Marian Saska: Lekarze będą musieli wybierać pacjentów, którym zechcą pomóc. Wielu chorych może nie doczekać wizyty

Pacjenci ze schorzeniami kardiologicznymi obawiają się "dobrej zmiany".
Pacjenci ze schorzeniami kardiologicznymi obawiają się "dobrej zmiany". Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta
Decyzja Ministerstwa Zdrowia o zmniejszeniu finansowania kardiologii interwencyjnej jest niezrozumiała i szkodliwa. Będzie mniej placówek leczących chorych, co sprawi, że kolejki znacznie się wydłużą a jakość leczenia pogorszy – mówi naTemat Marian Saska, prezes Stowarzyszenia Pacjentów z Chorobami Serca i Układu Krążenia „EkoSerce”.

Dlaczego chorzy boją się zmian w wycenie kardiologii interwencyjnej? 

Obniżenie nakładów na kardiologię spowoduje znaczne pogorszenie jakości i dostępności do leczenia. Zwyczajnie cofniemy się w rozwoju.

Sytuacja obecnie wygląda tak, jakby pewne dziedziny medycyny były bardziej istotne, mimo, iż największą śmiertelność powodują choroby serca i układu krążenia. Pacjentów kardiologicznych jest aż 15 proc. spośród wszystkich chorych. To ogromna liczba. Obniżenie nakładów sprawi, że ta liczba jeszcze wzrośnie, bo stracimy kolejne placówki, kolejki znacznie się wydłużą, będziemy leczeni znacznie dłużej i gorzej, a przez to umrze wiele osób nie doczekawszy nawet wizyty u lekarza. Obecne działania rządu są kompletnie niezrozumiałe. To na pewno nie jest ta szumnie zapowiadana dobra zmiana.

Sądziłem, że ten rząd będzie podejmował uczciwe i mające poparcie w rzeczywistości decyzje. A ta decyzja nie ma żadnego poparcia w faktach. Nie ma żadnych argumentów.

Czy zwiększenie nakładów na kardiologię zachowawczą nie jest, tak jak tłumaczy teraz resort zdrowia, bardziej potrzebne z powodu dużej śmiertelności osób, które przeszły zawał?

Planowane zmiany spowodują jedynie to, że szpitale będą unikać leczenia trudnych przypadków i pacjentów wymagających długiego procesu leczenia. Resort proponuje zmiany w obszarze, który wcale tego nie wymaga.

Polska słynie z ogromnych osiągnięć w dziedzinie kardiologii. Sugerowanie lekarzom jakie metody powinni przyjmować jest wchodzeniem w ich kompetencje. To jest zmiana kosztem czegoś innego. Konkretnie naszego zdrowia i życia. Ponadto resort nie ma żadnych argumentów za tymi zmianami. Podkreślam – żadnych! Te zmiany będą jedynie prowadzić do tego, że teraz ludzie będą umierać w trakcie zawału.

Jakie działania powinien podjąć resort zdrowia, żeby poprawić sytuację pacjentów z chorobami serca?

Po pierwsze nie należy psuć tego, co dobrze funkcjonuje. Myślę jednak, że te propozycje zmian wynikają wyłącznie z niewiedzy. Rząd nie wie gdzie i jakie zmiany należy wprowadzić, więc chwyta się wszystkiego, niestety zupełnie na oślep.

Przede wszystkim Ministerstwo Zdrowia powinno rozmawiać z pacjentami. To jest niedopuszczalne, że podejmuje się takie decyzje bez konsultacji z chorymi. To nie jest garstka ludzi, tylko ogromna część wszystkich chorych. I wszelkie zmiany powinny być poparte realnymi potrzebami. Faktami.


Wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda powiedział niedawno, że aby zmniejszyć kolejki trzeba mieć wiedzę jak to zrobić. Zabawne. Czyżby nieodpowiedni ludzie na nieodpowiednich stanowiskach?

Ważna jest profilaktyka, ale i tu widzę duży problem. Weźmy zresztą przykład z ostatnich dni. Do Rady Miasta Katowic wpłynął obywatelski projekt uchwały, który zakładał stworzenie systemu informującego o przekroczeniu dopuszczalnych norm jakości powietrza. Zresztą projekt genialny, bardzo rozsądny finansowo, bo rozłożony na 10 lat. Dla mnie oczywiste było, że ten pomysł zostanie jednogłośnie przyjęty. I wie Pani co się stało? Został odrzucony, a tłumaczenia Rady są tak absurdalne, że trudno w to uwierzyć. A przecież nawet dziecko wie jak źle na ludzki organizm wpływa zanieczyszczone powietrze. Nie mówiąc o wpływie na ludzi chorych. To są podstawy.

Zmiany powinny być dopasowane do warunków społecznych. A nasze społeczeństwo się starzeje. I to w zastraszającym tempie.
Jakie największe problemy systemowe zgłaszają pacjenci ze schorzeniami kardiologicznymi?

To są na pewno kolejki do lekarzy specjalistów. Długi czas oczekiwania na wizytę nie sprzyja chorym, zwłaszcza cierpiącym na choroby serca i układu krążenia.

Druga sprawa to nierówność w dostępie do leczenia. Chorowanie jest dla bogatych, biedniejsi ludzie nie mają wyboru, muszą czekać. Są także skazani na gorszej jakości terapię, bo w mniejszych miejscowościach nie ma wystarczających środków. I nadmierna biurokracja - to też wart uwagi aspekt.

Czyli kolejki to główny problem pacjentów kardiologicznych?

Kolejki to nie jest główny problem, ale jeden z poważniejszych. Musimy długo czekać na wizytę u specjalisty, a przy starzejącym się społeczeństwie to jest absurd. Przy chorobach wieńcowych każdy dzień jest na wagę złota.

Czy Pana zdaniem część zabiegów kardiologii interwencyjnej wykonywana jest na wyrost, niepotrzebnie, tak jak tłumaczą resortowi urzędnicy?

Tłumaczenia resortu są w mojej ocenie absurdalne i czasem trudno mi uwierzyć, że tak mówią ludzie rządzący moją ojczyzną. Z tego argumentu wynika, że pacjenci trafiający na stół operacyjny idą tam bez potrzeby? To jest śmieszne.

Jedyne, co mogę zaproponować to to, aby stawiać pod sąd wszystkich lekarzy, którzy robią niepotrzebnie zabiegi. Bo takie właśnie jest tłumaczenie rządu - kardiologia interwencyjna jest wykonywana na wyrost. Czyli rozumiem, że przeprowadzane są operacje na ludziach, którzy tego nie potrzebują? Szczerze mówiąc nie wiem jak to komentować.

Mogę podsunąć rządowi pewien pomysł, w odniesieniu do tych „argumentów”.
Może rząd powinien do każdego szpitala przydzielić specjalistę, który będzie oceniał, czy pacjent już umiera i na wszelki wypadek powinien być zoperowany czy może jeszcze trochę pożyje, więc leczmy go innymi sposobami. A najlepiej niech sam się leczy w domu.

Jak wygląda dostęp polskich pacjentów chorych kardiologicznie do nowoczesnych - lekowych i nielekowych - technologii leczenia?

Polska medycyna jest na bardzo dobrym poziomie jeśli chodzi o nowoczesne technologie. Mamy wielu świetnych naukowców, więc jeśli chodzi o te kwestie nie mamy na co narzekać. Nie należy jednak mylić polskiej medycyny z polską służbą zdrowia.

Ponownie muszę podkreślić, że na obecnym etapie polska medycyna ma się całkiem dobrze. Oczywiście, walczymy z kolejkami, bo nie wszystko jest idealnie. Na pewno dostęp do leczenia jest nierówny jeśli rozpatrzymy to pod kątem miejsca zamieszkania. Pacjenci z małych miasteczek i wsi mają znacznie trudniejszy dostęp do leczenia.

Z dostępem do leków też póki co nie ma większych problemów, chociaż cenowo wygląda to słabo. Polscy pacjenci muszą płacić znacznie więcej za leki niż pacjenci w innych krajach.
Nadchodzące zmiany jednak spowodują, że lekarze będą musieli wybierać pacjentów, którym zechcą pomóc.

Napisz do autora: anna.kaczmarek@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...