.
Ale później przyszedł czas na pytania. Jeden z dziennikarzy spytał o interpretację słów Baracka Obamy. – Polacy nie płacą mi za interpretowanie, ale za rządzenie. Szczyt NATO był sukcesem i to chcę podkreślić – stwierdziła Beata Szydło. W takim razie ciekawe, jaki procent pensji oddaje Jarosławowi Kaczyńskiemu. Wszak to on rządzi, Szydło co najwyżej administruje.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl