
Nie wszystkich cieszą Światowe Dni Młodzieży. Życie zwykłych mieszkańców Krakowa na kilka dni zamieni się w koszmar, o który wcale nie prosili. Władze miasta i pracodawcy radzą krakowianom, aby na te kilka dni opuścili miasto. Wielu nie trzeba namawiać, bo już dawno zaplanowali ucieczkę przed ŚDM.
Moja córka ma niecały rok. Nie boję się tego, że ludzie zadepczą nas we własnym mieszkaniu, tylko o to, co będzie w razie potrzeby dostania się do szpitala. Takie miejsca mogą być przepełnione, nie wspominając o problemach z samym dojazdem.
Boję się też, że nawet jeśli zamachu nie będzie to może wybuchnąć panika. ludzie są teraz przeczuleni. Na Krakowskim rynku w Boże Ciało ktoś zostawił opakowanie po gazie do zapalniczek i ludzi zaczęli gadać między sobą, że to bomba może być. Wtedy przyszedł ochroniarz i wziął w rękę to pudełko i poszedł. Ale prawda jest taka, że tak może wyglądać bomba, a nasze służby są właśnie tak przygotowane, żeby podejrzany przedmiot szturchnąć nogą i podnieść.
Mordaski pisze o ludziach, którzy wyjeżdżają z Krakowa właśnie z powodu strachu przed zamachami. – Moje dzieci tam będą i… prawdę mówić nie wiem, co zrobić. Czy im w ogóle pozwolić wziąć udział w mszy podczas ŚDM. Z jednej strony to okazja przeżyć taką uroczystość, a z drugiej boję się o ich życie – twierdzi pani Elżbieta, matka dwóch gimnazjalistów cytowana przez Krknews.pl. Ten strach spotęgowały zamachy w Nicei, które są jasnym sygnałem, że dziś nikt w Europie nie może czuć się bezpiecznie.
Karol, który pracuje przy organizacji ŚDM mówi wprost. – W mojej ocenie prawdopodobieństwo zamachów jest duże, ale ja się nie boję. Nie ma na świecie systemów, które skontrolują półtora miliona ludzi – mówi. Ma nadzieje, że jeśli coś się wydarzy, nie będzie go wtedy w pobliżu. Dziś, podobnie jak inni mieszkańcy Krakowa bardziej martwi się o dojazd do pracy. Aby dostać się do biura, będzie potrzebował aż trzech różnych przepustek. Właśnie dlatego pracodawcy zalecają, aby właśnie w tym czasie krakowianie wybierali się na urlopy lub pracowali zdalnie.
Niektórzy krakowianie śmieją się z tych obaw. ŚDM nie jest dla nich zagrożeniem, tylko szansą na biznes. Power banki, płaszcze przeciwdeszczowe, czy nawet zwykłe drożdżówki. Sprzedawcy prześcigają się w pomysłach na biznes i ani myślą o ucieczce. Niektórzy wyjeżdżają tylko po to, aby wynająć swoje mieszkania pielgrzymom.
Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl
