
Mężczyzna, który znalazł zwłoki Ewy Tylman, oraz dwójka pracowników zakładu pogrzebowego, mają usłyszeć zarzuty. Chcieli zarobić na zdjęciach ciała.
REKLAMA
Nie wystarczyły przeprosiny i skrucha. Prokurator wezwał trójkę mężczyzn na przesłuchanie. Grozi im do pięciu lat pobytu za kratkami. – Zrobili coś wyjątkowo nagannego moralnie, ale też mogli utrudnić prace prokuratury – komentował dla rmf24.pl, poznański prokurator Łukasz Bieka.
Poznaniacy przez kilka miesięcy żyli historią Ewy Tylman. 26-letnia kobieta zaginęła osiem miesięcy temu. Po raz ostatni była widziana w nocy z 22 na 23 listopada 2015 r. w okolicach ul. Mostowej. Wracała po imprezie do domu, nie sama. Odprowadzał ją kolega, Adam Z., który jest podejrzany o zabójstwo i cały czas przebywa w areszcie.
Przeprowadzone badanie nie pozwoliło zidentyfikować ciała, ani odpowiedzieć na pytanie o przyczyny śmierci. Badania będą kontynuowane. Wszystko jednak wskazuje na to, że to zwłoki poszukiwanej młodej kobiety. Znaleziono przy nich m.in. kartę bankomatową należąca do Tylman.
Ciało w Warcie odkrył mężczyzna, który przed przyjazdem policji fotografował znalezisko, a także nakręcił filmik. Usiłował sprzedać materiał mediom. Natomiast kolejni dwaj, pracownicy zakładu pogrzebowego, zostali zarejestrowani przez kamery w prosektorium.
Teraz to zdjęcia, z ich wizerunkami, trafią do policyjnego archiwum. Na razie stracili telefony, którymi fotografowali zwłoki. Policja zabezpieczyła je. Mężczyźni mogą usłyszeć m.in. zarzuty zbezczeszczenia zwłok i utrudniania śledztwa.
Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl
Źródło rmf24.pl
