
Prezes Polskiego Radia Barbara Stanisławczyk krytykom publicznej rozgłośni zaleca rachunek sumienia. Jego przykładową treść w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" podpowiada Tomaszowi Zimochowi.
REKLAMA
„Pan Zimoch przeżył tu stan wojenny. Mało tego, przeszedł weryfikację i został w Polskim Radiu, podczas gdy inni siedzieli w więzieniach, byli szykanowani, walczyli o inną Polskę” – mówi w wywiadzie prezes Polskiego Radia.
Kiedy Stanisławczyk stwierdziła, że uwielbia ludzi, którzy myślą samodzielnie, została zapytana o Tomasza Zimocha. Odparła, że nie można porównywać obecnej sytuacji w Polskim Radiu do reżimu stanu wojennego.
„Od naszych współpracowników, oczekujemy uczciwości dziennikarskiej i lojalności w stosunku do pracodawcy, a nie propagandy i pogardy. Do dziś zastanawiam się, co kierowało panem Zimochem. Na pewno nie względy merytoryczne czy troska o radio” – powiedziała
Dodała, że nie zwolniła go tylko skierowała sprawę do komisji etyki radia, która wyraziła swoją opinię. Pomimo że opinia była negatywna, Zimoch pozostał pracownikiem radia i ostatecznie sam wypowiedział umowę. Według prezes rozgłośni, próbował zrzucić winę na pracodawcę.
„Pan Zimoch porzucił stanowisko w gorącym okresie, tuż przed Euro 2016 i olimpiadą. Na dodatek naruszył wizerunek Polskiego Radia. Skierowaliśmy więc sprawę do sądu” – powiedziała.
Dziennikarz w wywiadzie udzielonym „Dziennikowi Gazecie Prawnej” krytykował rządy PiS, a to nie spodobało się władzom stacji. Uznały, że dziennikarz naruszył etykę zawodową tymi słowami: „Jest gorzej niż w stanie wojennym, gorzej niż za komuny”. Jak można przeczytać w oficjalnym komunikacie Polskiego Radia, Zimoch "szkalował dobre imię nadawcy i chciał sprowokować wojnę".
źródło: Dziennik Gazeta Prawna
