
– Polska osiągnęła największy w ostatnich 300 latach sukces, jeśli chodzi o doganianie Zachodu. Dzielą Polskę wewnętrznie, akurat wtedy, gdy zwiększają się zewnętrzne zagrożenia. To tak, jakby realizować plan Putina – mówi w rozmowie z "Newsweekiem" prof. Leszek Balcerowicz.
REKLAMA
Kaczyński nazywa Balcerowicza szkodnikiem. W wywiadzie z "Newsweekiem" Balcerowicz przekonuje, że to szef PiS szkodzi Polsce. Dodaje, że tymi konkretnymiinwektywami ze strony prezesa się nie przejmuje.
– Gdyby to zrobił Władysław Bartoszewski, Jan Nowak-Jeziorański, Zbigniew Brzeziński czy parę innych osób, tobym się przejął. Zastanowiłbym się, czy nie mają racji. Ale dlaczego miałbym się przejmować opinią Kaczyńskiego? – pyta.
Balcerowicz tłumaczy, że PiS celowo zmobilizował pokłady frustracji, które istnieją w każdym społeczeństwie. Odpowiednio kierując emocjami, wykorzystał takie grupy jak "frankowiczów", przeciwników gimnazjów i sześciolatków w szkołach, czy zwolenników przywrócenia niższego wieku emerytalnego.
– Tak długo, jak ma się środki na spełnianie obietnic, to sporą część ludzi można przekupywać. Ale my nie mamy nadwyżki w budżecie, tylko wysoki deficyt - wyjaśnia.
Dlaczego w takim razie PiS wygrał wybory? Zdaniem Balcerowicza przyczyniły się do niego jaskrawe błędy PO. Największym błędem poprzedniej władzy był skok na OFE, który Balcerowicz nazywa splunięciem w twarz.
– Dalej, kiedy latem 2014 roku wybuchła afera podsłuchowa, PO przyjęła najgorszą z możliwych strategii: powtarzała, że skandalem są same podsłuchy, a nie to, co ujawniły. Do tego jeszcze ta nieszczęsna doktryna ciepłej wody w kranie! Fantastyczny pomysł, by pozyskać młodych! – ocenia.
Rozmówca "Newsweeka" zwraca także uwagę na reakcję PO na protesty górników. – Poza tym na krótko przed wyborami wybuchły strajki górników. I co wtedy zrobili politycy PO? Umizgiwali się do związkowców. Obiecali pomoc dla górnictwa, naśladując PiS, a to też odpychało wyborców, którzy nie chcieli PiS bis – mówi.
Balcerowicz od dawna zwraca uwagę na błędne posunięcia PiS, za co spotyka się z ostrą krytyką zwolenników władzy. "Jak skrytykujesz PiS to jesteś albo złodziejem, albo zdrajcą, albo zaprzańcem. To jest niesłychanie brutalny język. I to jest język oficjalny" - mówił niedawno.
Kilka miesięcy temu były minister finansów wszedł do rządu Ukrainy jako doradca prezydenta Poroszenki. Zajął stanowisko szefa grupy wspierającej reformy na wschodzie.
źródło: Newsweek
