
Nie wszystkich cieszą Światowe Dni Młodzieży. Życie zwykłych mieszkańców Krakowa na kilka dni zamieni się w koszmar, o który wcale nie prosili. Władze miasta i pracodawcy radzą krakowianom, aby na te kilka dni opuścili miasto. Wielu nie trzeba namawiać, bo już dawno zaplanowali ucieczkę przed ŚDM.
– Kto może, ten ucieka. Ja wysłałem swoją żonę z dzieckiem na wakacje – mówi Karol, który mieszka kilkaset metrów od krakowskich Błoń. Mój rozmówca nie chce nakręcać atmosfery paniki i zapewnia, że nie zna osobiście nikogo, kto opuszczałby miasto ze względu na zamachy. Ale jak mówi, wiele osób właśnie z tego powodu nie chce pracować przy ŚDM. A takich osób - sprzedawców, ochroniarzy, wolontariuszy będą tysiące.
Karol
Mieszkaniec Krakowa

Innego zdania jest żona Karola. – Boję się bardzo. On jest właśnie jedną z osób, które pracują przy organizacji ŚDM. Schizuję się, że jak coś się wydarzy, to na sto procent on będzie w najbliższej okolicy – mówi mi Anka, żona Karola.
Anka
Opuściła Kraków na czas ŚDM
O strachu przed ŚDM słyszy się dzisiaj w domach, na krakowskich ulicach oraz z mediów. Portal krknews.pl zamieścił artykuł Łukasza Mordarskiego, który pisze o lęku przed ŚDM. Za grosz nie wierzy zapewnieniom władz, które starają się uspokajać pielgrzymów i mieszkańców. Każdy zdaje sobie sprawę, jak wielu ludzi przyjedzie w okolice Krakowa. Nikt nie może dać żadnych gwarancji bezpieczeństwa.
Strach o dzieci Mordaski pisze o ludziach, którzy wyjeżdżają z Krakowa właśnie z powodu strachu przed zamachami. – Moje dzieci tam będą i… prawdę mówić nie wiem, co zrobić. Czy im w ogóle pozwolić wziąć udział w mszy podczas ŚDM. Z jednej strony to okazja przeżyć taką uroczystość, a z drugiej boję się o ich życie – twierdzi pani Elżbieta, matka dwóch gimnazjalistów cytowana przez Krknews.pl. Ten strach spotęgowały zamachy w Nicei, które są jasnym sygnałem, że dziś nikt w Europie nie może czuć się bezpiecznie.

– Pracuję w instytucji publicznej i w zeszłym tygodniu policja przeszkoliła nas z materiałów ABW na wypadek zamachów – mówi Paulina z Krakowa. Sama zostaje w mieście, choć też planowała ucieczkę - podobnie, jak połowa jej firmy. Szefowie Pauliny zakazali jednak brania urlopów na czas ŚDM, bo wszystkie ręce będą potrzebne na pokładzie.
Karol, który pracuje przy organizacji ŚDM mówi wprost. – W mojej ocenie prawdopodobieństwo zamachów jest duże, ale ja się nie boję. Nie ma na świecie systemów, które skontrolują półtora miliona ludzi – mówi. Ma nadzieje, że jeśli coś się wydarzy, nie będzie go wtedy w pobliżu. Dziś, podobnie jak inni mieszkańcy Krakowa bardziej martwi się o dojazd do pracy. Aby dostać się do biura, będzie potrzebował aż trzech różnych przepustek. Właśnie dlatego pracodawcy zalecają, aby właśnie w tym czasie krakowianie wybierali się na urlopy lub pracowali zdalnie.
Zagrożenie? Biznes! Niektórzy krakowianie śmieją się z tych obaw. ŚDM nie jest dla nich zagrożeniem, tylko szansą na biznes. Power banki, płaszcze przeciwdeszczowe, czy nawet zwykłe drożdżówki. Sprzedawcy prześcigają się w pomysłach na biznes i ani myślą o ucieczce. Niektórzy wyjeżdżają tylko po to, aby wynająć swoje mieszkania pielgrzymom.
W Krakowie krąży dziś wiele plotek na temat Światowych Dni Młodzieży. Mówi się, że nie będą działały telefony komórkowe, a nawet urządzenia komunikacyjne używane przez organizatorów. Wszystko z powodu ogromnej liczby ludzi na małym obszarze.
Służby nie ujawniały dotąd żadnych wiarygodnych przesłanek, które potwierdzałyby zasadność obaw mieszkańców Krakowa i części pielgrzymów, którzy zrezygnowali z przyjazdu na ŚDM. Jednak każdy racjonalnie myślący człowiek wie, że organizacja tak dużej imprezy zawsze wiąże się z ryzykiem, a działający w konspiracji agenci nie zdradzą swoich technik operacyjnych.
Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl
