
Jolanta Molenda 117 razy reprezentowała Polskę jako siatkarka. Niedawno reporter "Faktów" TVN odnalazł ją na parkowej ławce w Radomsku. Kiedy o sprawie zrobiło się głośno, kobietą zajęły się jej dawne koleżanki z reprezentacji.
REKLAMA
Jolanta Molenda to była zawodniczka siatkarskiej reprezentacji kraju. Kiedyś 117 razy grała w polskich barwach. Obecnie cały jej dorobek życia mieści się w kieszeniach kurtki i plastikowych torbach.
Po wyemitowaniu reportażu na jej temat (sprawę opisywaliśmy tutaj), do kobiety przyjechały jej dawne koleżanki. - Musimy być wszystkie razem, musimy być zespołem i do tego zespołu wciągnąć Jolkę. Ona była nam bardzo potrzebna wtedy i dzisiaj też jest bardzo potrzebna - mówi Agata Kopczyk, która również grała w reprezentacji.
Pomoc Molendzie zadeklarowali również inni członkowie środowiska siatkarskiego. Fundacja „Polska Siatkówka” zapewniła, że nie pozostawi kobiety bez wsparcia.
W rozmowie z Robertem Jałochą, który dostrzegł w bezdomnej z Radomska byłą siatkarkę, wyłaniają się kolejne etapy dramatu. Najpierw zmarli jej rodzice, po nich mąż, to wszystko w ciągu jednego roku. To wystarczy, aby pojawiło się załamanie, a wraz z nim alkohol. Jak mówiła w rozmowie z TVN, na ławkę trafiła po wypisaniu ze szpitala, do którego trafiła z powodu wycieńczenia.
Jolanta Molenda ma 53 lata, a na ulicy mieszkała trzy. Ma rentę inwalidzką przyznaną przez ZUS z powodu całkowitej niezdolności do pracy. Choruje na cukrzycę, padaczkę i ma problem ze stawami. Dostaje co miesiąc 1020 zł, z czego komornik bierze 300.
źródło: TVN 24
