
Wzburzone morze, kilkuosobowa ekipa latarników kończy zmianę. Zewsząd uderzają fale, pytanie, jak się wydostaną i w jaki sposób dostaną się inni, gdy wokół tylko woda. Ten filmik daje do myślenia.
REKLAMA
Dyżur w czasie sztormu nie jest dla każdego. Tym bardziej trafienie do miejsca, w którym się go spędzi. Niezbyt wyraźne nagranie, ale wciąż wystarczające, by przeszły ciarki po plecach, to zapis około minutowej walki z żywiołem. Kuter podpływa pod latarnię, z której spada obciążona lina. Pasażerowie ledwo ją łapią - wiatr nie daje im spokoju, ledwo trzymają się na nogach, kiedy jeden wreszcie wpełza po sznurze.
Najtrudniejsze wciąż przed nim, potem w jego ślady pójdą koledzy. Jeśli mają tam dotrzeć, ci z latarni muszą wykazać się refleksem. Aż wreszcie zadanie wykonane - widzimy, że pierwszy członek zespołu dotarł. Można się tylko spodziewać przybycia kolejnych. Takie życie, taka praca.
