
Barack Obama napisał felieton, w którym określił się feministą i zaapelował do mężczyzn, by szli w jego ślady. Aby wytłumaczyć dlaczego, opowiedział o wychowaniu swoich córek - Malii i Natashy, podkreślając szacunek wobec ich matki, Pierwszej Damy.
REKLAMA
Prezydent USA w tekście dla kobiecego magazynu "Glamour" szczerze przyznaje, że w przeszłości ciężar obowiązków wychowawczych spadał przede wszystkim na jego żonę. Niesprawiedliwie, ocenia po latach. Ocknął się na czas. "„To bardzo istotne, że ich tata jest feministą, ponieważ teraz będą tego oczekiwały od wszystkich mężczyzn w ich życiu” – pisze Barack Obama.
Polityk ma zerową tolerancję na powielanie stereotypów związanych z płcią. Nie zgadza się na portretowanie małżonki jako tej łatwo wpadającej w złość. Nie zgadza się też, by ktokolwiek w podobnym tonie mówił o innych czarnoskórych kobietach. Wszystkie powinny stawać ramię w ramię z mężczyznami, żyć na takich samych zasadach, nie czuć się gorszymi i źle traktowanymi.
Obama przypomina sobie, jaką rolę odegrały w jego życiu kobiety. Wychowany przez samotną matkę to dzięki jej wysiłkom stał się tym, kim jest. Bez Michelle też daleko by nie zaszedł. Żałuje, że po drodze o tym zapominał, nie zmieniając choćby córkom pieluch. A zajmowanie się dzieckiem nie odejmuje męskości, zaznacza prezydent. "Zmieńmy takie podejście – apeluje – Przestańmy stygmatyzować pracujące matki i ojców przejmujących ich role w domu".
Przywódca Stanów Zjednoczonych nie omieszkał zaznaczyć, że nominacja Hilary Clinton na jego zastępcę jest historyczną chwilą dla wszystkich Amerykanek. "Niezależnie od politycznych poglądów, to jest przełomowy moment. To jest tylko jeden z kolejnych przykładów, jak daleko kobiety dotarły w drodze do równouprawnienia” – zauważa. I to nie czcze słowa, Obama bardzo wspiera Clinton. "Idea, że wszyscy jesteśmy równi, daje nam więcej wolności" – uważa.
źródło: glamour.com
