Od grudnia w Hiszpanii wybory się już dwa razy i ciągle nie ma oficjalnego rządu.
Od grudnia w Hiszpanii wybory się już dwa razy i ciągle nie ma oficjalnego rządu. Fot. Wikipedia/CC BY-SA 2.0

Jedni narzekają na rząd, inni na jego brak. Nie wiadomo, co lepsze. Hiszpanie borykają się z tym problemem już osiem miesięcy, ale przeciętny mieszkaniec raczej tego nie odczuwa. Kraj jednak naraża się na śmieszność, są obawy o gospodarkę. Od grudnia wybory odbyły się już dwa razy i hiszpańskie partie nawet na milimetr nie zbliżyły się do porozumienia. I już mówi się o tym, że Hiszpanię być może czekają trzecie wybory...

REKLAMA
Mariano Rajoy, który pełni funkcję p.o. premiera i otrzymał misję stworzenia rządu, powiedział o tym otwarcie, gdy socjaliści odmówili wejścia w koalicję z konserwatystami. – Jeżeli lider socjalistów będzie powtarzał "nie", powtórzymy wybory – zapowiedział. Pierwsze odbyły się w grudniu ubiegłego roku, drugie w czerwcu. A oficjalnego rządu, jak nie było, tak nie ma.
Partia Ludowa Rahoya, co prawda, wygrała czerwcowe głosowanie, ale nie ma absolutnej większości – na 350 miejsc w parlamencie zdobyła ich 137. Socjaliści, którzy byli drudzy, mają miejsc 85 – to wystarczająca liczba, by blokować każde działanie konserwatystów.
O wspólnej koalicji raczej nie ma mowy i trudno się temu dziwić. Wyobraźmy sobie dwie skrajności w Polsce – dajmy na to SLD i PiS. – Lewica nie poprze prawicy. Nie poprzemy czegoś, co chcemy zmienić – mówi wprost lider socjalistów Pedro Sanchez. Kolejne rozmowy dotyczące utworzenia koalicji, które odbyły się w tym tygodniu też spełzły na niczym. Nie pomógł nawet król Hiszpanii Filip VI, który specjalnie przerwał urlop i wrócił do kraju.
Trzecie wybory to szaleństwo
Hiszpania znalazła się w impasie, który, według ekspertów, może stanowić zagrożenie dla gospodarki kraju. Chodzi przede wszystkim o przyszłoroczny budżet – ustawę może przyjąć tylko oficjalny rząd, a czas jest do października. Ale są też obawy o to, co udało się zrobić do tej pory, by wyciągnąć kraj z kryzysu. Choć oficjalnego rządu nie ma, w Hiszpanii spadło bezrobocie. Według Bloomberga – najniższe od 2009 roku. Szkoda byłoby to zmarnować.
Rozwiązaniem jest, oczywiście, rząd mniejszościowy, ale musi uzyskać wotum zaufania, co przy obecnym rozkładzie sił może nie być proste. Trzecie wybory to ostateczność, jak mówią politycy – szaleństwo. Jeśli do nich dojdzie, Hiszpania może narazić się na opinie, że jest niepoważnym krajem, w którym kwestię wyborów rozdmuchuje się do granic absurdu.

napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl